Gdy służby weszły do jednego z mieszkań w Słupsku, było już za późno. Przywiązany do krzesła pies leżał bez sił, skrajnie wycieńczony i wymagający natychmiastowej pomocy. Mimo walki o jego życie Wojtuś zmarł kilka godzin później. Teraz sprawą zajmują się policja i wkrótce prokuratura.
Interwencję przeprowadzili wspólnie inspektorzy OTOZ Animals, policjanci oraz strażacy. Wszystko po sygnałach, że zwierzę od dłuższego czasu może być ofiarą znęcania. Według relacji świadków oraz nagrań, do których dotarli społecznicy, pies miał być wyprowadzany w sposób budzący poważne zastrzeżenia.
To, co zastano po wejściu do mieszkania, wstrząsnęło nawet osobami, które na co dzień uczestniczą w podobnych interwencjach.
– Pies był przywiązany do krzesła. Leżał bez reakcji na bodźce. Bez walki. Bez nadziei. Skrajnie niestabilny. W stanie, który wymaga natychmiastowej pomocy weterynaryjnej – relacjonowali przedstawiciele OTOZ Animals Słupsk.
Zwierzę zostało natychmiast przewiezione do lecznicy. Ratownicy robili wszystko, by uratować jego życie. Organizm psa był jednak skrajnie wyniszczony.
Policjanci, którzy pojawili się na miejscu po zgłoszeniu, podjęli decyzję o wejściu do mieszkania przy pomocy strażaków. W trakcie prowadzonych działań do lokalu wróciła właścicielka czworonoga. Ze względu na jego stan pies został odebrany przez organizację zajmującą się ochroną zwierząt.
- Policjanci z Komisariatu Policji I w Słupsku prowadzą w tej sprawie postępowanie z art. 35 ustawy o ochronie zwierząt. Za to przestępstwo grozi kara nawet do 5 lat pozbawienia wolności - poinformowała asp. szt. Kamila Koszałka.
Kilka godzin później nadeszła wiadomość, której wszyscy obawiali się od początku. Wojtuś nie przeżył. Badania wykazały skrajną niewydolność wątroby, trzustki i serca. Miał wysoką gorączkę, a jego organizm był tak wycieńczony, że nie był już w stanie walczyć.
– „Nie miał już mięśni. Był cieniem psa. Cieniem życia” – napisali społecznicy.
Najbardziej poruszające są jednak słowa, które pojawiły się po jego śmierci. Słowa ludzi, którzy przyjechali za późno, by odmienić całe jego życie, ale wystarczająco wcześnie, by nie odchodził samotnie.
– „Nie zdążyliśmy pokazać Mu normalnego świata. Nie zdążyliśmy dać Mu spokojnego snu na miękkim posłaniu. Nie zdążyliśmy nauczyć Wojtusia, że ręka człowieka może oznaczać miłość, a nie strach” – napisali przedstawiciele OTOZ Animals.
Działacze zapowiadają, że historia Wojtusia nie zakończy się wraz z jego śmiercią. Sprawa ma trafić do prokuratury, a osoby odpowiedzialne za doprowadzenie zwierzęcia do takiego stanu mają zostać pociągnięte do odpowiedzialności.
– Bo byłeś ważny. Bo cierpiałeś. Bo zasługiwałeś na cały świat – pożegnali Wojtusia jego ratownicy.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu hej.slupsk.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz
Wypadek na DK6 w Żochowie. Nie żyje 72-latka!
Proszę rodzinę osoby zmarłej o kontakt - przekażę przydatne informacje tel.: 783 903 941
DOMINIK K
14:08, 2026-05-26
Cicha umowa nad wodą. Starosta “oddał” jezioro
Ciekawe żeczy się dzieją
Wędkarz
21:03, 2026-05-20
Słupsk: 2,5-letnia Róża umierała w męczarniach
Biedna dziewczynka, łzy same cisną się do oczu. Jak można krzywdzić bezbronne, niewinne dziecko czy zwierzę? Jak można świadomie sprawiać ból zamiast chronić i otoczyć opieką?
High
23:16, 2026-05-19
Jerzakowie z udziałami, rektor bez kluczy
90-letni starzec ubzdurał sobie, że będzie wszystkim rządził jak swoją prywatną działalnością. Zadłużał, nie płacił, a pracowników traktował jak niewolników. I nagle świat się zawalił, bo ktoś chce pomóc uczelni i ją uratować. Prawdziwy skandal.
Anonim
10:35, 2026-05-19