W Słupsku wrócił temat ulicznych koszy na śmieci. Dyskusję wywołują uwagi radnych, którzy wskazują, że z niektórych ulic pojemniki znikają, a mieszkańcy coraz częściej nie mają gdzie wyrzucić drobnych odpadów. Z drugiej strony urząd i część radnych przekonują, że dokładanie kolejnych koszy nie rozwiązuje problemu, bo oznacza duże koszty, a czasem może nawet zwiększać bałagan.
KOSZE SĄ POTRZEBNE CZY ZBĘDNE?
Radna Marzena Gmińska zwraca uwagę na Nowobramską i Sienkiewicza. Jej zdaniem liczba koszy ma znaczenie, bo tam, gdzie ich brakuje, łatwiej o krytyczne uwagi dotyczące czystości miasta.
– Wiadomo, wzorcową ulicą jest Wojska Polskiego. Tam nie ma problemu, ale i tak jest dużo śmietników. Na Sienkiewicza jest mniej. Być może, jeżeli byłoby ich więcej, nie byłoby takich krytycznych uwag wobec tego, że miasto jest tak czy inaczej utrzymane – mówi Marzena Gmińska.
Katarzyna Guzewska z Urzędu Miejskiego w Słupsku odpowiada, że sprawa nie jest tak prosta. Miasto może ustawić kolejne pojemniki, ale każdy z nich trzeba opróżniać, utrzymywać, naprawiać i zabezpieczać przed aktami wandalizmu.
– Nie sztuką jest wyposażyć miasto w dodatkowe setki koszy. Tu chodzi o koszty odbioru tych odpadów, ich zagospodarowania, a przede wszystkim utrzymania tych koszy we właściwym stanie technicznym i estetycznym. To są po prostu duże pieniądze – wyjaśnia.
Urzędniczka apeluje też, aby mieszkańcy nie traktowali koszy ulicznych jak miejsca na domowe odpady.
– Te kosze uliczne służą nie do tego, żeby tam wynosić swoje odpady z domu. A tak się często zdarza, że na przystankach widzimy całe worki odpadów wyniesione z domu i włożone właśnie tutaj. Nie rozumiem czegoś takiego – podkreśla.
„JESTEŚMY W REALNYM SŁUPSKU, A NIE W WYIMAGINOWANYM MAKUCHOWIE”
Część radnych nie zgadza się z kierunkiem ograniczania liczby koszy. Kacper Moroz mówi, że teza „jeżeli ludzie nie będą śmiecić, to śmieci nie będzie” brzmi dobrze tylko w teorii. Nawiązuje przy tym do nazwiska wiceprezydent Słupska Marty Makuch.
– Można byłoby odbić pytanie i powiedzieć: co, jeżeli nie będzie parkingów, to nie będzie tłoku w centrum miasta? To są dywagacje z natury czysto filozoficznej – mówi Kacper Moroz.
Radny przypomina, że kiedyś na samej ulicy Wojska Polskiego miało być znacznie więcej koszy.
– Nie tak dawno, dziesięć, może piętnaście lat temu, ulica Wojska Polskiego, 123 śmietniki. Być może dyrektor wie, jaki los spotkał te śmietniki, czy one są gdzieś magazynowane. Jesteśmy w realnym Słupsku, a nie w wyimaginowanym Makuchowie – dodaje.
PROBLEM NIE KOŃCZY SIĘ NA PAPIERKU
Marzena Gmińska doprecyzowuje, że nie chodzi wyłącznie o drobne śmieci. Wskazuje na właścicieli psów, którzy sprzątają po zwierzętach, ale później nie mają gdzie wyrzucić woreczka.
– Jeżeli ktoś posprząta po swoim psie, to tego woreczka z tą kupą do kieszeni nie włoży. Idę na Sienkiewicza, załatwi się mój pies i ja mam na 3 Maja ten woreczek nieść? – pyta radna.
Podobnie mówi Beata Kątnik. Zwraca uwagę, że na trasach spacerowych brakuje nawet podstawowych pojemników.
– Jako wychowana osoba nie wyobrażam sobie, że idę, jem loda, banana, jabłko i mokre odpady mam włożyć do kieszeni. Ja już nie mówię o tej kupie, bo każdy, kto ma psa, wie, że też do kieszeni i do torebki tego nie schowa – mówi radna.
Jej zdaniem samo apelowanie do mieszkańców nie wystarczy.
– Jedni są wychowani od urodzenia, a drugim choćbyśmy powiedzieli tysiąc apeli, to nic nie pomoże. Niech to nawet będą kosze na odchody psie, ale niech będą – podkreśla Beata Kątnik.
SĄ TEŻ GŁOSY ZA OGRANICZANIEM KOSZY
Przewodniczący rady Paweł Szewczyk nie zgadza się z opinią, że miasto powinno dokładać kolejne pojemniki. Jego zdaniem przepełnione kosze często powodują odwrotny efekt.
– Osobiście się nie zgadzam, że jest mało koszy i że takim kierunkiem właściwym jest dokładanie tych koszy, bo to jest generalnie bez sensu – mówi.
Szewczyk przekonuje, że tam, gdzie kosze stoją, pojawia się ryzyko przepełnienia, rozwiewania odpadów przez wiatr i podrzucania śmieci.
– Miejsca, gdzie koszy nie ma, są zasadniczo czystsze niż te miejsca, gdzie te kosze są. Proszę zwrócić na to uwagę – dodaje.
Bogusław Dobkowski uważa, że ograniczenie liczby koszy ma sens tylko wtedy, gdy idą za tym realne kary.
