Region

Zamknij

Dodaj komentarz

Damnica jak Białoruś? Gmina wyłączyła komentarze. Antyhejt czy CENZURA?

Mateusz Węsierski Mateusz Węsierski 17:04, 19.04.2026 Aktualizacja: 17:06, 19.04.2026
Skomentuj Damnica jak Białoruś? Gmina wyłączyła komentarze. Antyhejt czy CENZURA? Wójt gminy Damnica wprowadził rozwiązanie rodem z Białorusi

Najpierw zniknęła możliwość komentowania, potem mieszkańcy usłyszeli, że swoje uwagi mogą wysyłać mailem albo publikować u siebie. W Damnicy właśnie tak zaczął się spór, który szybko przestał dotyczyć tylko technicznego ustawienia na Facebooku. Dla jednych była to próba opanowania wulgarnych wpisów. Dla innych – niebezpieczny krok w stronę modelu, w którym władza chętnie mówi, ale coraz mniej chętnie słucha. I dlatego podczas obrad Rady Gminy Damnica padło pytanie, które w takich sytuacjach wraca zawsze: czy samorząd jeszcze rozmawia z mieszkańcami, czy już tylko nadaje komunikaty?

::addons{"type":"only-with-us","color":"black"}

::event{"type":"portrait","item":"159"}

SPÓR WYBUCHŁ NA SESJI

Podczas obrad temat poruszył radny Krzysztof Kozłowski. Zwraca uwagę, że do mieszkańców docierały sygnały o blokowaniu komentarzy na gminnym Facebooku i że nie można wszystkich wypowiedzi traktować jednakowo.

Komentarze niektóre są dobre, niektóre są złe, ale moim zdaniem mieszkańcy też mają prawo się wypowiedzieć – mówi radny.

Jeszcze ostrzej występował później Marek Jędrzejewski, były radny gminy Damnica, który kilka miesięcy wcześniej stracił mandat po stwierdzeniu naruszenia zakazu prowadzenia działalności gospodarczej na mieniu gminy. To właśnie on najmocniej atakował decyzję o zablokowaniu komentarzy i domagał się jasnej odpowiedzi, kto za nią odpowiada.

Gorsze jest to, że blokujecie możliwość wypowiadania się mieszkańcom – ocenia. – Chciałbym zapytać o zasady moderowania profili gminnych i jednostek podległych. W ostatnim czasie pojawiły się sytuacje usuwania komentarzy, blokowania możliwości ich dodawania, a nawet usuwania ze znajomych czy tam obserwujących – mówi podczas sesji.

Jędrzejewski pyta, kto odpowiada za prowadzenie tych profili, kto podejmuje decyzje o usuwaniu komentarzy oraz czy istnieją jasne zasady określające, kiedy komentarz może zostać usunięty. Dopytuje też, czy mieszkańcy mogą liczyć na to, że krytyczne, ale merytoryczne opinie nie będą eliminowane.

GMINA TŁUMACZY SIĘ WULGARYZMAMI

Na te zarzuty odpowiada wicewójt Paweł Lewandowski. Tłumaczy, że ograniczenie komentowania było reakcją na wpisy, które pojawiały się głównie w weekendy, gdy urząd nie był w stanie stale kontrolować tego, co działo się pod publikacjami.

W ostatnim czasie dość często, szczególnie w godzinach wieczornych z piątku na sobotę i z soboty na niedzielę, pojawiały się treści bardzo wulgarne ze słowami obraźliwymi – wyjaśnia. – Zdecydowaliśmy, żeby ograniczyć komentarze pod poszczególnymi artykułami, żeby nie narażać czytelników na tego rodzaju wulgarne wpisy – dodaje.

Takie wyjaśnienia nie uspokoiły jednak sali. Marek Jędrzejewski nie zadowalał się ogólnymi deklaracjami i domagał się wskazania konkretnych osób odpowiedzialnych za decyzję.

