Woda z kranu w gminie Kobylnica jest bezpieczna, ale wystąpienie prezesa Wodociągów Słupsk pokazuje ważny problem.
Woda z kranu w gminie Kobylnica jest bezpieczna i nadaje się do picia. To najważniejsza informacja dla mieszkańców. Ale za tym prostym komunikatem kryje się coraz poważniejszy problem. Rolnictwo, azotany, nowe środki ochrony roślin i substancje, których jeszcze niedawno nikt rutynowo nie badał, zaczynają coraz mocniej wpływać na bezpieczeństwo ujęć wody.
To temat, który wykracza daleko poza lokalną dyskusję o taryfach, inwestycjach i remontach sieci. Bo gdy mówimy o czystej wodzie w kranie, szybko dochodzimy do pytania, czy wszystkie środowiskowe ograniczenia dla rolnictwa rzeczywiście są tylko przeszkodą. Z punktu widzenia ochrony wody pitnej Zielony Ład nie wygląda już jak abstrakcyjna polityczna awantura, ale jak rozmowa o tym, co trafia do gleby, a później do wód podziemnych.
Prezes Wodociągów Słupsk Andrzej Wójtowicz zapewnia, że mieszkańcy mogą pić wodę prosto z kranu.
– Oczywiście zimną wodę, tę, którą my podajemy. Ona jest badana wzdłuż i wszerz – mówi Andrzej Wójtowicz.
To jednak nie oznacza, że temat można zamknąć prostym hasłem: „jest dobrze”. Wodociągi działają dziś w zupełnie innych realiach niż jeszcze kilka czy kilkanaście lat temu. Do klasycznych badań dochodzą nowe obowiązki i nowe grupy substancji.
– W tej chwili przyszły dodatkowe obowiązki związane z badaniem radionuklidów, PFAS-ów, różnych nowych związków, które dziś pojawiają się w środowisku, a które do niedawna nie były badane – wyjaśnia prezes.
To ważne szczególnie w gminie o silnym charakterze rolniczym. Pola, nawożenie, środki ochrony roślin i sposób gospodarowania ziemią nie są czymś odległym od mieszkańców. One mogą mieć bezpośredni wpływ na to, co później trzeba badać, uzdatniać i zabezpieczać.
– Teren wiejski ma tę specyfikę, że ma silne presje rolnicze, ale też tutaj spółka prowadzi wiele działań zabezpieczających. Mamy przebadaną praktycznie całą zlewnię. Zarządzamy tym ryzykiem zlewniowym na ile możemy – zaznacza Andrzej Wójtowicz.
Najbardziej konkretny przykład dotyczy Lulemina. Tam sytuacja wymagała szybkiej reakcji, bo poziom azotanów gwałtownie wzrósł.
– Azotany w Luleminie wzrosły w ciągu niecałego roku z poziomu 40 paru do ponad 120 – mówi prezes Wodociągów Słupsk.
To jest właśnie moment, w którym ogólna dyskusja o rolnictwie, środowisku i chemii stosowanej na polach przestaje być teorią. Jeśli parametry wody potrafią tak szybko się zmienić, system musi reagować natychmiast.
– Ten poziom azotanów, który był, nie mógł być dłużej tolerowany. Tym bardziej, że szybko przekroczył 100. A 120 już nie jest akceptowalne. W związku z tym tam trzeba było podjąć szybką reakcję – podkreśla Wójtowicz.
W Luleminie zastosowano dodatkowy element uzdatniania wody. Efekt jest taki, że dziś woda spełnia wymagania.
– Dzisiaj poziom azotanów na wodzie surowej jest 80, po naszym uzdatnianiu jest poniżej 10. Woda spełnia wszystkie kryteria – informuje prezes.
Tylko że taka ochrona kosztuje. W przypadku Lulemina chodzi o około 150 tysięcy złotych.
– To nie są bardzo duże nakłady, natomiast one były niezbędne i wymagające – mówi Wójtowicz.
I tu pojawia się kolejny ważny element. To nie jest koszt wyłącznie jednej miejscowości. To koszt całego systemu.
– To koszt wspólny, taryfowy całej gminy – wyjaśnia prezes.
W debacie publicznej Zielony Ład najczęściej pojawia się jako symbol ograniczeń, nakazów i problemów dla rolników. Ten przekaz jest prosty, nośny i politycznie wygodny. Ale z perspektywy wody pitnej sprawa nie jest już tak oczywista.
Andrzej Wójtowicz zwraca uwagę na zjawisko, o którym mówi się zdecydowanie za mało. Z jednej strony jest sprzeciw wobec ograniczeń dla rolnictwa. Z drugiej strony pojawiają się nowe substancje, nowe pestycydy i środki, których wpływ na środowisko może ujawniać się dopiero po czasie.
