Jezioro w Gałęzowie w gminie Dębnica Kaszubska miało stać się zadbanym, lokalnym łowiskiem. Miało służyć mieszkańcom, turystom i młodym wędkarzom. Zamiast tego pojawiają się coraz poważniejsze pytania o sposób, w jaki akwen trafił w dzierżawę do gminy.
::addons{"type":"only-with-us","color":"black"}
::addons{"type":"youtube","url":"https://youtu.be/79CMIeBxizs?is=RqzxcTs307BsNudc"}
::event{"type":"vertical","item":"206"}
Dokumenty przekazane przez Gminę Dębnica Kaszubska potwierdzają najważniejszą rzecz: nie było przetargu, nie było konkursu, nie było formalnego postępowania ofertowego. Była korespondencja pomiędzy gminą a Starostą Słupskim Pawłem Lisowskim, a potem podpisanie umowy dzierżawy.
Najbardziej zastanawiający jest jednak inny fragment. Gmina przyznaje, że początkowo wskazana kwota wynosiła 518,75 zł, a ostatecznie — po przedstawieniu stanowiska przez starostę — czynsz dzierżawny ustalono na 2625 zł.
To dokładnie ten moment, który wymaga najdokładniejszego wyjaśnienia.
NIE BYŁO PRZETARGU, BYŁA KORESPONDENCJA
Sprawa dotyczy jeziora Wiejskiego w Gałęzowie w gminie Dębnica Kaszubska. Wcześniej akwenem zajmował się Polski Związek Wędkarski. Gdy kończyła się dotychczasowa dzierżawa, jeziorem zainteresował się Łukasz Stanisławek, mieszkaniec Niepoględzia.
Twierdzi, że przygotował konkretną propozycję zagospodarowania jeziora. Chciał stworzyć lokalne łowisko z niskimi opłatami, bezpłatnym łowieniem dla dzieci do 16. roku życia, stanowiskami dla wędkarzy, porządkowaniem brzegów i zarybianiem.
– Opisałem, że będą stanowiska dla wędkarzy, jezioro będzie czyszczone, dzieci do lat 16 będą mogły łowić za darmo, a opłaty będą pobierane głównie na poczet zarybiania – relacjonuje Łukasz Stanisławek.
Według jego relacji zaproponował 2500 zł netto za dzierżawę oraz kolejne 2500 zł netto rocznie na zarybianie. Łącznie jego propozycja miała wynosić 5000 zł netto.
Ostatecznie jezioro trafiło jednak do Gminy Dębnica Kaszubska.
Z oficjalnej odpowiedzi gminy wynika, że w sprawie dzierżawy jeziora nie prowadzono postępowania administracyjnego ani innego sformalizowanego postępowania wymagającego składania ofert przez gminę. Urząd podkreśla, że wydzierżawienie jeziora nastąpiło w wyniku korespondencji z powiatem, a gmina „nie składała oferty w rozumieniu procedur administracyjnych”.
GMINA SAMA WYSTĄPIŁA DO STAROSTY
Z dokumentów wynika, że to Gmina Dębnica Kaszubska już 3 kwietnia 2025 roku zwróciła się do Starosty Słupskiego Pawła Lisowskiego z prośbą o wydzierżawienie jeziora na okres do 3 lat, z możliwością przedłużenia na czas nieokreślony.
W piśmie gmina wskazywała, że posiada przy jeziorze działkę, a dysponowanie tym obszarem pozwoliłoby jej rozwijać infrastrukturę społeczną, cele publiczne i formę rekreacji, jaką jest wędkarstwo. W dokumencie pojawia się też zapowiedź stworzenia warunków do prawidłowego połowu ryb, odłowu łodzi poprzez wykonanie slipu oraz utworzenia dla lokalnej społeczności szkółek wędkarskich.
Gmina przypominała również, że wcześniej zrealizowała przy jeziorze projekt „Ochrona różnorodności biologicznej na terenie powiatu słupskiego”, obejmujący m.in. budowę wiaty edukacyjnej, pomostu, tablic informacyjnych, ścieżki edukacyjnej, ławek, koszy, stojaków na rowery i budek lęgowych. Wartość tego projektu wskazano na 180 tys. zł.
