Do słupskiego Ratusza wpłynęło pismo, które mogłoby wywołać trzęsienie ziemi w lokalnym sporcie, gdyby nie jeden kluczowy fakt – nikt się pod nim nie podpisał. Zarzuty są kalibru najcięższego: przemoc, układy i zastraszanie. Jednak w zderzeniu z oficjalnymi dokumentami i stanowczym „nie” władz klubu, sprawa zaczyna wyglądać nie jak interwencja, a jak precyzyjnie wymierzona kampania oczerniająca.