Siedemdziesiąt dwa zgłoszenia, lawina maili i niekończące się wizyty strażników miejskich na jednej z ulic Osiedla Niepodległości. Spór o jakość powietrza w Słupsku wszedł na nowy, niespodziewany poziom. Podczas gdy jedna z lokatorek wypowiedziała wojnę trucicielom, miejscy decydenci rozkładają ręce, sugerując, że problem nie leży w kominach, lecz w emocjach skarżącej. W kuluarowych rozmowach ścierają się dwie racje: urzędnicza statystyka kontra nosy mieszkańców.