Mieszkańcy regionu są wstrząśnięci tragicznym wydarzeniem, do jakiego doszło w hotelu dla zwierząt w Jezierzycach. W wyniku nieszczęśliwego wypadku mały pinczerek o imieniu Roki doznał rozległych obrażeń, które doprowadziły do jego śmierci. Właściciele czworonoga apelują o rozwagę przy wyborze miejsc do opieki nad zwierzętami i domagają się konsekwencji wobec placówki.
Roki trafił do hotelu dla zwierząt 30 stycznia na dwudniowy pobyt. W sobotę przed południem właściciele psa otrzymali telefon z informacją o wypadku. W rozmowie telefonicznej właścicielka hotelu poinformowała, że pies został pogryziony i wymaga natychmiastowego odbioru. Jak relacjonują opiekunowie Rokiego, po przybyciu na miejsce zastali psa w stanie krytycznym - z rozerwaną tchawicą, silnym krwotokiem i problemami z oddychaniem.
- Wchodząc do domu, pytamy, gdzie jest nasz piesek. Pan odpowiada, że zamknięty w łazience, po czym mówi, że przyniesie ręcznik. Ale nie słyszę mojego pieska… Panuje kompletna cisza. Ani drapania w drzwi, ani pisków na nasz widok – a przecież wiemy, jak zawsze reagował nasz Rokuś. Gdy pan wrócił z ręcznikiem i otworzył drzwi łazienki, zamarłam. Pies był w stanie krytycznym – miał rozerwaną szyję i tchawicę, ledwo oddychał. Karma wylatywała mu przez dziurę w gardle, wymieszana ze śluzem i krwią - relacjonuje na swoim profilu Magda Szałankiewicz, właścicielka psa.
Właściciele psa natychmiast przewieźli go do lecznicy weterynaryjnej, gdzie lekarze przeprowadzili operację. Weterynarz stwierdził jednak poważne uszkodzenie kości gnykowej, co utrudniało przyjmowanie pokarmu i wody. Pomimo operacji i intensywnej opieki, stan Rokiego nie poprawił się i w niedzielę po południu pies odszedł w swoim domu.
- Zabraliśmy naszego pieska od weterynarza do domu w tragicznym stanie – można powiedzieć, że w lekkiej agonii. Cała noc była nieprzespana. Roki nie mógł znaleźć sobie miejsca, wszędzie była krew i żółć… Biedny, mój kochany. W niedzielę rano, około godziny 10:00, pojechaliśmy na kroplówki i zastrzyki, ale niestety nie było żadnej poprawy. Po południu Roki zaczął się z nami żegnać – kładł się tak, jak lubił, prosząc o głaskanie. Około godziny 16:00 zaczął szukać sobie miejsca na odejście. Kiedy położył się na korytarzu, już niestety nie wstał. O godzinie 18:00, na swoim ulubionym kocyku, złapał ostatni oddech… i odszedł - opisuje Magda Szałankiewicz, właścicielka pinczera.
Brak nadzoru i pytania bez odpowiedzi
Jak wynika z relacji właścicieli, w momencie wypadku właścicielka hotelu przebywała poza domem, a zwierzęta pozostawiła pod opieką swojego męża. Nie wiadomo, w jakich okolicznościach doszło do pogryzienia oraz czy można było temu zapobiec. Hotel dotychczas cieszył się w sieci raczej dobrymi opiniami, co czyni to zdarzenie jeszcze bardziej zaskakującym. Właściciele Rokiego domagają się konsekwencji dla hotelu i ostrzegają innych przed powierzaniem tam swoich zwierząt.
- Jeśli chodzi o właścicielkę hotelu, to poniosła ona koszty leczenia psa, pokrycie kosztów nowego psa oraz zadośćuczynienie za Rokiego - mam wszystkie dowody, w tym rachunki i dokumenty zakupu - nie zmieni jednak tego, co się stało. Żadne pieniądze nie zwrócą mi mojego ukochanego pieska. Będę walczyć o sprawiedliwość, aby nikt więcej nie musiał przechodzić przez taki ból i cierpienie jak my - zakończyła Magda Szałankiewicz.
Redakcja próbowała skontaktować się z właścicielami hotelu celem uzyskania ich stanowiska w sprawie, jednak nasze telefony i wiadomości pozostały bez odpowiedzi. Sprawa wzbudziła duże emocje w mediach społecznościowych. Czy w tej sprawie zawiódł nadzór nad zwierzętami? Czy istniały procedury zapobiegawcze? To pytania, na które lokalna społeczność domaga się odpowiedzi.
[ZT]7066[/ZT]
0 0
Biedny piesek. Niech właściciele przyjmą najszczersze kondolencje i wyrazy współczucia