To już nie są tylko emocjonalne wystąpienia na sesji czy skargi radnych. Oficjalne dokumenty, które dotarły do naszej redakcji, potwierdzają najgorszy scenariusz: w gminie Damnica wolność słowa została ograniczona jednym, ustnym poleceniem wójta. Bez regulaminu, bez podstawy prawnej i bez oglądania się na Konstytucję. Dokumenty z urzędu odsłaniają mechanizm, który bardziej przypomina cenzurę niż nowoczesną komunikację.
::addons{"type":"only-with-us","color":"black"}
Sprawa, która wybuchła podczas ostatnich obrad Rady Gminy, doczekała się oficjalnej kontynuacji na papierze. W odpowiedzi na wniosek o udostępnienie informacji publicznej, urząd musiał wyłożyć karty na stół. Obraz, który wyłania się z tych odpowiedzi, jest uderzający: gmina, która chętnie korzysta z zasięgów mediów społecznościowych, jednocześnie panicznie boi się głosu swoich obywateli.
Przypomnijmy, że iskra padła podczas sesji, gdy radny Krzysztof Kozłowski i były radny Marek Jędrzejewski postawili władzę pod ścianą. To wtedy padły mocne oskarżenia o "blokowanie możliwości wypowiadania się mieszkańcom". Marek Jędrzejewski nie gryzł się w język, punktując postawę urzędników.
- Gorsze jest to, że blokujecie możliwość wypowiadania się mieszkańcom. Chciałbym zapytać o zasady moderowania profili gminnych i jednostek podległych – mówił podczas sesji Jędrzejewski, domagając się wskazania winnych cenzury.
Dziś już wiemy, że jego intuicja go nie myliła. Z dokumentu podpisanego przez wójta Pawła Oberta wynika, że to on osobiście podjął decyzję o nałożeniu kagańca na gminnego Facebooka. Co najbardziej zdumiewa, decyzja ta zapadła 11 lutego 2026 roku i miała formę wyłącznie ustną. W urzędzie nie powstała żadna notatka, żadne polecenie służbowe ani zarządzenie. Po prostu: wójt kazał, a urzędnik wyłączył funkcję komentowania.
Najbardziej niepokojący w całej sprawie jest fakt, że w Urzędzie Gminy Damnica panuje całkowita prawna próżnia w zakresie mediów społecznościowych. Urzędnicy przyznają wprost: nie wprowadzono żadnych wewnętrznych zasad, regulaminów ani procedur dotyczących moderowania czy blokowania użytkowników.
Oznacza to, że Paweł Lewandowski, zatrudniony na stanowisku ds. promocji gminy, zarządza dyskusją publiczną "na czuja". To on decyduje, co jest hejtem, a co merytoryczną krytyką, nie mając do tego żadnych spisanych wytycznych. W państwie prawa, gdzie każda decyzja organu władzy powinna mieć podstawę, takie działanie budzi ogromne wątpliwości.
- Narzędzie to zastosowano w celu ograniczenia komentarzy o charakterze wulgarnym i hejterskim – tłumaczy urząd w piśmie, dodając, że najgorsza sytuacja panuje w weekendowe noce, kiedy nikt nie pilnuje profilu.
Gmina stoi na stanowisku, że Facebook ma służyć wyłącznie jako tablica ogłoszeniowa, powielająca treści ze strony internetowej. To podejście stoi jednak w sprzeczności z tym, jak media społecznościowe widzą eksperci i sądy.
Głos w sprawie zabrała Sieć Obywatelska Watchdog Polska, która od lat pilnuje standardów jawności w samorządach. Prawnik stowarzyszenia, Szymon Dubiel, nie zostawia na metodach stosowanych w Damnicy suchej nitki. Przypomina, że profil gminy to nie prywatny folwark wójta, ale przestrzeń debaty publicznej.
- Organy muszą zachowywać standardy wynikające z art. 54 Konstytucji, dotyczące swobody wypowiedzi i rozpowszechniania informacji – podkreśla Dubiel.
