Wiadomości

Zamknij

Dodaj komentarz

BURZA w słupskiej Budowlance po konflikcie księdza z dyrektorem. DONOS do biskupa

Mateusz Węsierski Mateusz Węsierski 07:00, 24.04.2026 Aktualizacja: 12:27, 23.04.2026
Skomentuj BURZA w słupskiej Budowlance po konflikcie księdza z dyrektorem Ksiądz katecheta Andrzej Pawłowski podobno zachowywał się w sposób niewłaściwy

Gdzie my żyjemy? Gdzie demokratyczna wolność słowa? – te słowa księdza Andrzeja Pawłowskiego najmocniej wybrzmiały w konflikcie, który wybuchł w Zespole Szkół Budowlanych i Kształcenia Ustawicznego w Słupsku. Zaczęło się od aktywności w mediach społecznościowych. Później był publiczny komentarz dyrektora, interpelacja radnego Kacpra Moroza i obszerna odpowiedź magistratu. Szybko stało się jasne, że nie chodzi już wyłącznie o jeden wpis w internecie, ale o znacznie głębszy spór o granice wolności wypowiedzi nauczyciela, sposób zarządzania szkołą i odpowiedzialność za atmosferę panującą wśród uczniów.

::event{"type":"vertical","item":"175"}

Iskrą, która uruchomiła całą sprawę, było udostępnienie przez księdza katechetę materiału Roberta Mazurka z „Kanału Zero”. Nagranie dotyczyło planów Ministerstwa Edukacji Narodowej związanych z edukacją zdrowotną. W tle od razu pojawił się lokalny kontekst, bo – jak podkreślał radny Kacper Moroz – w tej konkretnej szkole z udziału w tym przedmiocie zrezygnowało aż 93 proc. uczniów.

To właśnie po tej publikacji w mediach społecznościowych pojawiła się reakcja dyrektora Zespołu Szkół Budowlanych i Kształcenia Ustawicznego Tomasza Wójcika. Według relacji przedstawionej publicznie przez radnego i samego katechetę, komentarz dyrektora nie był zwykłą polemiką. Ksiądz odebrał go jako formę nacisku, publicznego dyscyplinowania i zapowiedź konsekwencji.

Najmocniej wybrzmiały słowa samego katechety. 

– Dyscyplinarka i donos na mnie do biskupa za wpis w internecie? Gdzie my żyjemy! Gdzie demokratyczna wolność słowa? Niech wszyscy zobaczą, jak wygląda tolerancja w praktyce…

To właśnie ten komentarz nadał całej sprawie ton – mocny, emocjonalny i polityczny. Od tego momentu konflikt przestał być wyłącznie wewnętrznym sporem w jednej placówce. Stał się publiczną awanturą o standardy, wolność wypowiedzi i granice władzy przełożonego.

RADNY MÓWIŁ O NIEBEZPIECZNYM PRECEDENSIE

W obronie katechety stanął radny Rady Miejskiej w Słupsku Kacper Moroz z PiS. Skierował do prezydent miasta interpelację, w której postawił serię bardzo konkretnych pytań. W jego ocenie sprawa miała charakter znacznie poważniejszy niż zwykłe szkolne nieporozumienie.

– Mamy do czynienia z niebezpiecznym precedensem. Dyrektor szkoły, zamiast dbać o standardy debaty, stosuje metody rodem z minionej epoki: publiczne „wzywanie na dywanik” i groźby donosów za udostępnienie opinii dziennikarskiej – oceniał Kacper Moroz.

Radny nie pozostawiał wątpliwości, po której stronie stoi. 

– Jeśli pozwolimy na to, by nauczyciel bał się wyrażać własne zdanie na prywatnym profilu, to o jakiej wolności nauki my w ogóle rozmawiamy?

I dodawał jeszcze mocniej, że to było uderzenie w człowieka, który cieszy się ogromnym zaufaniem młodzieży, tylko dlatego, że nie wpisuje się w ideologiczną linię resortu.

