Najpierw były udziały. Potem dokumenty, zgromadzenia wspólników, zmiana układu sił w spółce i wpisy w rejestrach. Na końcu zostały drzwi, do których Stanisław Szyszko — wieloletni rektor Wyższej Szkoły Inżynierii Gospodarki w Słupsku — nie ma już kluczy.
::addons{"type":"only-with-us","color":"black"}
Szyszko mówi, że stracił wszystko naraz: funkcję rektora, dostęp do uczelni, klucze, telefon, rzeczy służbowe i osobiste. Człowiek, który przez ponad dwie dekady współtworzył szkołę, dziś stoi po drugiej stronie instytucji, którą uważa za odebraną w wyniku podstępnego przejęcia.
– Zabrali mi wszystko. Straciłem funkcję rektora, odebrano mi klucze, zabrano rzeczy służbowe i osobiste. Zostałem odcięty od szkoły, którą tworzyłem przez ponad 20 lat – mówi Stanisław Szyszko.
Po drugiej stronie jest Tomasz Jerzak, udziałowiec MT SERVICES Sp. z o.o., a jednocześnie prezes Słupskiego Towarzystwa Budownictwa Społecznego. Według niego zarzuty byłego rektora są bezpodstawne, a transakcje zostały przeprowadzone prawidłowo.
– Znam zarzuty byłego rektora, ale są dla mnie kompletnie nieracjonalne. Stanisław Szyszko zarzuca działania niezgodne z prawem, a sąd takich działań się nie dopatrzył. Wszystko zostało zrobione prawidłowo – odpowiada Tomasz Jerzak, podkreślając, że większościowym udziałowcem spółki jest jego żona - nauczycielka.
Jest jeszcze trzeci głos: dr Leszek Molendowski, nowy rektor Wyższej Szkoły Inżynierii Gospodarki w Słupsku. W jego ocenie uczelnia wymaga dziś ratowania, oddłużenia i odbudowy niemal od podstaw.
– Naszym pierwszym zadaniem będzie oddłużenie całej uczelni, spłacenie wszystkich wierzytelności i odbudowanie zespołu – mówi dr Leszek Molendowski.
Tak zaczyna się opowieść o słupskiej uczelni, w której spór o udziały stał się sporem o ludzi, dokumenty, drzwi, klucze i przyszłość szkoły wyższej.

UCZELNIA, KTÓRA ZACZĘŁA SIĘ OD POMYSŁU DLA SŁUPSKA
Stanisław Szyszko opowiada o Wyższej Szkole Inżynierii Gospodarki w Słupsku nie jak o firmie. Mówi o niej jak o własnym dziecku. Wraca do 2003 roku, gdy powstawała uczelnia. Wtedy spółka EUROWARCINO miała 50 udziałów po 1000 zł każdy. Kapitał zakładowy wynosił 50 tys. zł.
– Ja to wszystko organizowałem od początku. Chodziło o to, żeby minister wydał zgodę, żeby uczelnia mogła działać. Było 50 udziałów po 1000 zł każdy – mówi Szyszko.
Pierwsza siedziba szkoły była w Warcinie. Szyszko wspomina, że na początku trzeba było znaleźć nie tylko formalną podstawę funkcjonowania uczelni, ale też miejsce dla zajęć i studentów.
– Problemem przy zakładaniu uczelni było lokum. W Warcinie udało się to zorganizować. Były jeszcze studia dzienne, były też miejsca dla studentów w internacie. Pamiętam, że wygospodarowano 46 miejsc – wspomina.
Szyszko podkreśla, że uczelnia miała odpowiadać na konkretną potrzebę regionu. Jako słupszczanin i człowiek związany z nauką techniczną uznał, że w Słupsku brakuje szkoły kształcącej w kierunkach inżynierskich.
– Byłem wykładowcą w Olsztynie. Mieszkam w Słupsku i zadawałem sobie pytanie, co można zrobić dla tego miasta. Nie było tutaj uczelni inżynierskiej, technicznej. Tak powstała ta szkoła – mówi.
Dziś ta historia wraca do niego jak ciężar. Bo — jak twierdzi — to, co budował przez lata, można było przejąć przez transakcje udziałowe, których skuteczność kwestionuje w sądzie.
– Boli mnie, że można zniszczyć dorobek całej kadry. To nie jest tylko mój dorobek. To jest praca wielu ludzi – podkreśla.
SPÓŁKA JAK KLUCZ DO UCZELNI
Dla czytelnika może to wyglądać jak techniczny spór o udziały w spółce. W tej historii udziały są jednak kluczem do uczelni.
Założycielem Wyższej Szkoły Inżynierii Gospodarki w Słupsku jest EUROWARCINO Sp. z o.o. Kto kontroluje tę spółkę, ten ma realny wpływ na założyciela uczelni. A kto kontroluje założyciela, może wpływać na obsadę władz szkoły, jej kierunek, dokumenty, organizację pracy i dalszy los.
Stanisław Szyszko przez lata był wspólnikiem, prezesem zarządu EUROWARCINO i rektorem uczelni. Obecnie, według danych rejestrowych i relacji stron, większościowy pakiet udziałów w EUROWARCINO posiada MT SERVICES Sp. z o.o. z Łupin pod Słupskiem. Spółka ta ma 40 udziałów. Stanisław Szyszko ma 10 udziałów. Oznacza to układ 80 do 20 proc.