W tym samym piśmie gmina powoływała się także na inwestycję dotyczącą budowy punktu czerpania wody do celów przeciwpożarowych z jeziora Wiejskiego w Gałęzowie o wartości 85 tys. zł.
Oficjalna narracja gminy pokazuje jezioro jako element szerszego zagospodarowania przestrzeni publicznej. Problem w tym, że przy samej dzierżawie nie przygotowano już szczegółowych dokumentów dotyczących gospodarki rybackiej.
NIE BYŁO PLANU, OPERATU ANI OPINII ICHTIOLOGA
W odpowiedzi na pytania gmina przyznaje, że nie posiadała planu zagospodarowania jeziora, programu użytkowania, programu zarybiania, koncepcji rekreacyjnej ani innych dokumentów merytorycznych przygotowanych na potrzeby tej sprawy.
Urząd potwierdza też, że przed objęciem jeziora nie posiadał opinii ichtiologicznej, operatu rybackiego, operatu wodnoprawnego, programu zarybiania ani innego dokumentu dotyczącego gospodarki rybackiej na jeziorze w Gałęzowie.
To jeden z kluczowych punktów sprawy. Gmina chciała przejąć jezioro, wskazywała na rozwój wędkarstwa i szkółek wędkarskich, ale na etapie dzierżawy nie miała specjalistycznego programu rybackiego.
„NIE BYŁO NORMALNEJ PROCEDURY”
Wcześniej jeziorem zajmował się Polski Związek Wędkarski. Teodor Rudnik, prezes Zarządu Okręgu PZW w Słupsku, twierdzi, że również dla związku sposób zakończenia dotychczasowej dzierżawy i dalsze działania wokół jeziora były niezrozumiałe.
– Nie było oficjalnego przetargu. Nie było ogłoszenia, nie było normalnej procedury, jaką stosuje się przy takich wodach. Nas zapytano mailowo, ile byśmy dali za dalszą dzierżawę. To nie była forma przetargu – mówi Teodor Rudnik.
Jego słowa znajdują potwierdzenie w dokumentach gminy. Urząd sam przyznaje, że nie było przetargu ani konkursu. Różnica polega na ocenie. Dla gminy była to korespondencja zakończona umową. Dla prezesa PZW — nieczytelna procedura dotycząca publicznego majątku.
– Powinno być obwieszczenie o organizowanym postępowaniu, warunki, termin składania ofert i jasna procedura. Wtedy wiadomo, o co chodzi. To dotyczy Skarbu Państwa, a z majątkiem Skarbu Państwa nie powinno się postępować w taki sposób – zaznacza Rudnik.
Rudnik zwraca uwagę, że jeżeli kilka podmiotów było zainteresowanych tym samym akwenem, wszyscy powinni znać zasady.
– Skąd zainteresowany miał wiedzieć, że można składać propozycję? Powinno być publiczne ogłoszenie. Wtedy każdy widzi warunki, termin i sposób rozpatrzenia. Tutaj od początku do końca wygląda to nie tak, jak powinno – dodaje.
518,75 ZŁ, POTEM 2625 ZŁ
Najbardziej kłopotliwy dla gminy fragment znajduje się w odpowiedzi na pytanie o kwotę zaproponowaną za dzierżawę jeziora.
Gmina podaje, że była to kwota 518,75 zł, bez rozbicia na czynsz dzierżawny, zarybianie i inne świadczenia. Dalej urząd dopisuje jednak, że ostatecznie, po przedstawieniu stanowiska przez starostę słupskiego, kwota za dzierżawę jeziora wyniosła 2625 zł.
W piśmie z 25 czerwca 2025 roku gmina informuje już starostę, że jest zainteresowana dzierżawą jeziora i wskazuje stawkę 420 zł za 1 ha rocznie, co przy powierzchni 6,25 ha daje 2625 zł netto.