– Z jednej strony mówimy o tym, że nie chcemy Zielonego Ładu, nie chcemy różnego rodzaju działań ograniczających dla rolnictwa robić. Z drugiej strony pojawiają się nowe pestycydy, nowe środki ochrony roślin, które do tej pory nie były identyfikowane, a które po jakimś czasie dopływu do złóż mogą powodować dosyć spore zakłócenia – mówi prezes Wodociągów Słupsk.
To zdanie mocno porządkuje lokalną dyskusję. Nie chodzi o to, żeby uderzać w rolników. Chodzi o to, żeby uczciwie powiedzieć, że intensywne rolnictwo ma wpływ na środowisko, a środowisko ma wpływ na wodę, którą piją mieszkańcy.
Jeśli ograniczenia środowiskowe mają chronić glebę i wodę przed nadmierną presją chemiczną, to z perspektywy kranówki trudno je z góry skreślać. Zwłaszcza gdy wodociągi muszą później inwestować w dodatkowe uzdatnianie.
Prezes Wodociągów Słupsk nie straszy mieszkańców. Przeciwnie, podkreśla, że badania są prowadzone, a woda spełnia wymagania. Jednocześnie pokazuje, że lista sprawdzanych substancji rośnie.
– Badamy ponad 40 różnego rodzaju substancji, związków, których nawet nie jestem w stanie tutaj powtórzyć ich nazw. Nie było do tej pory żadnego przypadku, w którym moglibyśmy wskazać ryzyko istotne – zaznacza.
To uspokaja, ale nie kończy tematu. Bo problemem nie jest tylko to, co już wykryto. Problemem jest również to, co może pojawić się w środowisku z opóźnieniem. Substancje stosowane dziś na polach mogą trafiać do złóż po pewnym czasie. Wtedy odpowiedzialność spada na wodociągi, które muszą zapewnić mieszkańcom bezpieczną wodę.
Dlatego ochrona ujęć, strefy pośrednie i kontrola ryzyka zlewniowego nie są urzędniczym dodatkiem. To realne narzędzia zabezpieczające mieszkańców.
– Czekamy od dwóch lat na ustanowienie nowych obszarów strefy pośredniej, które zaproponowaliśmy dla strategicznych z punktu widzenia gminy Kobylnica ujęć – wskazuje prezes.
Najbardziej praktyczny wymiar tej sprawy widać w pieniądzach. Jeśli jakość wody się pogarsza, wodociągi muszą montować dodatkowe technologie. Jeśli trzeba chronić ujęcia, modernizować stacje, łączyć systemy i badać nowe substancje, pojawiają się koszty.
A koszty w systemie wodociągowym nie znikają. Prędzej czy później wpływają na taryfy.
– My nie możemy patrzeć na to, czy ponieść ten koszt, czy nie ponieść, tylko musimy szybką reakcję podjąć ze względu na to, że jesteśmy odpowiedzialni za zdrowie ludzi – podkreśla Andrzej Wójtowicz.
To oznacza, że problem z wodą w jednej miejscowości nie jest wyłącznie lokalną sprawą tej miejscowości. Jeśli koszt trafia do systemu taryfowego, ponoszą go wszyscy odbiorcy.
Właśnie dlatego dyskusja o rolnictwie i ochronie środowiska powinna być znacznie poważniejsza niż proste hasła przeciwko Zielonemu Ładowi. Bo za brak kontroli nad tym, co trafia do gleby, można później zapłacić nie tylko środowiskowo, ale też finansowo.
Spółka planuje duże inwestycje. W perspektywie trzech lat mowa o około 130 milionach złotych. Znaczna część tych środków dotyczy oczyszczania ścieków, infrastruktury wodociągowej, bezpieczeństwa i modernizacji systemu.
W planie na najbliższe lata nie ma kredytów ani spłaty odsetek ponad wartość amortyzacji. Spółka szuka finansowania zewnętrznego, między innymi z Krajowego Planu Odbudowy, programów marszałkowskich i innych funduszy.
– Liczymy na to, że dostaniemy dofinansowanie na poziomie około 60 procent. W ten sposób też obniżamy wpływ kosztów inwestycyjnych na taryfy – mówi Andrzej Wójtowicz.
Wodociągi mają też podpisaną umowę na działania związane z cyberbezpieczeństwem. To prawie milion złotych. Prezes mówi również o monitoringu i zabezpieczaniu infrastruktury krytycznej, bo wodociągi są dziś narażone nie tylko na awarie techniczne, ale także na zagrożenia zewnętrzne.
Ważnym elementem działań jest łączenie systemów wodociągowych. Nie każda mała stacja musi być rozwijana w nieskończoność, jeśli można oprzeć zasilanie na bardziej wydajnym i bezpiecznym ujęciu. Tak ma być w przypadku połączenia Krzewa z Bzowem.
– Mamy zaplanowane połączenie dwóch miejscowości, Krzewo z Bzowem, ze względu na to, że wydajność stacji w Krzewie, jakość wody oraz położenie tej stacji sprzyja temu, żebyśmy mogli zasilać miejscowość Bzowo – wyjaśnia prezes.