Ekspert przywołuje wyroki sądów administracyjnych, które jasno wskazują, że nadmierne ograniczanie możliwości wypowiedzi może być uznane za bezprawne tłumienie krytyki. Według Watchdoga, jeśli gmina decyduje się na obecność w social mediach, musi brać na siebie ciężar moderacji, a nie iść na łatwiznę i "wyłączać" mieszkańców. Wątpliwości należy zawsze rozstrzygać na korzyść wolności słowa, czego w Damnicy zabrakło.
Urząd w oficjalnym piśmie twierdzi, że od momentu wprowadzenia ograniczeń nie usuwano komentarzy ani nie blokowano użytkowników. Brzmi to jak sukces, ale prawda jest brutalna: nie trzeba niczego usuwać, skoro nikt nie może nic napisać. To tak, jakby zamknąć drzwi do urzędu i twierdzić, że nikt nie przyszedł ze skargą.
Mieszkańcy o blokadzie dowiedzieli się z automatycznych komunikatów Facebooka. Nikt nie wyszedł do nich z wyjaśnieniem, nikt nie zapytał o zdanie. Wójt Paweł Obert podczas sesji sugerował, że jeśli komuś się to nie podoba, może sobie udostępnić post gminy na własnym profilu i tam pisać.
To jednak nie to samo. Debata pod oficjalnym postem to miejsce, gdzie głos mieszkańca dociera do innych odbiorców i samej władzy. Wypchnięcie ludzi na "ich własne profile" to klasyczny przykład spychologii i próba ucieczki od trudnych pytań o inwestycje czy wydatkowanie publicznych pieniędzy.
Wójt zapowiadał po sesji, że blokada może nie być ostateczna i jest "analizowana". Jednak oficjalne pismo, które otrzymaliśmy, nie pozostawia złudzeń co do obecnej linii urzędu: Facebook to dla nich tablica ogłoszeń, a nie miejsce do rozmowy.
Dziś w Damnicy nie rozmawia się o wulgaryzmach – rozmawia się o tym, czy samorząd jeszcze w ogóle szanuje swoich mieszkańców jako partnerów do dyskusji.
::news{"type":"see-also","item":"12122"}
::addons{"type":"only-with-us","color":"black"}
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu hej.slupsk.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz
Smutne wieści. Nie żyje Zdzisław Maciaszek
Otóż to! Na usprawiedliwienie można jedynie jeszcze powiedzieć,że to już poszedł tak głęboko mechanizm zaprzeczen i iluzji w tym temacie, że wiele osób przestało wierzyć w to co widzą i słyszą. Temat rzeka,nawet nie warto dajej tego ruszać bo powstały dwa obozy, a dalsza walka nikomu nie jest potrzebna. Kolejna rzecz , nadal jest rodzina zmarłego i niech przejdą czas żałoby w spokoju o ile się w tej sytuacji tak da.
K.
15:29, 2026-04-25
Smutne wieści. Nie żyje Zdzisław Maciaszek
Od dwóch dni obserwuje tą wojne na komentarze a prawda jest taka............ że jakby wszyscy ( rodzice domniemanych ofiar i nauczyciele ) i instytucje ( komisariat w Kępicach, Kuratorium, władze gminy Kępice ) reagowały na wszystkie przewinienia, przekręty, oszustwa i nadużycia tego pana, nie doszło by do ostateczności. Wszystko było zamiatane pod dywan. Bo przecież pan był radnym. Miał plecy. W szkole wystarczyło sypnąć kaską i wszyscy nauczyciele byli zadowoleni. Jakby ktokolwiek zareagował może pan Maciaszek by się opamiętał i wiedział że nie jest bezkarny. A tak robił co chciał i to go doprowadziło tam gdzie jest. Uważam że dużą wine ponoszą ci co go kryli. Ale to ich sumienie, niech z tym żyją. Bo to wcale nie musiało sie tak skończyć.
Mała
23:22, 2026-04-24
Smutne wieści. Nie żyje Zdzisław Maciaszek
Znam ludzi którzy widząc w telewizji księdza który gwałcił dzieci i jest to mu udowodnione i nawet jeśli sam się przyzna to oni nadal twierdzą że to niemożliwe i tak samo wygląda ta sprawa
Serce
22:06, 2026-04-23
Smutne wieści. Nie żyje Zdzisław Maciaszek
[email protected]
olesiakgrzegorz1977@
18:58, 2026-04-23