Dziś prezesem EUROWARCINO jest Maciej Waśkow. To nazwisko jest istotne, bo Waśkow występuje również przy MT SERVICES jako prokurent samoistny tej spółki.
W ten sposób powstaje mechanizm, który Szyszko opisuje jako utratę realnej kontroli nad uczelnią.
– Najpierw traci się wpływ na spółkę. Później ta spółka, jako założyciel, decyduje o uczelni. W ten sposób można zostać odsuniętym od wszystkiego naraz: od zarządu, od szkoły, od studentów, od dokumentów i od miejsca pracy – mówi były rektor.
KTO STOI ZA MT SERVICES?
MT SERVICES Sp. z o.o. została zarejestrowana w 2022 roku. Ma siedzibę w Łupinach i kapitał zakładowy 20 tys. zł. Jako prezes zarządu figuruje Magdalena Anna Zakrzewska Jerzak.
Według dostępnych danych rejestrowych jest też główną udziałowczynią spółki posiadająca 90 proc. udziałów. Mniejszościowym udziałowcem jest Tomasz Florian Jerzak, posiadający 10 proc. udziałów. To jej mąż.
Tomasz Jerzak nie jest osobą anonimową w Słupsku. Jest prezesem zarządu Słupskiego Towarzystwa Budownictwa Społecznego.
– Tak, jestem prezesem STBS – potwierdza w rozmowie z redakcją.
Ten wątek nadaje sprawie dodatkowy wymiar publiczny. Nie przesądza o żadnej nieprawidłowości, ale pokazuje, że w sporze o uczelnię pojawia się osoba kierująca miejską spółką w Słupsku. To rodzi pytania o przejrzystość, zakres zaangażowania Tomasza Jerzaka w MT SERVICES i rolę tej spółki w przejęciu większościowego pakietu udziałów w EUROWARCINO.
STANOWISKO TOMASZA JERZAKA
Najważniejszy spór między stronami dotyczy zgody na zbycie udziałów. Stanisław Szyszko twierdzi, że jako prezes zarządu nie wyraził zgody na kwestionowane transakcje, a bez takiej zgody nie powinno dojść do przejęcia większościowego pakietu.
Tomasz Jerzak przedstawia sprawę inaczej. Według niego zapis umowy spółki oznaczał, że zgoda była potrzebna tylko wtedy, gdy udziały nabywał podmiot spoza grona wspólników. Po pierwszej transakcji MT SERVICES miała już status wspólnika, więc przy kolejnych nabyciach taka zgoda — według Jerzaka — nie była wymagana.
– W umowie spółki jest zapisane, że udziały mogą nabywać aktualni udziałowcy, a nabycie udziałów przez osobę niebędącą udziałowcem wymaga zgody spółki, czyli prezesa. Stanisław Szyszko, jako ówczesny prezes spółki, wydał zgodę na nabycie 15 udziałów. W momencie, kiedy ta pierwsza transakcja doszła do skutku, spółka mojej żony stała się wspólnikiem. Żeby nabywać kolejne udziały, nie musiała już mieć tej zgody – wyjaśnia Tomasz Jerzak.
Według jego relacji pierwsza transakcja dotyczyła 15 udziałów, czyli 30 proc. w EUROWARCINO. Później MT SERVICES miała nabyć kolejne udziały od osoby fizycznej, osiągając 60 proc. Następnie doszło do nabycia 10 udziałów należących do masy upadłościowej firmy Seeger-Dach.⁰0
– Syndyk masy upadłościowej złożył ofertę również Stanisławowi Szyszce. Nie skorzystał z prawa zakupu tych udziałów. Syndyk, żeby sprzedać udziały, musi zabezpieczyć się na wszystkie możliwe sposoby. Dopiero kiedy upewniono się, że transakcja może dojść do skutku, udziały zostały sprzedane – mówi Jerzak.
W ten sposób MT SERVICES uzyskała łącznie 80 proc. udziałów w EUROWARCINO. Szyszko pozostał z pakietem 20 proc.
– Stanisław Szyszko nie może się z tym pogodzić. Uważa, że wszystko jest niezgodne z prawem, ale sąd rejestrowy nie przyznał mu racji – podkreśla Tomasz Jerzak.
To stanowisko jest istotne, ale nie zamyka całego sporu. Z relacji stron wynika, że kwestia ważności transakcji może być dalej przedmiotem postępowania cywilnego. Wpis w rejestrze nie musi kończyć wszystkich roszczeń między wspólnikami.
„ZGODY NIE BYŁO”
Stanisław Szyszko pozostaje przy swoim stanowisku. Twierdzi, że jako prezes zarządu nie wyraził zgody na transakcje, które doprowadziły do przejęcia większości udziałów.
W piśmie sądowym wskazuje, że 8 sierpnia 2025 roku miał pisemnie odmówić zgody. Według niego zasady obowiązujące w spółce przewidywały, że zbycie i nabycie udziałów wymaga pisemnej zgody prezesa zarządu.
– Nie wyraziłem zgody na sprzedaż tych udziałów. Odmówiłem jej na piśmie. Mimo to doszło do działań, które doprowadziły do przejęcia większościowego pakietu. Dlatego sąd musi odpowiedzieć na podstawowe pytanie: czy te umowy były ważne? – mówi były rektor.