To oznacza, że w dokumentach widać zmianę. Najpierw pojawia się kwota 518,75 zł. Potem, po stanowisku starosty, gmina wskazuje 2625 zł.
Ten element pokrywa się z telefoniczną wypowiedzią Karola Żukowskiego, wicewójta Gminy Dębnica Kaszubska.
– Myśmy chyba nawet z początku dawali niższą cenę, bo to nie jest pierwsze jezioro, wyliczaliśmy to co do hektarów. A później jednak ze starostwa przyszły różnego rodzaju maile i zdecydowaliśmy dać wyższą stawkę – mówi Karol Żukowski.
Dokumenty nie przesądzają, że gmina znała propozycję Łukasza Stanisławka. Gmina oficjalnie temu zaprzecza. Ale dokumenty potwierdzają coś innego: ostateczna stawka nie była pierwotną stawką gminy. Została podniesiona po stanowisku starosty.
To właśnie ten moment jest najważniejszy.
GMINA ZAPRZECZA, ŻE ZNAŁA PROPOZYCJĘ STANISŁAWKA
Gmina w oficjalnej odpowiedzi twierdzi, że przed złożeniem swojej propozycji nie miała wiedzy o treści, założeniach ani wysokości propozycji Łukasza Stanisławka albo innych zainteresowanych.
Urząd nie potwierdza też, że jego propozycja była wyższa od propozycji Stanisławka o 100 zł. Tłumaczy, że w sprawie dzierżawy jeziora nie było formuły zapytania ofertowego.
To stoi w sprzeczności z relacją Łukasza Stanisławka, który twierdzi, że gmina przebiła jego propozycję właśnie o 100 zł.
– Nie mam pewności, czy ktoś widział moją ofertę. Ale jeśli propozycja zostaje przebita tylko o 100 zł, a opis zagospodarowania jeziora jest bardzo podobny do mojego, to trudno nie mieć pytań – mówi mieszkaniec Niepoględzia.
W tej części dokumenty gminy nie potwierdzają jego zarzutu. Potwierdzają jednak, że gmina podniosła stawkę po kontakcie ze starostwem. Dlatego kluczowe znaczenie będzie miała pełna korespondencja między starostwem a gminą.
ŻUKOWSKI: TO STAROSTWO WYBRAŁO ŚCIEŻKĘ
Karol Żukowski, wicewójt Gminy Dębnica Kaszubska, w rozmowie telefonicznej podkreślał, że to nie gmina organizowała procedurę.
– Jeśli chodzi o temat przetargu, to nie gmina była organizatorem. To starostwo decydowało, w jaki sposób i którą ścieżką poszło, więc o to proszę pytać starostwo – mówi Karol Żukowski.
Jednocześnie jego wypowiedź o niższej początkowej stawce i późniejszym podniesieniu kwoty po mailach ze starostwa jest zbieżna z oficjalną odpowiedzią gminy. Różnica polega na tym, że w rozmowie brzmi to bardziej bezpośrednio, a w piśmie urzędowym zapisano to jako zmianę po „przedstawieniu stanowiska przez Starostę Słupskiego”.
Dopytywany, czy gmina otrzymała informację o konkretnej propozycji Łukasza Stanisławka, Żukowski temu zaprzeczał.
– Ja nie dostałem takiej informacji, że pan konkretnie Stanisławek daje taką ofertę i my musimy dać wyższą. Absolutnie nie – odpowiada wicewójt.
Nie zmienia jednak faktu, że dokumenty potwierdzają zmianę stawki po kontakcie ze starostwem.
UMOWA NA TRZY LATA I TRYB BEZPRZETARGOWY
Umowę dzierżawy podpisano 29 lipca 2025 roku. Obowiązuje do 29 lipca 2028 roku, czyli została zawarta na trzy lata.
Z umowy wynika, że jezioro oddano gminie w dzierżawę w trybie bezprzetargowym. W dokumencie wskazano, że podstawą było zarządzenie Starosty Słupskiego z 3 lipca 2025 roku dotyczące sporządzenia wykazu nieruchomości Skarbu Państwa obejmującego nieruchomość przeznaczoną do oddania w dzierżawę w trybie bezprzetargowym.
