To nie był zwykły dzień w kobylnickim urzędzie. Najdłuższa sesja w tej kadencji nie toczyła się wyłącznie wokół milionowych inwestycji czy strategii rozwoju. W centrum uwagi stanęła ona – uchwała o wynagrodzeniu burmistrza. Przez kilkadziesiąt minut sala obrad zamieniła się w arenę, na której starły się dwie wizje samorządu: jedna oparta na prestiżu i skali zarządzania, druga na surowym zaciskaniu pasa i oczekiwaniu na efekty wyborczych obietnic.