Nie możecie twardo powiedzieć, że tak, ja jestem za to odpowiedzialny, ja prowadzę profil gminy, ja podjąłem decyzję albo my podjęliśmy decyzję o blokowaniu komentowania zdjęć – mówi.

W odpowiedzi wicewójt uznaje sposób prowadzenia tej dyskusji za niedopuszczalny.

Z całym szacunkiem, ale ta postawa jest nie do zaakceptowania. Pan nie jest tu od wyznaczania, kto i na co będzie odpowiadał – stwierdza Paweł Lewandowski.

Do rozmowy włącza się też radca prawny gminy Maciej Pryputniewicz, który przypomina formalne zasady zadawania pytań podczas sesji.

Tego typu sytuacje ustawa o samorządzie gminnym i statut reguluje i mówi o tym, że radni mogą zadawać pytania i interpelacje – wyjaśnia.

Formalne pouczenia nie rozwiązały jednak istoty problemu. W tle pozostawało bowiem pytanie znacznie poważniejsze niż sam porządek sesji: czy oficjalny profil gminy ma być miejscem publicznej debaty, czy tylko jednostronnym narzędziem informacyjnym?

WÓJT PRZYZNAJE, ŻE BLOKADA MOŻE NIE BYĆ OSTATECZNA

Po sesji do sprawy odniósł się również wójt Paweł Obert. W rozmowie przyznaje, że rozumie mieszkańców, którzy chcą wypowiadać się pod publikacjami gminy, ale zaznacza, że problemem nie była sama krytyka, tylko charakter części wpisów.

Ja też tak podchodzę do tej rzeczy. Może nie z przymrużeniem oka, ale rozumiem osoby, które chcą się wypowiedzieć i jak najbardziej to szanuję – mówi wójt. – Nie chodzi o to, czy sprzyjające, czy niesprzyjające, bo to jest jedna sprawa, ale tam się pojawiały niewłaściwe treści – dodaje.

Jednocześnie wójt daje do zrozumienia, że nie zamierza robić z tej sprawy wojny z mieszkańcami.

Jeszcze analizujemy, bo to też nie jest powód dla mnie, żeby stawać okoniem czy udowadniać swoje racje – dodaje.

Najważniejsza deklaracja pada jednak chwilę później. Z wypowiedzi Pawła Oberta wynika, że obecna blokada nie musi być rozwiązaniem trwałym.

Czy to będzie docelowo odblokowane? Prawdopodobnie tak, tylko że jeszcze może nie w tym momencie – zapowiada wójt.

To była pierwsza tak wyraźna sugestia, że gmina może w przyszłości wycofać się z obecnego rozwiązania.

„MOŻNA SOBIE UDOSTĘPNIĆ I PISAĆ U SIEBIE”

Wójt zwraca też uwagę, że Facebook nie jest obowiązkowym kanałem komunikacji gminy i że mieszkańcy nadal mogą wyrażać swoje opinie w innych miejscach.

Co by się stało, jakby ktoś się dowiedział, że w gminie Damnica w ogóle nie ma Facebooka? – pyta retorycznie.

Dodaje również, że osoby chcące komentować działania gminy mogą udostępnić materiał na własnym profilu i tam publikować swoje uwagi.

Właśnie ten argument najmocniej pokazuje istotę konfliktu. Dla mieszkańców nie chodziło przecież o samą możliwość napisania czegokolwiek w internecie, ale o prawo do zabrania głosu bezpośrednio pod oficjalnym komunikatem gminy, tam gdzie toczy się rzeczywista debata i gdzie ich uwagi widzą odbiorcy samorządowego profilu.

TO JUŻ NIE BYŁ SPÓR O FACEBOOKA, TYLKO O STANDARDY

Sam Paweł Obert przyznaje zresztą, że problem z komentarzami nie brał się znikąd. Wskazuje, że każda informacja o inwestycjach czy działaniach gminy natychmiast wywoływała falę pretensji z innych miejscowości.