Czynsz ustalono na 2625 zł netto rocznie, płatny z góry na konto starostwa.
Umowa nakłada na gminę konkretne obowiązki. Dzierżawca ma m.in. wykorzystywać nieruchomość zgodnie z celem określonym w studium, utworzyć łowisko specjalne, prowadzić racjonalną gospodarkę rybacką, utrzymywać czystość i porządek, używać przedmiotu dzierżawy zgodnie z przepisami prawa, zapewnić bezpieczeństwo osobom korzystającym z terenu oraz przestrzegać zasad współżycia społecznego.
SPOTKANIE PO PODPISANIU UMOWY. OGÓLNE PLANY, MAŁO KONKRETÓW
Po podpisaniu umowy gmina zorganizowała spotkanie dotyczące przyszłości jeziora. Z notatki służbowej sporządzonej 9 września 2025 roku wynika, że spotkanie odbyło się dzień wcześniej, 8 września, w Urzędzie Gminy Dębnica Kaszubska.
Tematem była przyszłość jeziora Wiejskiego w Gałęzowie po podpisaniu umowy dzierżawy, plany zagospodarowania, utrzymania oraz identyfikacja zagrożeń. W spotkaniu uczestniczyli przedstawiciele gminy, Starostwa Powiatowego w Słupsku i lokalnych środowisk wędkarskich. Byli m.in. Karol Żukowski, zastępca wójta Dębnicy Kaszubskiej, Marcin Kowalczyk, wicestarosta słupski, Teodor Rudnik, prezes Zarządu Okręgu PZW w Słupsku, przedstawiciele kół wędkarskich, Społecznej Straży Rybackiej, radny gminy i przedstawiciel sklepu wędkarskiego.
Z notatki wynika, że spotkanie zwołano, aby omówić strategię działania i podział obowiązków po podpisaniu umowy dzierżawy. Jako kluczowe założenie wpisano wypracowanie kompromisu między ochroną naturalnego ekosystemu a rozwojem funkcji turystyczno-rekreacyjnych akwenu.
Omawiano trzy główne obszary: infrastrukturę, gospodarkę ichtiologiczną i zagrożenia. W części dotyczącej infrastruktury zapisano utrzymanie obecnego stanu technicznego obiektów, plany rozbudowy infrastruktury turystyczno-wędkarskiej oraz dostosowanie obiektów do potrzeb użytkowników.
W części dotyczącej gospodarki ichtiologicznej pojawiają się zasady racjonalnego gospodarowania zasobami rybackimi, bieżąca opieka nad zbiornikiem wodnym oraz ochrona czystości i dobrostanu akwenu. Wśród zagrożeń wskazano czynniki degradujące środowisko naturalne, kłusownictwo, wandalizm i ryzyko konfliktów interesów między turystami a wędkarzami.
Wnioski z notatki są jednak bardzo ogólne. Zapisano konieczność współpracy z ichtiologiem, weryfikację możliwości pozyskania dotacji zewnętrznych na rozwój infrastruktury oraz potrzebę stałego dialogu ze środowiskiem wędkarskim przy wdrażaniu planów.
To ważny dokument, ale nie rozwiewa najważniejszych wątpliwości. Nie ma w nim harmonogramu zarybiania, kosztów, terminów, konkretnego programu rybackiego ani wskazania, kto i kiedy ma wykonać poszczególne działania. Notatka pokazuje raczej, że po podpisaniu umowy dopiero zaczęto rozmawiać o tym, jak jezioro ma być prowadzone.
ZARYBIANIA JESZCZE NIE BYŁO
Łukasz Stanisławek od początku wskazywał, że nie widzi efektów opieki nad jeziorem i zarybiania.
– Mija praktycznie rok, odkąd gmina dostała dzierżawę. Do dziś nie widzę zarybiania. Jezioro wygląda tak samo. Nawet patyk nie został wyciągnięty z wody – mówi.