W dokumentach, na które się powołuje, wskazano, że w umowach z 10 czerwca i 28 sierpnia 2025 roku miały znaleźć się oświadczenia o braku konieczności uzyskania zgody. Dla strony Szyszki jest to jednak kwestia sporna.
– Nie można najpierw pominąć mechanizmów zabezpieczających spółkę, a później na podstawie takiej transakcji przejmować uczelni. To jest istota tej sprawy – podkreśla.
DWIE WERSJE TEJ SAMEJ HISTORII
W wersji Stanisława Szyszki mamy opowieść o uczelni tworzonej przez ponad 20 lat, która — jego zdaniem — została przejęta bez wymaganej zgody, a potem odcięła go od funkcji, dokumentów i pomieszczeń.
W wersji Tomasza Jerzaka mamy legalny ciąg transakcji: pierwsze nabycie udziałów za zgodą Szyszki, uzyskanie statusu wspólnika przez MT SERVICES, kolejne nabycia udziałów już bez konieczności uzyskiwania dodatkowej zgody oraz potwierdzenie zmian przez sąd rejestrowy.
– Wytłumaczyłem, na czym polegały te transakcje. Nawet na zdrowy rozsądek są prawidłowe. Nie trzeba być prawnikiem, żeby to zrozumieć – mówi Jerzak.
Sąd będzie musiał ocenić, która interpretacja jest prawidłowa. Dla uczelni najważniejsze jest jednak to, co dzieje się w międzyczasie.
ZA 40 TYSIĘCY UDZIAŁÓW, ZA KTÓRYMI STOI MAJĄTEK?
Jednym z najbardziej uderzających fragmentów rozmowy ze Stanisławem Szyszką jest kwestia wartości. Według niego 80 proc. udziałów odpowiadało nominalnie 40 tys. zł. Tyle wynika z kapitału zakładowego spółki: 50 udziałów po 1000 zł.
Były rektor twierdzi jednak, że za tymi udziałami stoi znacznie większa wartość: sprzęt, pracownie, dorobek, uprawnienia, wpisy, historia uczelni i sama możliwość prowadzenia szkoły wyższej.
– Za 40 tysięcy przejęli majątek o wartości około 2 milionów złotych! – alarmuje Stanisław Szyszko.
W tej kwocie były rektor widzi nie tylko rzeczy materialne. Wskazuje również na wartość samej uczelni jako podmiotu funkcjonującego od ponad dwóch dekad.
– Samo założenie uczelni to nie jest błaha sprawa. To są procedury przed ministerstwem, dokumenty, akredytacje i dorobek. Tego nie da się zbudować z dnia na dzień – podkreśla.
Mówi też o wyposażeniu, pracowniach i sprzęcie związanym z geodezją, kartografią, fotogrametrią cyfrową i pomiarami satelitarnymi.
– Część rzeczy kupowałem sam, prywatnie, bo ta szkoła była dla mnie czymś więcej niż miejscem pracy – mówi.
„OBIECYWALI STUDENTÓW. NIE PRZYSZEDŁ ANI JEDEN”
Z rozmów ze Stanisławem Szyszko wyłania się jeszcze jeden wątek. Były rektor twierdzi, że osoby zainteresowane uczelnią miały wcześniej deklarować pomoc w jej rozwoju. Chodziło przede wszystkim o zwiększenie liczby studentów, bo szkoła — jak wiele mniejszych uczelni — zmaga się dziś z kryzysem naboru.
– Mówiono, że będą studenci, że uda się rozkręcić szkołę. Padały deklaracje, że będzie dwudziestu, czterdziestu studentów. Przez rok nie przyszedł ani jeden – mówi były rektor.
Dla niego to ważny fragment całej historii. Twierdzi, że pomoc w rozwoju uczelni nie nastąpiła, a później doszło do przejęcia większości udziałów.
– Gdyby ktoś przyszedł i powiedział: chcemy rozwijać uczelnię, mamy program, mamy kadrę, mamy studentów, można byłoby rozmawiać. Tutaj efekt jest taki, że zostałem odsunięty, a uczelnia ma być przedmiotem dalszych decyzji właścicielskich – mówi Szyszko.
Jerzak odpowiada, że uczelnia była już w bardzo trudnym stanie, a problemy nie powstały po wejściu MT SERVICES.
– Są ogromne problemy, ale zostały spowodowane przez Stanisława Szyszko, który nie przyjmuje tego do wiadomości – ocenia.
UCZELNIA MA BYĆ ROZWIJANA, ALE PRZEZ INWESTORA?
Tomasz Jerzak przyznaje, że MT SERVICES nie musi być docelowym właścicielem większościowego pakietu. Według niego uczelnia ma nowego rektora, a w tle pojawia się inwestor zainteresowany przejęciem udziałów i rozwojem szkoły.
– Ta szkoła praktycznie nie funkcjonuje. Jest tam kilkunastu albo kilkudziesięciu studentów. Uczelnia ma nowego rektora, który ma poważne plany i inwestora, który ma ochotę te udziały przejąć i uczelnię rozwinąć – mówi Tomasz Jerzak.
Na pytanie, czy chodzi o przejęcie udziałów od spółki jego żony, odpowiada twierdząco.
– Tak. Przede wszystkim chodzi o to, żeby ta uczelnia dalej działała – podkreśla.
Według Jerzaka obecnie trwa audyt finansowy uczelni i spółki.