W swojej interpelacji Moroz pytał, czy publiczne dyscyplinowanie podwładnego przez dyrektora jednostki miejskiej na forum społecznościowym licuje z Kodeksem Etyki Pracownika Samorządowego oraz standardami zarządzania oświatą w Słupsku. Dopytywał także, czy udostępnienie opinii dziennikarskiej na prywatnym profilu mogło być podstawą do wszczynania postępowania dyscyplinarnego albo kierowania sprawy do instytucji zewnętrznych. Padało też pytanie najcięższego kalibru – czy metoda publicznego „zapraszania na dywanik” mogła nosić znamiona nękania lub mobbingu z powodu przekonań.

Tak zarysowana wersja wydarzeń była politycznie bardzo czytelna. Był nauczyciel, który coś opublikował u siebie. Był dyrektor szkoły, który zareagował publicznie wobec podwładnego. I był radny, który sugerował wprost, że mogło dojść do próby zastraszenia pracownika za poglądy.

MONIKA RAPACEWICZ: MIASTO ZNAŁO CAŁĄ SPRAWĘ, NIE TYLKO TEN FRAGMENT

Odpowiedź słupskiego ratusza całkowicie zmieniła perspektywę. Monika Rapacewicz, rzeczniczka prezydenta Słupska, podkreśliła, że urząd nie patrzył na sprawę wyłącznie przez pryzmat jednego komentarza w mediach społecznościowych.

– Znana jest nam kwestia relacji między dyrektorem Zespołu Szkół Budowlanych i Kształcenia Ustawicznego im. Kazimierza Wielkiego w Słupsku a pracującym w szkole księdzem katechetą – przekazała Monika Rapacewicz.

I od razu dopowiedziała rzecz kluczową z punktu widzenia miasta.

– Znana jest nam cała sytuacja związana z aktywnością księdza, a nie tylko fragment tej historii dotyczący rozmowy z wykorzystaniem mediów społecznościowych między dyrektorem szkoły a księdzem katechetą.

To jedno zdanie ustawiło cały dalszy tok odpowiedzi. Miasto mówiło wprost, że nie był to incydent wyrwany z kontekstu, lecz element znacznie dłuższego i dużo poważniejszego konfliktu.

Rzeczniczka prezydenta Słupska poinformowała również, że reakcja władz miasta była natychmiastowa.

– Wiceprezydent Słupska Beata Chrzanowska natychmiast po powzięciu informacji o zdarzeniu poleciła dyrektorowi przygotowanie wyjaśnień dotyczących źródeł i motywacji wpisu dyrektora w mediach społecznościowych. Wydział Edukacji także podjął rozmowy z dyrektorem, by poznać pełny kontekst wydarzeń, stąd nasza obszerna wiedza, w tym posiadane dokumenty, zrzuty ekranów i notatki służbowe – zaznacza Monika Rapacewicz.

To nie brzmiało jak obrona pojedynczego komentarza dyrektora. To był sygnał, że urząd wszedł w sprawę szeroko i twierdził, że dysponuje materiałem pokazującym konflikt w znacznie szerszym świetle.

MIASTO MÓWI O NARASTAJĄCYM PROBLEMIE

Najmocniejsza część odpowiedzi ratusza dotyczy zarzutów wobec samego katechety. Monika Rapacewicz przekazała, że z ustaleń miasta wynika, iż napięcie między dyrektorem a księdzem już dawno wyszło poza zwykłą różnicę zdań.

– Z przedstawionych wyjaśnień jasno wynika, że relacja między pracodawcą a pracownikiem, szkołą a katechetą, od pewnego czasu wychodzi poza zwykłą różnicę zdań dwóch równie ważnych podmiotów – podkreśla rzeczniczka.

Dalej pojawiły się zarzuty bardzo poważne. 

– Od około roku nauczyciel – katecheta publikuje w mediach społecznościowych treści o charakterze ksenofobicznym, dyskryminacyjnym, jawnie odbiegającym od oczekiwanych postaw nauczyciela – przekazała Monika Rapacewicz.