Gmina oficjalnie potwierdza, że od dnia objęcia jeziora w dzierżawę nie dokonała zarybiania. Wyjaśnia, że jest w trakcie wyłaniania wykonawcy odpowiedzialnego za przygotowanie operatu rybackiego. Zarybianie ma zostać wykonane w terminie wskazanym w operacie i w trakcie obowiązywania umowy dzierżawy.
W innym miejscu gmina doprecyzowuje, że obowiązek prowadzenia racjonalnej gospodarki rybackiej będzie spełniony po sporządzeniu operatu rybackiego.
To oznacza, że kluczowy obowiązek wynikający z umowy jest na razie na etapie przygotowań.
OPŁATY SĄ, ALE NIE TRAFIAJĄ NA WYDZIELONE KONTO JEZIORA
Gmina potwierdza, że korzystanie z jeziora jako przestrzeni publicznej jest bezpłatne, ale odpłatne jest wędkowanie. Zezwolenia wydaje Wójt Gminy Dębnica Kaszubska.
Od 29 lipca 2025 roku do dnia udzielenia odpowiedzi gmina uzyskała z opłat za wędkowanie 1610 zł.
Istotne jest jednak to, że pieniądze z tych opłat nie są wydzielone na konkretne zadanie. Trafiają do ogólnego budżetu gminy. Urząd tłumaczy, że pośrednio z tych środków realizowane są zadania związane z utrzymaniem jeziora.
To różni się od modelu, o którym mówił Łukasz Stanisławek. Według niego opłaty miałyby być pobierane głównie na poczet zarybiania.
NATURA 2000, ALE BEZ DOKUMENTÓW ŚRODOWISKOWYCH
Gmina potwierdza, że jezioro znajduje się na obszarze Natura 2000 albo innym obszarze objętym ochroną przyrodniczą. Twierdzi też, że analizowała ograniczenia wynikające z ochrony przyrodniczej przed przyjęciem jeziora w dzierżawę.
Jednocześnie na pytanie o kopie opinii, uzgodnień, analiz, korespondencji lub innych dokumentów dotyczących zgodności planowanych działań z przepisami ochrony środowiska gmina odpowiada, że na dzień udzielenia odpowiedzi „nie dotyczy”.
Gmina przyznaje również, że nie konsultowała swoich planów dotyczących jeziora z Regionalną Dyrekcją Ochrony Środowiska, Wodami Polskimi, Starostwem Powiatowym w Słupsku, organizacjami wędkarskimi, sołectwem, mieszkańcami ani innymi podmiotami.
To wzmacnia wątek podnoszony przez Stanisławka. Skoro jezioro znajduje się na terenie chronionym, a gmina mówi o planach związanych z łowiskiem specjalnym i infrastrukturą wędkarską, brak dokumentów środowiskowych i konsultacji może budzić kolejne pytania.
GMINA: NIE PLANUJEMY PRZYSTANI ANI PARKINGU
Wcześniej w rozmowach pojawiał się wątek możliwej przystani czy infrastruktury nad jeziorem. Gmina w oficjalnej odpowiedzi twierdzi, że nie planuje wykonania przystani, nowego pomostu, dojścia do jeziora, plaży, parkingu ani miejsca do wodowania łodzi.
Jednocześnie urząd przyznaje, że rozważane jest wykonanie stanowiska wędkarskiego i łowiska specjalnego. Według gminy jezioro jest obecnie „zagospodarowane na swoją miarę”.
Karol Żukowski w rozmowie telefonicznej mówił podobnie, choć szerzej. Wskazywał, że gmina chce szukać dofinansowania na infrastrukturę dla wędkarzy.
– Będziemy dalej szukać dofinansowania, żeby infrastrukturę dla wędkarzy wzmocnić. Może nie takich dużych, ale kilka stanowisk na pewno mamy w planach zrobić, żeby wędkarze mieli łatwiejszy dostęp do wody – mówił wicewójt.
PRZYDUCHA BYŁA, DOKUMENTÓW NIE MA
Łukasz Stanisławek opisywał również sytuację z zimy, gdy jego zdaniem w jeziorze pojawiło się zagrożenie przyduchą, czyli niedoborem tlenu w wodzie groźnym dla ryb.