Dr Leszek Molendowski potwierdza, że rozmowy z inwestorem są powiązane z audytem i dopiero po jego zakończeniu mają zapaść ostateczne decyzje.
– Jesteśmy w trakcie audytu, czyli sprawdzania całej dokumentacji. Jak audyt się skończy, inwestor podejmie decyzję – mówi nowy rektor.
Dla Szyszki brzmi to jak potwierdzenie jego obaw. Były rektor twierdzi, że zanim sąd rozstrzygnie spór, uczelnia może zostać przekazana dalej albo tak przekształcona, że powrót do poprzedniego stanu stanie się nierealny.
– Nie chodzi mi o pieniądze. Chodzi o uczelnię. O dorobek. O to, żeby nie zniszczyć czegoś, co budowaliśmy przez ponad 20 lat – mówi.
NOWY REKTOR: „TRZEBA ODDŁUŻYĆ UCZELNIĘ I ODBUDOWAĆ ZESPÓŁ”
Dr Leszek Molendowski przedstawia sytuację uczelni jako bardzo trudną. Przyznaje, że jest historykiem, ale podkreśla, że funkcja rektora nie polega na samodzielnym prowadzeniu kierunków technicznych, lecz na zarządzaniu uczelnią, budowaniu zespołu i zapewnieniu jej rozwoju.
– Zgadza się, jestem historykiem. Pełna zgoda, że jeżeli chodzi o studia techniczne, znam się na nich w ograniczonym zakresie. Ale rolą rektora jest zarządzanie zespołem, reprezentowanie uczelni, dbanie o jej rozwój i dobieranie ludzi, którzy mają odpowiednie kompetencje – mówi dr Leszek Molendowski.
Nowy rektor odpowiada w ten sposób na krytykę Stanisława Szyszki, który oceniał, że uczelnią techniczną nie powinna kierować osoba związana z historią.
Molendowski wskazuje, że problemem nie jest dziedzina naukowa rektora, ale kondycja samej szkoły.
– Uczelnia jest zadłużona na prawie milion złotych. Pracownicy od wielu lat nie dostawali swoich uposażeń, dotyczy to również pracownic dziekanatu. Wykładowcy także otrzymywali pieniądze nieregularnie – twierdzi nowy rektor.
Jednocześnie dobrze wypowiada się o części kadry, którą zdążył poznać.
– W wykładowcach, których poznałem, widać pasję i troskę o studentów. Inaczej trudno byłoby zrozumieć, że przez tyle czasu pracowali w takich warunkach – mówi.
Plan nowych władz ma być prosty: oddłużenie, uporządkowanie dokumentacji, odbudowanie zespołu i rozwój uczelni przy wsparciu inwestora.
– Trzeba oddłużyć uczelnię, zapłacić wszystkim uczciwie zarobione pieniądze i odtworzyć zespół, który kiedyś tu był. Mówimy o perspektywie najbliższych miesięcy, a być może lat – mówi dr Molendowski.
Według niego uczelnia wymaga dziś niemal nowego otwarcia.
– Mam nadzieję, że w najbliższych miesiącach uda się razem z inwestorem przeprowadzić przejęcie szkoły i zbudować ją praktycznie od zera – dodaje.
PROFIL UCZELNI MA ZOSTAĆ
Jednym z zarzutów i lęków strony Stanisława Szyszki jest obawa, że po zmianach uczelnia utraci swój dotychczasowy charakter. Były rektor mówił o ryzyku zmiany profilu oraz o obawach przed stworzeniem uczelni nastawionej na łatwe dyplomy.
Dr Molendowski zdecydowanie temu zaprzecza.
– Jeżeli chodzi o profil szkoły, a nawet nazwę, nikt absolutnie nie zamierza nic zmieniać. Chcemy ją rozbudować, wzmocnić i dofinansować. Nikt nie zamierza jej zamykać ani zmieniać na inny profil – zapewnia.
Odnosi się też do porównań do Collegium Humanum, które pojawiały się w wypowiedziach Stanisława Szyszki.
– Stanisław Szyszko może uważać, że chcemy zrobić z tego drugie Collegium Humanum. Ma prawo myśleć, co chce, ale mogę powiedzieć jasno: absolutnie nie jest to naszym celem – mówi nowy rektor.
Jako przykład wskazuje Pomorską Szkołę Wyższą w Starogardzie Gdańskim, z którą — jak mówi — jest związany i która miała być przejęta przez tego samego inwestora w bardzo trudnej sytuacji finansowej. To wrocławska spółka Kamena.
– Pomorska Szkoła Wyższa w Starogardzie Gdańskim zaczynała od bardzo trudnej sytuacji, kilkudziesięciu studentów i niewielkiego zespołu. Obecnie ma kilkanaście tysięcy studentów, około 150 osób na etacie, filię w Braniewie, studia podyplomowe w Gdańsku i Instytut Naukowy PSW w Gdańsku – mówi dr Molendowski.
To ma być, według niego, argument za tym, że inwestor nie zamierza likwidować słupskiej uczelni, lecz ją rozwinąć.
– Nikt nie chce tego zamykać. Chodzi o rozwój – podkreśla.
SPÓR O WEJŚCIE DO UCZELNI I POLICJĘ
W ostatnich rozmowach Stanisław Szyszko skarżył się, że został pozbawiony dostępu do uczelni, a według jego relacji pracownicy mieli otrzymać polecenie, aby w razie jego pojawienia się wzywać policję.