Według miasta nie była to też sytuacja nowa. 

– Podczas pracy w innym mieście ksiądz katecheta również odznaczał się tego typu postawą, co rodziło konflikty i trudności w realizacji misji nauczyciela. Media przekazywały informacje o zachowaniu księdza katechety i zastrzeżeniach wobec wygłaszanych przez księdza zdań – relacjonuje rzeczniczka. – Dyrektor szkoły otrzymał, na przestrzeni kilku ostatnich miesięcy, skargi, informacje i inne notatki od pracowników obsługi, nauczycieli, jak i uczniów, imienne i podpisane, dotyczące niewłaściwego zachowania księdza katechety – informuje Monika Rapacewicz.

W tym miejscu ratusz przywołał również argumentację samego dyrektora. 

– Dla niego każdy nauczyciel i pedagog to osoba, która winna przekazywać wartości szacunku, pokoju i budować postawy włączające różne środowiska, a nie wykluczające – przekazała rzeczniczka.

SKARGI DOTYCZYŁY NIE TYLKO INTERNETU

Z odpowiedzi miasta wynika, że uwagi wobec księdza miały dotyczyć nie tylko jego aktywności w sieci. Monika Rapacewicz przedstawiła znacznie szerszy katalog zarzutów.

– Pracownicy obsługi szkoły zwrócili uwagę na odbiegające od standardów moralnych zachowanie księdza katechety dotyczące braku szacunku wobec pracowników obsługi, jak i aluzji dotyczących intymnych relacji damsko-męskich i sugestii w tym obszarze – przekazała.

Jeszcze mocniej brzmiały zarzuty, które – według ratusza – mieli zgłaszać uczniowie. 

– Uczniowie zgłosili wątpliwości dotyczące aktywności księdza katechety w odniesieniu do słów wypowiadanych wobec uczennic szkoły – informuje Monika Rapacewicz.

I zaraz dodaje kolejny, jeszcze poważniejszy wątek. 

– Uczniowie wskazywali wprost, że ksiądz katecheta pyta o ich sympatie polityczne, a w przypadku odpowiedzi, które nie są dla księdza zadowalające, reagował agresją i nadmierną krytyką – relacjonowała rzeczniczka.

Także nauczyciele mieli kierować do dyrekcji pisemne sygnały. 

– Nauczyciele szkoły również pisemnie wskazali na problemy aktywności internetowej księdza, ale także brak uczestnictwa księdza katechety w życiu szkoły i współpracy w procesie świadomego, bezpiecznego i szanującego każdego człowieka wychowania i nauczania. Nauczyciele sygnalizowali ponadto, że to uczniowie zgłaszają im niezadowolenie z powodu wykluczającego charakteru aktywności medialnej księdza katechety – przekazała Monika Rapacewicz.

To właśnie tutaj zderzyły się dwie zupełnie różne opowieści. Dla radnego i katechety osią sprawy była wolność słowa i reakcja dyrektora na prywatny wpis. Dla miasta i szkoły sprawa miała dotyczyć długotrwałego problemu z postawą nauczyciela, skarg od uczniów i pracowników oraz konieczności reagowania.

SZKOŁA PRÓBOWAŁA ZAŁATWIĆ TO INACZEJ

Monika Rapacewicz zaznaczyła też, że publiczny komentarz dyrektora nie był – według miasta – pierwszym krokiem.

– Dyrektor szkoły na podstawie powyższych zgłoszeń, zgodnie z obowiązkiem przełożonego oraz osoby odpowiedzialnej za bezpieczeństwo i odpowiednie warunki pracy oraz nauki, podjął próby rozmów wyjaśniających i dyscyplinujących z księdzem. Podobne działania prowadziła zastępczyni dyrektora szkoły – poinformowała rzeczniczka.

Jak dodawała, również inni nauczyciele mieli próbować wpływać na uspokojenie sytuacji. 