– Poziom tlenu był krytyczny. Dopiero gdy zobaczyli, że się interesujemy, przyjechały służby. Pytanie brzmi, gdzie była realna opieka nad tym jeziorem wcześniej – mówi.
Gmina potwierdza, że podejmowała działania związane z ryzykiem przyduchy. Jednocześnie przyznaje, że nie stworzono dokumentów, a informację o działaniu opublikowano na Facebooku gminy. Urząd nie zgłaszał problemów dotyczących stanu jeziora do starostwa, Wód Polskich, RDOŚ, straży pożarnej ani innych instytucji.
To częściowo potwierdza, że problem istniał lub przynajmniej był zauważony. Brak dokumentów utrudnia jednak ocenę, co dokładnie zrobiono i z jakim skutkiem.
PZW: „TO WYGLĄDAŁO NIE TAK, JAK POWINNO”
Teodor Rudnik zwraca uwagę, że PZW zostało potraktowane inaczej, niż oczekiwałby tego dotychczasowy dzierżawca.
– Zapytali nas, ile byśmy dali, jeżeli chcemy kontynuować dzierżawę. Pani dyrektor, nie znając się szczegółowo na tej konkretnej wodzie, spojrzała, ile płacimy za inne akweny, i mniej więcej tak odpisała. Ale to nie była oferta przetargowa – mówi prezes PZW w Słupsku.
Według niego, gdyby ogłoszono przejrzystą procedurę, PZW mogłoby przygotować inną propozycję.
– Można tłumaczyć, że umowa była na trzy lata, ale to nie znaczy, że można prowadzić wszystko w sposób nieczytelny. Jeżeli jest kilku zainteresowanych, powinny być jasne zasady. Tutaj ich zabrakło – mówi Teodor Rudnik.
Dokumenty gminy wzmacniają jego wersję co do braku przetargu. Nie przesądzają natomiast, czy starostwo miało obowiązek taki przetarg przeprowadzić. Pokazują jednak, że w praktyce nie było publicznej, konkurencyjnej procedury, w której wszyscy zainteresowani startowaliby na tych samych zasadach.
GMINA CHCE ŁOWISKA SPECJALNEGO
Z umowy wynika, że jednym z obowiązków gminy jest utworzenie łowiska specjalnego, na którym ma obowiązywać regulamin amatorskiego połowu ryb określający zasady udostępniania łowiska, prawa i obowiązki osób wędkujących, metody połowu, zasady ochrony ryb oraz kontroli.
Gmina w oficjalnej odpowiedzi wskazuje, że jezioro ma spełniać funkcje rekreacyjne, wędkarskie, turystyczne, elementu gospodarki wodnej oraz obszaru wymagającego ochrony przyrodniczej.
Urząd zapowiada także, że zależnie od wyników operatu rybackiego w 2026 roku planuje zarybianie jeziora Wiejskiego w Gałęzowie. Gmina zamierza również ubiegać się o dofinansowanie działań związanych z poprawą ichtiofauny i zwiększeniem liczby ryb w jeziorze w ramach Funduszy Europejskich dla Rybactwa na lata 2021–2027.
To pokazuje, że samorząd ma plany. Problem w tym, że na razie wiele z nich pozostaje na etapie deklaracji.
CO WYNIKA Z DOKUMENTÓW?
Dokumenty nie potwierdzają wprost zarzutu, że Gmina Dębnica Kaszubska znała propozycję Łukasza Stanisławka i celowo przebiła ją o 100 zł.
Potwierdzają jednak kilka bardzo ważnych faktów.
Po pierwsze: nie było przetargu, konkursu ani formalnego zapytania ofertowego.
Po drugie: gmina sama wystąpiła do starosty o dzierżawę jeziora.
Po trzecie: gmina początkowo wskazywała kwotę 518,75 zł, a po stanowisku Starosty Słupskiego ostatecznie zgodziła się na 2625 zł.