Dr Molendowski zaprzecza, aby zakazał byłemu rektorowi wchodzenia na teren uczelni.
– Nigdy nie powiedziałem Stanisławowi Szyszce, że nie może wchodzić na teren uczelni. Nie mogę mu tego zakazać – mówi nowy rektor.
Potwierdza jednak, że policja była wzywana dwukrotnie. Według jego relacji powodem nie było samo wejście do budynku, ale zachowanie byłego rektora.
– Były krzyki na pracownicę dziekanatu, a ostatnio także sytuacja ze studentami – twierdzi dr Molendowski.
Według nowego rektora z jednego ze zdarzeń powstał protokół sporządzony przez studentów, a część sytuacji miała zostać nagrana przez pracownicę dziekanatu.
– Za każdym razem informowano, że rozmowa jest nagrywana – podkreśla.
To kolejny sporny element całej historii. Szyszko mówi o odcięciu od uczelni i próbie wyrzucenia go z miejsca, które tworzył. Nowe władze odpowiadają, że problemem nie jest obecność byłego rektora w budynku, ale sposób, w jaki — według nich — zachowywał się wobec pracowników i studentów.
SZKOŁA OD GEODEZJI, DRONÓW I GOSPODARKI PRZESTRZENNEJ
Wyższa Szkoła Inżynierii Gospodarki w Słupsku miała od początku charakter techniczny i praktyczny. Szyszko podkreśla, że szkoła kształciła m.in. w obszarach gospodarki przestrzennej, geodezji, wyceny nieruchomości, fotogrametrii cyfrowej i pomiarów satelitarnych.
– Kształcimy kadry dla miast i gmin. Gospodarka przestrzenna to bardzo ważny kierunek, przez lata niedoceniany. Samorządy potrzebują ludzi od planowania, przestrzeni, wyceny nieruchomości i geodezji – mówi.
Były rektor szczególnie podkreśla uprawnienia związane ze szkoleniem pilotów dronów.
– Jako jedyna uczelnia niepubliczna dostaliśmy zgodę na kształcenie pilotów dronów. Na północy takie uprawnienia ma jeszcze Uniwersytet Morski. Żadna inna uczelnia niepubliczna tego nie miała – twierdzi Szyszko.
Mówi o tym z dumą, ale też z goryczą. Bo właśnie takie elementy — jego zdaniem — pokazują, że szkoła ma realną wartość i specjalistyczny dorobek.
– Mamy geodezję, fotogrametrię cyfrową, pomiary satelitarne. To są rzeczy, których nie buduje się w miesiąc. To są lata pracy, kontaktów, doświadczenia i procedur – dodaje.
STUDENCI, KADRA I KRYZYS MAŁYCH UCZELNI
Szyszko nie ukrywa, że uczelnia jest dziś w trudnej sytuacji. Na początku działalności studentów było znacznie więcej.
– Kiedy otwieraliśmy uczelnię, było 426 studentów. Dziś mamy kilkudziesięciu – mówi były rektor.
Według niego to efekt szerszego kryzysu naboru, ale także braku skutecznego wsparcia. Mimo trudności szkoła utrzymywała kadrę.
– Kadra dojeżdża z Warszawy i ze Szczecina. Mamy specjalistów od konkretnych dziedzin. Nie chciałem się tej kadry pozbywać, nawet gdy było ciężko – mówi.
Były rektor przyznaje, że ratował uczelnię własnymi środkami.
– Z emerytury pożyczałem uczelni. Było mało studentów, a kadry nie chciałem tracić. Ta szkoła to moje dziecko – mówi.
Dr Molendowski mówi o liczbie studentów ostrożnie. Według jego wiedzy może chodzić o około trzydzieści osób, ale dokładne dane wymagają potwierdzenia w dziekanacie.
– Gdyby było ich kilkuset, problemy finansowe byłyby znacznie mniejsze – mówi nowy rektor.
ODWOŁANY REKTOR, ZMIENIONE ZAMKI
Po zmianach w spółce założycielskiej sytuacja Stanisława Szyszki jeszcze bardziej się zaostrzyła. Były rektor przekazał, że został odwołany z funkcji rektora, a na uczelni ma pojawić się nowa osoba wyznaczona do kierowania szkołą.
Szyszko odebrał tę informację jako symboliczny koniec pewnej epoki. W rozmowie z redakcją mówił nie tylko o funkcji, ale o poczuciu nagłego wymazania z miejsca, które budował od podstaw.
– Odwołali mnie z funkcji rektora. Założyłem tę uczelnię tyle lat temu, a teraz traktują mnie tak, jakbym był kimś obcym. Jest mi bardzo przykro.
Według jego relacji informacja o nowym rektorze pojawiła się jeszcze nieoficjalnie. Nie znał wtedy nazwiska osoby, która miała objąć funkcję. Słyszał jedynie, że chodzi o osobę z Gdańska.
Dla Szyszki to kolejny etap tego samego procesu: najpierw spór o udziały w EUROWARCINO, później zmiana realnej kontroli nad założycielem uczelni, a następnie odsunięcie go od szkoły, którą tworzył od 2003 roku. W jego relacji nie jest to zwykła zmiana personalna, ale moment osobistego odcięcia od dorobku zawodowego.
Najbardziej dotkliwy, jak mówi, był nie sam akt odwołania, lecz fizyczne odcięcie od uczelni. Szyszko twierdzi, że w międzyczasie wymieniono zamki, a on nie ma już dostępu do dziekanatu ani do własnego gabinetu.