– Koledzy-nauczyciele księdza katechety również próbowali zwrócić uwagę na konieczność uspokojenia aktywności księdza i większą otwartość oraz oddzielenie prywatnych poglądów od pracy zawodowej na terenie szkoły – przekazała Monika Rapacewicz.

W stanowisku pojawił się nawet wątek rozmowy z proboszczem. 

– Dopiero rozmowa dyrektora szkoły z księdzem proboszczem na krótki czas spowodowała, że ksiądz katecheta zaprzestał swoich działań w obszarze mediów społecznościowych – relacjonowała rzeczniczka.

To był ważny element całego obrazu, bo sugerował, że konflikt tlił się od dawna, a ostatni wpis był jedynie zapalnikiem kolejnego wybuchu.

EDUKACJA ZDROWOTNA STAŁA SIĘ PUNKTEM ZAPALNYM

Do ponownego zaostrzenia sytuacji miało dojść właśnie przy okazji wpisów dotyczących edukacji zdrowotnej. Miasto nie ukrywało, że ten temat stał się jednym z bezpośrednich powodów reakcji dyrektora.

– Na powrót ksiądz katecheta wrócił do swojej aktywności medialnej, czego przykładem był jeden z komentarzy dotyczących przedmiotu edukacji zdrowotnej – przekazała Monika Rapacewicz.

Ratusz podał też, jak dyrektor tłumaczył swoją reakcję. 

– Dyrektor szkoły nie ukrywa, że odniósł się do wpisu księdza, że jako pracodawca nie zgadza się na inne postawy niż neutralność światopoglądowa i tworzenie miejsca bezpiecznego dla wszystkich uczniów, bez względu na ich pochodzenie, wyznanie, orientację seksualną czy preferencje światopoglądowe – informowała rzeczniczka.

W tym miejscu stało się jasne, że strony tego konfliktu mówiły zupełnie innymi językami. Jedna mówiła o prawie nauczyciela do wyrażania opinii. Druga odpowiadała językiem bezpieczeństwa uczniów, neutralności światopoglądowej i obowiązków dyrektora.

WOLNOŚĆ TAK, ALE NIE DLA NIENAWIŚCI I WYKLUCZENIA

W końcowej części stanowiska Monika Rapacewicz mocno podkreśla, że miasto nie negowało samej idei wolności słowa. Wręcz przeciwnie – odwołało się do niej wprost.

– Jako miasto Słupsk wielokrotnie podkreślaliśmy, że otwartość, wolność poglądów, możliwość wyboru i głoszenia swoich preferencji politycznych, światopoglądowych, wyznawanej wiary, wartości i wszelkich innych ważnych dla danej osoby treści przyświeca otwartemu państwu, państwu demokratycznemu i wolnemu – przekazała rzeczniczka.

Ale zaraz pojawiła się bardzo wyraźna granica. 

– I zawsze będziemy bronić wolności obywatelskich i wolności słowa każdego obywatela. Warunkiem tej wolności nie jest ta czy inna treść czy sympatia, ale brak nacechowania aktywności internetowej, medialnej, bezpośredniej nienawiścią, ksenofobią i wykluczeniem – zaznacza Monika Rapacewicz.

To jedno z kluczowych zdań w całym sporze. Pokazywało, że miasto nie chciało być przedstawiane jako strona ograniczająca wolność wypowiedzi, ale jako strona, która stawiała granicę tam, gdzie – w jej ocenie – zaczynały się treści wykluczające.

Jeszcze mocniej wybrzmiała końcowa uwaga. 

– Nie może być tak, by ksiądz katecheta utożsamiał własne sympatie polityczne czy inne przekonania z prawem Bożym – przekazała rzeczniczka prezydenta Słupska.

To był najmocniejszy fragment miejskiej odpowiedzi i jednocześnie zdanie, które pokazywało, jak daleko ten konflikt odszedł już od zwykłego nieporozumienia o jeden internetowy wpis.

::news{"type":"see-also","item":"9456"}

 

Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
Nie przegap żadnego newsa, zaobserwuj nas na
GOOGLE NEWS
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu hej.slupsk.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

0%