Jak napiszemy, że zrobiliśmy coś w tej miejscowości, to dziesięć innych odzywa się zaraz: a czemu nie tu, a czemu nie tam – zauważa.

I właśnie tu zaczynało się sedno całej sprawy. Samorząd przekonywał, że chciał chronić odbiorców przed agresją i wulgaryzmami. Mieszkańcy odpowiadali, że pod hasłem porządkowania dyskusji wycinana była również publiczna krytyka, która w demokratycznym państwie nie jest zagrożeniem, lecz normalnym elementem życia publicznego.

WATCHDOG: WĄTPLIWOŚCI NALEŻY ROZSTRZYGAĆ NA KORZYŚĆ WOLNOŚCI SŁOWA

Na końcu tej historii pojawił się jeszcze głos z zewnątrz. Sprawę komentuje prawnik Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska, Szymon Dubiel. Jego stanowisko nie pozostawia większego pola do swobodnych interpretacji.

Jako Stowarzyszenie Sieć Obywatelska Watchdog Polska stoimy na stanowisku, że organy władz publicznych powinny dążyć do umożliwienia obywatelom pełnej i swobodnej partycypacji w życiu publicznym, a także krzewić debatę publiczną, obejmującą wiele głosów i perspektyw – podkreśla.

Dubiel zaznacza, że jeśli instytucje publiczne korzystają z mediów społecznościowych, to te przestrzenie stają się miejscem debaty publicznej, a więc muszą obowiązywać w nich standardy wynikające z konstytucyjnej wolności słowa.

Jeśli więc instytucje publiczne korzystają z mediów społecznościowych, to te wirtualne przestrzenie stają się miejscem takiej debaty - i organy muszą zachowywać standardy wynikające z art. 54 Konstytucji, dotyczące swobody wypowiedzi i rozpowszechniania informacji – zaznacza.

Przywołuje też wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gdańsku, który wskazał, że korzystanie z mediów społecznościowych przez organy władzy publicznej wspiera aktywność obywatelską, a nadmierne blokowanie kont użytkowników może ograniczać debatę publiczną oraz prawnie dopuszczalną krytykę.

Według Watchdoga w Polsce nadal brakuje jasnych przepisów regulujących sposób korzystania przez instytucje publiczne z mediów społecznościowych. To jednak nie oznacza, że urzędy mogą działać dowolnie.

W naszej ocenie korzystanie z mediów społecznościowych przez instytucje publiczne powinno być uregulowane w przepisach prawa, aby jasno i jednoznacznie wyznaczyć uprawnienia i obowiązki organów w tym zakresie – ocenia Szymon Dubiel.

Jednocześnie wskazuje rozwiązanie, które mogłoby ograniczyć podobne spory.

Istnieją jednak dobre praktyki, które mogą ograniczyć niejasności - zachęcamy więc do tworzenia i publikowania regulaminów korzystania z mediów społecznościowych przez organy władzy. W szczególności zawarcie w regulaminie, co może być podstawą zablokowania oraz jak się można od niego odwołać, mogłoby istotnie wpłynąć na standard komunikacji przez gminę. Dzięki temu obywatele mieliby jasne i przejrzyste wytyczne komunikacyjne – podkreśla.

Dubiel nie ma też wątpliwości, jak należy patrzeć na granicę między moderacją a tłumieniem krytyki.

Nie sposób określić jakiejś obiektywnej granicy między moderacją a tłumieniem krytyki, należy to ocenić w zależności od konkretnej wypowiedzi. Uważam jednak, że z uwagi na wagę swobody debaty publicznej jako jednego z fundamentów demokratycznego państwa prawa, wątpliwości należy rozstrzygać na korzyść wolności słowa; a transparentne i konsekwentnie utrzymywane zasady mogą ograniczyć zarzuty arbitralności – zaznacza.