W jego opowieści powraca także wątek rzeczy prywatnych, które — jak twierdzi — zostały w pomieszczeniach uczelni.
– Mam tam część prywatnych rzeczy, także mebli. Nie mogę się do nich dostać, bo nie mam kluczy – dodaje.
Tomasz Jerzak kwestionuje tę relację, zwłaszcza wątek leków i telefonu. Według niego numer telefonu był przypisany do funkcji rektora, a nie prywatnie do Stanisława Szyszki.
– Pod tym numerem jest teraz nowy rektor – mówi Jerzak.
Odnosi się też do twierdzeń o rzeczach osobistych i lekach.
– Stanisław Szyszko od dwóch miesięcy był na zwolnieniu chorobowym, więc jak mógł mieć leki w pracy? – pyta Jerzak.
Dodaje, że skoro Szyszko przebywał na zwolnieniu, jego obecność w uczelni mogła budzić wątpliwości.
– Świadczenie pracy w tym czasie jest co najmniej problematyczne – twierdzi Tomasz Jerzak.
SĄDOWA WALKA O USTALENIE, KTO MA PRAWO DO SPÓŁKI
Stanisław Szyszko domaga się w sądzie ustalenia nieważności umów zbycia udziałów. Podstawą jest art. 189 kodeksu postępowania cywilnego. Ten przepis pozwala żądać ustalenia istnienia albo nieistnienia prawa lub stosunku prawnego, jeżeli powód ma w tym interes prawny.
W tym przypadku chodzi o odpowiedź na pytanie, kto faktycznie kontroluje EUROWARCINO i kto ma prawo decydować o spółce będącej założycielem uczelni.
– Chcę, żeby sąd jasno powiedział, kto jest wspólnikiem i kto miał prawo decydować o spółce oraz uczelni. Bez tego nie da się naprawić sytuacji – mówi Szyszko.
W pozwie wskazano, że jeżeli umowy zostaną uznane za ważne, MT SERVICES dysponuje większością głosów i może decydować o losach spółki. Jeżeli są nieważne, cały układ właścicielski i zarządczy powinien zostać oceniony inaczej.
– Nie walczę o symbol. Walczę o realne przywrócenie praw, które zostały mi odebrane – podkreśla były rektor.
WNIOSEK O ZABEZPIECZENIE
Szyszko domaga się również zabezpieczenia. Chodzi o to, aby do czasu rozstrzygnięcia sprawy nie doszło do dalszego rozporządzenia udziałami, utrwalenia zmian w KRS albo kolejnych działań opartych na transakcjach, które są przez niego kwestionowane.
W piśmie sądowym wskazano, że brak zabezpieczenia może poważnie utrudnić osiągnięcie celu postępowania. Jeżeli udziały zostałyby przekazane dalej, odwrócenie skutków mogłoby być bardzo trudne albo wręcz niemożliwe.
– Najpierw sąd powinien rozstrzygnąć, czy te umowy były ważne – mówi Szyszko.
Jerzak odpowiada, że sprawa rejestrowa została już oceniona na korzyść nowych władz.
– Sąd rejestrowy nie przyznał racji Stanisławowi Szyszce – podkreśla.
„KARDIOLOG POWIEDZIAŁ, ŻE RYZYKUJĘ ŻYCIEM”
Stanisław Szyszko ma około 80 lat. Mówi, że powinien dziś mieć więcej spokoju, a nie walczyć o dostęp do uczelni, którą tworzył od podstaw. Opowiada o stresie i napięciu, które — jak twierdzi — odbiły się na jego zdrowiu.
Po otrzymaniu informacji o odwołaniu miał poczuć się wyjątkowo źle.
– Bałem się, że to może być dla mnie koniec – mówi Szyszko.
W kolejnych rozmowach wracał do tego samego: nie widzi w tej sprawie wyłącznie sporu o stanowisko, lecz walkę o szkołę.
– Przez rok stresów kardiolog powiedział: ryzykuje pan życiem. Zabroniono mi się stresować, ale jak mam się nie stresować, kiedy chodzi o uczelnię, którą budowałem tyle lat? – mówi.
Starszy człowiek, zamiast spokojnie podsumowywać zawodowe życie, walczy w sądzie o instytucję, którą uważa za swoje dzieło.
– Teraz, kiedy potrzebuję trochę spokoju, muszę walczyć o szkołę. Kładę się do łóżka i myślę: jak można tak uczelnię oddać? – mówi.
„NIC NIE ZROBILI DLA UCZELNI”
Po rozmowach z Tomaszem Jerzakiem i dr. Leszkiem Molendowskim wróciliśmy do Stanisława Szyszki. Były rektor odniósł się do zarzutów dotyczących zadłużenia uczelni, niewypłacanych wynagrodzeń, problemów organizacyjnych oraz twierdzeń nowych władz, że celem jest oddłużenie szkoły, odbudowa zespołu i rozwój przy wsparciu inwestora.
Szyszko odpowiada, że to nie on doprowadził uczelnię do kryzysu, lecz — jego zdaniem — działania osób, które od kilku lat miały interesować się przejęciem szkoły.
– Od trzech lat docierały do mnie sygnały o działaniach grupy, która chciała przejąć uczelnię. Po jubileuszu dwudziestolecia w 2023 roku zaczęło się blokowanie naboru. Nagle przyjęcia spadły z kilkudziesięciu osób do kilku – twierdzi Stanisław Szyszko.