Bzowo ma przez pewien czas pełnić funkcję ujęcia rezerwowego. To pozwala zabezpieczyć mieszkańców w razie awarii, a jednocześnie ograniczać koszty remontów.
– Z jednej strony poprawiamy bezpieczeństwo dostaw wody, zmniejszamy koszty związane z tym. Trzeba było Bzowo remontować, a podstawowy remont stacji wielkości Bzowa to jest 250–350 tysięcy złotych – mówi Wójtowicz.
Do kosztów środowiskowych dochodzą koszty organizacyjne. Po przejęciu Bolesławic przez Słupsk z systemu gminy Kobylnica odchodzi około 15 procent usług. To ma znaczenie, bo Bolesławice były korzystne dla całego rozliczenia.
– Na Bolesławicach na jednym kilometrze sieci wodociągowej było 250–300 osób, a średnia w gminie Kobylnica to 60 osób na kilometr sieci. Bolesławice działały na plus rozliczenia całej społeczności mieszkańców gminy Kobylnica – mówi prezes.
Mniej odbiorców przy długiej sieci oznacza większą presję kosztową. Tym bardziej że sama woda w gminie Kobylnica od kilku lat przynosi stratę.
– W 2023 roku woda w gminie Kobylnica była 380 tysięcy złotych na minusie, w 2024 roku niecałe 320 tysięcy, w 2025 roku już 606 tysięcy na minusie – wylicza Andrzej Wójtowicz.
Przy sprzedaży na poziomie około 520 tysięcy metrów sześciennych rocznie oznacza to realny problem.
– Mamy największą presję kosztową na wodę. Ze ściekami sobie poradzimy, ale z wodą mamy kłopot – przyznaje prezes.
Wodociągi próbują ograniczać presję kosztową również przez działania energetyczne. Spółka chce wykorzystywać własną energię i lepiej zarządzać zużyciem na ujęciach, oczyszczalniach i przepompowniach.
– Chcemy, żeby energia na wszystkich ujęciach, lokalnych oczyszczalniach ścieków i przepompowniach była rozliczana z własnej energii albo energii, którą zagregujemy – mówi Wójtowicz.
To ma znaczenie, bo energia jest jednym z najważniejszych kosztów systemu. Jeśli jej cena rośnie, rośnie też presja na cenę wody. Do tego dochodzą inwestycje, uzdatnianie, badania nowych substancji i zabezpieczanie ujęć.
Dlatego rozmowa o cenie kranówki nie może sprowadzać się tylko do pytania, ile kosztuje metr sześcienny. Trzeba też pytać, ile kosztuje utrzymanie czystości wody w środowisku, które jest coraz mocniej obciążone.
Mieszkańcy gminy Kobylnica mogą pić wodę z kranu. To jasny komunikat. Ale równie jasne jest drugie przesłanie: czysta woda nie jest dana raz na zawsze.
Lulemino pokazuje, że poziom azotanów może wzrosnąć bardzo szybko. Nowe pestycydy i środki ochrony roślin mogą ujawniać swój wpływ po czasie. Silna presja rolnicza wymaga kontroli, badań i zabezpieczeń. A każde dodatkowe uzdatnianie, każda modernizacja i każda awaryjna reakcja kosztuje.
Dlatego lokalna dyskusja o Zielonym Ładzie powinna zejść z poziomu haseł na poziom konkretów. Jeśli ograniczenia środowiskowe pomagają chronić glebę i wodę, to z perspektywy mieszkańców korzystających z kranówki nie są tylko problemem. Mogą być także zabezpieczeniem.
Bo pytanie nie brzmi już tylko, czy rolnictwo poradzi sobie z dodatkowymi wymogami. Pytanie brzmi również, czy mieszkańcy poradzą sobie z kosztami coraz trudniejszej ochrony wody pitnej.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu hej.slupsk.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz
Słupska szkoła druga w Polsce! Wielki sukces
Gratulacje II LO !
bomboclat
08:39, 2026-06-17
Słupsk: Potrącenie rowerzystki na przejeździe
Osobę poszkodowaną w wypadku proszę o kontakt - przekażę przydatne informacje tel. 783 903 941
DOMINIK K
14:42, 2026-06-13
Słupsk: Prowadził pod wpływem kokainy
Gmina Potegowo placi wam i innym mediom za promocje?? O wydarzeniach w innych gminach tak duzo nie piszecie. O dniach Damnicy na przykład
Rychu
13:35, 2026-06-13
Burzliwa debata. W tle wspomnienie i śmierć Róży
Zaufanie do dyr. MOPRu? Przecież to on (jeszcze jako zastępca) był uczestnikiem przekrętów poprzedniego dyrektora. Ciężko mi uwierzyć, że nie zauważył braku wpływu na swoje konto należnej premi.
Zaufanie?
20:42, 2026-06-10