Na koniec przypomina, że mieszkaniec w takiej sytuacji nie jest bezradny.

Niezależnie od powyższego warto pamiętać, że zablokowanie obywatela w mediach społecznościowych gminy może być przedmiotem skargi do Rady, bądź wniosku do wójta o odblokowanie – dodaje.

Dziś w tej sprawie nie chodzi już tylko o kilka obraźliwych wpisów z weekendu. Chodzi o to, czy gmina chce mieć mieszkańców, którzy mogą reagować, czy jedynie odbiorców, którzy mają czytać i milczeć. Wójt przyznaje, że obecna blokada może zostać w przyszłości zniesiona.

::news{"type":"see-also","item":"11195"}

::addons{"type":"only-with-us","color":"black"}

 

Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
Nie przegap żadnego newsa, zaobserwuj nas na
GOOGLE NEWS
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu hej.slupsk.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

Nowoczesne radiostacje trafiły do 7 Pomorskiej Brygady

Jak się nie usłyszą to się chociaż zobaczą z tą 2 metrową anteną!!! Masakra jeszcze białą chustę niech na niej zawieszą, faktycznie nowoczesny sprzęt.

Jon

07:58, 2026-04-18

Tragedia w Kępicach. Śledczy ujawniają ustalenia

Zgadzam się z poprzednikiem. Dziecko zostało osierocone a oni jeszcze chcą zabrać matkę bo mieli wypadek, niesamowite... Taka trauma a prawo swoje, im raczej już wystarczy kłopotów...

Grzesiu

21:12, 2026-04-16

Paweł Szewczyk - strażnik interesów Rady?

To nie jest kwestia opinii. To jest kwestia prawa potwierdzona orzecznictwem. W Statucie Miasta Słupska jest zapis, że przewodniczący "reprezentuje Radę na zewnątrz". Problemem jest to, że zapis nie daje dowolności interpretacyjnej. Sąd administracyjny w tej sprawie jest jednomyślny. Wyrok WSA w Gliwicach (IV SA/Gl 396/08) wskazał wprost, że przewodniczący nie ma uprawnień wykraczających poza ustawę, zaś statut nie może rozszerzać jego kompetencji. O tym samym mówi linia nadzorcza i orzecznicza: uprawnienia przewodniczącego muszą wynikać z ustawy, a nie z DOWOLNEJ INTERPRETACJI STATUTU!!! Ustawa mówi jednoznacznie: - organizuje pracę rady - prowadzi obrady I nic więcej!!!! Sądy też podkreślają, że reprezentacja na zewnątrz w sensie działania jednostki samorządu należy do organu wykonawczego (czyli prezydenta), a nie do przewodniczącego rady! To prowadzi tylko do jednego wniosku: "NIE MA UCHWAŁY - NIE MA STANOWISKA RADY!!!" Rada wypowiada się wyłącznie przez: - uchwały - stanowiska - rezolucje - apele (Coś pominąłem Pawle?) Rolą przewodniczącego jest: - informowanie o sesji - komunikaty organizacyjne ale przedstawianie własnych ocen, narracji czy interpretacji jako głos rady NIE MA PODSTAWY PRAWNEJ!!! PODKREŚLAM!!! To nie jest kwestia sporu personalnego! To jest kwestia, czy przestrzegamy zasad działania organu kolegialnego?! Bo jeśli jedna osoba zaczyna mówić w "imieniu Rady" bez uchwały, to przestaje działać jako organ, a zaczyna działać jako JEDNOOSOBOWA INTERPRETACJA PRAWA!!! A na to - zgodnie z orzecznictwem - po prostu NIE MA ZGODY!!!!

Robert Chomicki

19:28, 2026-04-16

Słupsk: Umowa na Fundusze Szwajcarskie PODPISANA!

Raczej zazielenianie. Wystarczy przeczytać.

Kiwi

11:38, 2026-04-15

0%