Były rektor podkreśla, że przez długi czas słyszał deklaracje pomocy i rozwoju uczelni, ale — jak mówi — nie przełożyły się one na żadne konkretne działania.
– Przez prawie dwa lata mówiono o współpracy. Nic nie zrobili dla uczelni. Ani jednego studenta, ani jednej złotówki. Nic. Były obietnice, że z tej współpracy coś będzie – mówi Szyszko.
Najmocniej odnosi się do wątku inwestora i możliwej sprzedaży udziałów lub uczelni. W jego ocenie potwierdza to obawy, że celem nie było ratowanie szkoły, ale przejęcie wartościowego podmiotu za niewielkie pieniądze i dalsze rozporządzenie nim.
– Za 40 tysięcy złotych przejęli 80 procent udziałów. Chcą przejąć uczelnię, sprzedać ją za prawie dwa miliony i jeszcze zabrać cały majątek, nawet moje prywatne meble. To jest skandal najwyższego wymiaru! – ocenia były rektor.
Szyszko podtrzymuje, że nie chodzi mu o pieniądze ani o samą funkcję rektora, lecz o dorobek szkoły i sposób, w jaki doszło do zmiany kontroli nad spółką założycielską.
– Myśleli od początku o podzieleniu się pieniędzmi. A uczelnia, kadra, studenci i cały dorobek miały zejść na dalszy plan – twierdzi.
To nadal są twierdzenia jednej ze stron sporu. Tomasz Jerzak i dr Leszek Molendowski przedstawiają sprawę inaczej: mówią o legalnych transakcjach, zadłużeniu uczelni, audycie, inwestorze i planie odbudowy szkoły. Ostateczną ocenę ważności umów i skutków przejęcia udziałów będzie musiał wydać sąd.
PYTANIA DO MINISTERSTWA
W związku ze sprawą wysłaliśmy również pytania do Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Pytamy m.in., czy resort posiada wiedzę o zmianach właścicielskich w spółce EUROWARCINO, będącej założycielem Wyższej Szkoły Inżynierii Gospodarki w Słupsku, czy został poinformowany o odwołaniu Stanisława Szyszki z funkcji rektora, czy zna aktualny skład władz uczelni oraz czy zamierza podjąć czynności nadzorcze lub kontrolne.
Pytamy także o bezpieczeństwo studentów, ciągłość kształcenia, zabezpieczenie dokumentacji uczelni i to, czy ministerstwo zweryfikuje zgodność działań nowych władz uczelni oraz założyciela z przepisami prawa i statutem szkoły.
Na odpowiedź ministerstwa czekamy.
MAŁA SPÓŁKA, DUŻA UCZELNIA
Najbardziej uderzające w tej historii jest zestawienie skali. Po jednej stronie jest uczelnia z ponad 20-letnim dorobkiem, studenci, kadra, absolwenci i lokalna historia edukacyjna. Po drugiej — spółka z Łupin, zarejestrowana w 2022 roku, z kapitałem 20 tys. zł, która według danych rejestrowych ma dziś większościowy pakiet udziałów w spółce-założycielu uczelni.
Formalnie za MT SERVICES stoją Magdalena Zakrzewska Jerzak jako prezes zarządu i główna udziałowczyni oraz Tomasz Jerzak jako mniejszościowy udziałowiec. Kluczowym łącznikiem między MT SERVICES a EUROWARCINO jest Maciej Waśkow: prokurent MT SERVICES i obecny prezes EUROWARCINO.
Dla Szyszki to obraz przejęcia kontroli nad jego uczelnią. Dla Jerzaka — legalny proces porządkowania sytuacji w placówce, która znalazła się w trudnym stanie. Dla Molendowskiego — szansa na odbudowę szkoły, ale dopiero po audycie, oddłużeniu i wprowadzeniu inwestora.
To właśnie ten układ osobowy i kapitałowy wymaga odpowiedzi na najważniejsze pytania: kto faktycznie negocjował przejęcie udziałów, z jakich środków je sfinansowano, jakie są plany wobec uczelni, kim jest inwestor zainteresowany przejęciem udziałów i czy zmiany nie zagrożą studentom oraz dokumentacji akademickiej.
Stanisław Szyszko przekonuje, że w tej sprawie nie chodzi wyłącznie o jego stanowisko.
– Ta szkoła nie jest pustą nazwą. To są ludzie, zajęcia, dyplomy, kadra, studenci, absolwenci. To jest kawał historii edukacji w Słupsku i regionie pomorskim. Nie mogę patrzeć, jak wszystko zostaje przejmowane w sposób, który uważam za bezprawny – mówi.
W dokumentach sądowych pojawia się argument, że przejęcie kontroli nad spółką przez podmiot niemający trwałego związku z prowadzeniem uczelni może zagrozić ciągłości funkcjonowania szkoły, prawom studentów i zachowaniu dorobku edukacyjnego.
Jerzak widzi to inaczej. Według niego celem jest dalsze funkcjonowanie uczelni i znalezienie inwestora, który będzie w stanie ją rozwinąć.
– Przede wszystkim chodzi o to, żeby ta uczelnia dalej działała – mówi.
Molendowski dodaje, że bez zmian szkoła może nie przetrwać.