– Kosze dla nas nie są potrzebne, ale żeby je zlikwidować, trzeba metodę zrobić jak w Singapurze. Złapią na ulicy, 200 dolarów i koniec. Miesiąc czasu wystarczy, ludzie się nauczą – mówi radny.
KARY ZA BRAK SEGREGACJI I PYTANIA O KONTROLE
W dyskusji pojawia się też temat segregacji odpadów. Jacek Zabiegły pyta, czy ktoś realnie kontroluje miejsca, przy których pojawiają się porzucone opony, odzież albo odpady przy kontenerach.
Katarzyna Guzewska wyjaśnia, że kontrolę segregacji prowadzą podmioty odbierające odpady, głównie PGK. Kontrole są wyrywkowe, ale przy rażących naruszeniach miasto wszczyna postępowania administracyjne.
– Skutkiem uchwały Rady Miejskiej w tym roku jest czterokrotność stawki opłaty. Taka jest kara administracyjna za brak segregacji dla danej wspólnoty, mieszkańca czy pojedynczej osoby – informuje.
Straż Miejska reaguje też na bałagan przy altanach śmietnikowych, choć podczas sesji nie pada konkretna liczba mandatów.
CZY KOSZE POWINNY MIEĆ DASZKI?
Jacek Zabiegły zwraca uwagę na jeszcze jeden problem. Otwarte kosze przyciągają ptaki, które wyciągają odpady i roznoszą je po ulicach. Pyta, czy miasto może wprowadzić jednolite pojemniki z zadaszeniem.
Urząd odpowiada, że taka wymiana oznacza duży wydatek. Kosze są sukcesywnie naprawiane, odmalowywane i wymieniane, ale miasto nie planuje nagłej wymiany całego systemu.
– Wymienić teraz wszystkie kosze na jednolite, z daszkiem, w wygodnych i dobrych miejscach, to są bardzo duże pieniądze – zaznacza Katarzyna Guzewska.
EDUKACJA, ALE NIE TYLKO NA FESTYNACH
Wątek edukacji ekologicznej pojawia się kilkukrotnie. Alina Jasiocha przypomina akcję Zielony Punkt, która jej zdaniem dobrze działa na mieszkańców, od dzieci po dorosłych. Beata Kątnik dodaje jednak, że same festyny nie wystarczą.
– Ludzie pracują i nie przychodzą na festyny, tylko mają dostęp do tej edukacji ograniczony. Jeśli chodzi o osoby, które nie są wyedukowane, to trzeba po prostu ulotki, jeszcze najlepiej żeby były narysowane, a nie do czytania, bo ludzie nie chcą czytać – mówi radna.
TEMAT, KTÓRY TRUDNO ZAMIEŚĆ POD DYWAN
Dyskusja o koszach tak bardzo się rozkręca, że Paweł Szewczyk próbuje ją ograniczać. Przypomina, że radni omawiają projekt uchwały, a nie samą politykę ustawiania śmietników w mieście.
Kacper Moroz odpowiada, że przewodniczący nie powinien oceniać, o czym radni mówią, jeśli temat wynika z omawianej sprawy.
– Zebrał mi przewodniczący czterdzieści sekund mojej wypowiedzi. Mam nadzieję, że będzie równie skrupulatny – mówi radny.
Spór pokazuje dwa różne spojrzenia na czystość miasta. Jedni stawiają na edukację, ograniczanie kosztów i odpowiedzialność mieszkańców. Drudzy odpowiadają, że bez koszy trudno wymagać porządku, zwłaszcza od właścicieli psów, spacerowiczów i osób poruszających się po centrum
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu hej.slupsk.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz
Tysiąc sztuk bydła i wiele pytań. Wójt zabrał głos
Mydlenie oczu. Wojt Rafcio wraz z rada juz 2024 roku znał plany tej inwestycji. Obecnie próbuje jak zwykle udawać dobrego wójka ze liczy sie z mieszkańcami. Wysyła swoich klakierkow na rekonesans sprawdzić nastroje mieszkańców,ponieważ każda krytyka uderza w rozdmuchane ego. Nie zgadzamy sie na tego typu inwestycje szczególnie jak robi sie za plecami mieszkańców. Warszawa ma swojego Rafałka my również. Inwestycje po kilkaset tysięcy na kwietne łąki,twory jak w Chocmirowku ,remont chodnikow poraz wtory.Komu to ma słuzyc. Rozrost urzędników,tworzenie fikcyjnych etatów dla swoich. brakuje jeszcze detektywa gminnego. Nabijanie kasy. Okradanie mieszkańców w biały dzień. Co z tego mamy?Na konkretne inwestycje nie ma kasy,a na filmiki z Rafałem juz są Przyjdą wybory czas głosować na osoby z naszej gminy.
Sołtys
13:49, 2026-07-03
Ewa żyje bez ogrzewania i ciepłej wody
ta najpierw się doinformuj a później pisz komentarze, ewie odebrano dzieci jeszcze jak miała warunki do mieszkania, po tym jak wyjechała do pracy sezonowej zrobili remont bez jej wiedzy i wróciła do niczego tam po prostu brak warunków
ktoś
14:06, 2026-07-01
Ewa żyje bez ogrzewania i ciepłej wody
Ale jak to przejęli jej mieszkanie bez pytania jej o zgodę. Złamali prawo.
Jagna
11:45, 2026-07-01
Ewa żyje bez ogrzewania i ciepłej wody
Zapewne dzieci odebrali, bo jest biedna i ma złe warunki 😅😅😅
Yhy
08:47, 2026-07-01