Po czwarte: przed objęciem jeziora gmina nie miała operatu rybackiego, programu zarybiania ani opinii ichtiologicznej.
Po piąte: zarybiania do tej pory nie wykonano.
Po szóste: jezioro znajduje się na obszarze chronionym, ale gmina nie przedstawiła opinii ani uzgodnień środowiskowych dotyczących planowanych działań.
Po siódme: wpływy z opłat za wędkowanie nie są wydzielone na jezioro, lecz trafiają do ogólnego budżetu gminy.
Po ósme: notatka ze spotkania z września 2025 roku pokazuje, że dopiero po podpisaniu umowy omawiano strategię, podział obowiązków, współpracę z ichtiologiem i finansowanie dalszych działań.
To wystarczy, aby sprawa wymagała dalszego wyjaśnienia.
„NIE CHCĘ TEGO ZOSTAWIĆ”
Łukasz Stanisławek zapowiada, że nie zamierza odpuścić sprawy. Jak mówi, nie chodzi wyłącznie o przegraną, ale o sposób zarządzania publicznym dobrem.
– To jest jezioro mieszkańców. Jeżeli ktoś dostał je w dzierżawę, powinien się z tego rozliczyć. Chcę wiedzieć, jak przeprowadzono całą procedurę i czy wszystko odbyło się uczciwie – mówi.
Na tym etapie dokumenty pokazują, że procedura była co najmniej nieprzejrzysta. Nie ma jeszcze dowodu na ustawienie sprawy, ale jest potwierdzony mechanizm, który budzi najwięcej pytań: gmina zaczynała od 518,75 zł, a po stanowisku starosty skończyło się na 2625 zł.
Ze Starostwa Powiatowego w Słupsku otrzymaliśmy informację, że urzędnicy potrzebują więcej czasu na udzielenie odpowiedzi. Czekamy na dokumenty i wyjaśnienia.
Jednocześnie wysłaliśmy zestaw pytań do Urzędu Zamówień Publicznych oraz do Pomorskiego Urzędu Wojewódzkiego. Chcemy sprawdzić, czy w tej sprawie wszystko zostało przeprowadzone zgodnie z prawem.
Na razie pewne jest jedno: wokół jeziora w Gałęzowie narosło zbyt wiele wątpliwości, aby przejść nad nimi do porządku dziennego.
::news{"type":"see-also","item":"1628"}
::addons{"type":"only-with-us","color":"black"}
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu hej.slupsk.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz
Słupsk: 2,5-letnia Róża umierała w męczarniach
Biedna dziewczynka, łzy same cisną się do oczu. Jak można krzywdzić bezbronne, niewinne dziecko czy zwierzę? Jak można świadomie sprawiać ból zamiast chronić i otoczyć opieką?
High
23:16, 2026-05-19
Jerzakowie z udziałami, rektor bez kluczy
90-letni starzec ubzdurał sobie, że będzie wszystkim rządził jak swoją prywatną działalnością. Zadłużał, nie płacił, a pracowników traktował jak niewolników. I nagle świat się zawalił, bo ktoś chce pomóc uczelni i ją uratować. Prawdziwy skandal.
Anonim
10:35, 2026-05-19
Jerzakowie z udziałami, rektor bez kluczy
Każdy kto pracował na tej Uczelni właśnie uśmiecha się z satysfakcją. Pamiętamy wypłaty na raty lub ich brak. Szarpanie się o odzyskania zarobionych pieniędzy. Krzyki i awantury jak śmiemy dopytywać się o pieniądze. Karma nareszcie wróciła. Jestem w szoku, że ta Uczelnia przetrwała tyle lat i zastanawiam się kto tam w ogóle jeszcze pracuje skoro już kilkanaście lat temu był problem ze znalezieniem Wykładowców bo jakoś nikt nie chciał pracować charytatywnie...
Były pracownik
11:57, 2026-05-18
Urząd Miejski w Słupsku jak OLX?
Ten Trek jest wart co najmniej 20 razy tyle. Kto to wyceniał?
Qwerty
20:21, 2026-05-14