– Jeżeli projekt zostanie storpedowany, może się okazać, że w przyszłym roku uczelni już nie będzie. Znam jej sytuację finansową i mówię to z pełną świadomością – ocenia nowy rektor.
OSTATNIE DRZWI
Ostatecznie to sąd oceni, czy umowy zbycia udziałów były ważne, czy wymagały zgody prezesa zarządu i czy przejęcie większościowego pakietu w EUROWARCINO było skuteczne. Sąd rozstrzygnie również, czy istnieją podstawy do zabezpieczenia sprawy. Osobno na pytania dotyczące nadzoru nad uczelnią ma odpowiedzieć Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego.
Ale zanim zapadną decyzje sądu i zanim resort odpowie na pytania redakcji, zostają trzy obrazy.
W pierwszym jest Stanisław Szyszko stojący po drugiej stronie drzwi uczelni. Bez funkcji. Bez kluczy. Bez dostępu do gabinetu i dziekanatu. Człowiek, który mówi, że zamknięto mu drzwi do własnej historii.
– Jest mi bardzo przykro. Założyłem tę uczelnię, tyle lat ją prowadziłem, a teraz nie mam nawet kluczy do dziekanatu i gabinetu – mówi.
Szyszko wielokrotnie wraca do jednego motywu: nie prosi o obronę stanowiska, ale o zainteresowanie losem uczelni.
– Tu nie chodzi tylko o mnie. Chodzi o ratowanie uczelni – podkreśla.
W drugim obrazie jest Tomasz Jerzak, który przekonuje, że były rektor nie pogodził się ze zmianą, a spółka jego żony nabyła udziały zgodnie z prawem.
– Trzeba wiedzieć, kiedy zejść ze sceny – mówi Jerzak.
W trzecim obrazie jest dr Leszek Molendowski, nowy rektor, który mówi o długach, audycie, inwestorze i odbudowie szkoły.
– Chcemy rozbudować, wzmocnić i dofinansować uczelnię. Nikt nie zamierza jej zamykać ani zmieniać jej profilu – zapewnia.
Między tymi trzema głosami mieści się cała ta historia. Jedni mówią o ratowaniu szkoły. Drudzy o jej przejęciu. Jedni wskazują na konieczność rozwoju i inwestora. Drudzy obawiają się, że zanim sąd rozstrzygnie spór, uczelnia zmieni właścicielski i organizacyjny kręgosłup.
Spór o udziały stał się więc czymś więcej niż konfliktem wspólników. Stał się opowieścią o uczelni, której los może zależeć od kilku umów, jednego wpisu w KRS, decyzji nowych władz, wyniku audytu, odpowiedzi ministerstwa i pytania, czy człowiek, który przez ponad 20 lat trzymał klucze do tej szkoły, został odsunięty zgodnie z prawem — czy właśnie dlatego, że próbował o te klucze walczyć.
::news{"type":"see-also","item":"11387"}
::addons{"type":"only-with-us","color":"black"}
absolwent psw01:36, 18.05.2026
ale przecież właśnie PSW to jest właśnie drugie tumanum, wszystko na elearningach, na zajęciach wystarczy skanowanie kodu QR, nikt nie pilnuje żeby ktoś tam był i uczestniczył. Nikt nie sprawdza papierowych list obecności. Wiem co mówię bo sam ukończyłem u nich licencjat i nawet nie miałem szansy napisać żadnej pracy licencjackiej, po prostu test online, pic na wodę. Egzaminy w formie testów online abcd bez limitu podejść. Wysłałem im dziennik praktyk a oni mi odpisują że jestem już zwolniony z praktyk. To jest jeszcze większy bubel od Collegium Tumanum. Nie zdziwię się jak KDW zostanie też rektorem po zakończonej kadencji ;)
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu hej.slupsk.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz
Jerzakowie z udziałami, rektor bez kluczy
ale przecież właśnie PSW to jest właśnie drugie tumanum, wszystko na elearningach, na zajęciach wystarczy skanowanie kodu QR, nikt nie pilnuje żeby ktoś tam był i uczestniczył. Nikt nie sprawdza papierowych list obecności. Wiem co mówię bo sam ukończyłem u nich licencjat i nawet nie miałem szansy napisać żadnej pracy licencjackiej, po prostu test online, pic na wodę. Egzaminy w formie testów online abcd bez limitu podejść. Wysłałem im dziennik praktyk a oni mi odpisują że jestem już zwolniony z praktyk. To jest jeszcze większy bubel od Collegium Tumanum. Nie zdziwię się jak KDW zostanie też rektorem po zakończonej kadencji ;)
absolwent psw
01:36, 2026-05-18
Urząd Miejski w Słupsku jak OLX?
Ten Trek jest wart co najmniej 20 razy tyle. Kto to wyceniał?
Qwerty
20:21, 2026-05-14
Łupawa: Konkurs na dyrektora. Cyrny rządzi 19 lat
konkurs wygra obecny bo wszystko jest już wiadome - takie konkursy są najczęściej z góry rozstrzygnięte a sam konkurs to czysta fikcja - tak to wygląda od środka ... 🤣
znaFca
17:21, 2026-05-13
Słupsk: Bezpłatne badania i konsultacje w szpitalu
Konsultacje z zakresu dermatologii, interny byłyby sensowne, poziom cukru ciśnienie i wagę każdego dnia można zrobić w przychodni bez problemu
Helena
20:00, 2026-05-11