Słupska codzienność potrafi być zaskakująco hojna. Wystarczy wsiąść do autobusu, przyłożyć telefon do falomatu i pojechać. Bez biletu w kieszeni, bez papierka, bez nerwowego sprawdzania kasownika. Według radnego Adama Sędzińskiego – także opłaty.
– Kasując bilet w falomacie, nigdy jeszcze za przejazd nie zapłaciłem. Ostatnio robiłem to trzy dni temu. Zapłacę chętnie. Tylko dajcie mi taką możliwość, jeżeli ten system działa, ale on nie działa.
To zdanie, wypowiedziane na sesji, brzmi jak pointa z kabaretu o „darmowej komunikacji” w Słupsku. Tylko że to nie skecz. To rozmowa o publicznych pieniądzach, umowie powierzenia i systemie, który miał porządkować opłaty, a w oczach części radnych i pasażerów wprowadził nową formę chaosu.
W całej tej historii najbardziej przewrotne jest to, że „darmowe” przejazdy nie wyglądają jak kombinowanie. Nikt nie przeskakuje przez barierki, nikt nie udaje, że „zapomniał portfela”. Pasażer robi dokładnie to, do czego go zachęcono: przykłada telefon. System ma policzyć i pobrać należność. Jeśli nie pobiera – pasażer często nawet nie wie, czy to błąd, opóźnienie, czy „prawidłowe działanie”.
To już nie jest spór o wygodę aplikacji. To rozmowa o konstrukcji, w której uczciwość staje się kłopotliwa, a reklamacja – wysiłkiem wykonywanym wbrew własnemu interesowi. I o tym, że miasto może nie widzieć skali problemu, bo problem… jest korzystny dla użytkownika.
Sędziński wchodzi w temat od strony liczb.
– Ze sprzedaży biletów mamy około 13 milionów zaplanowanych na następny rok złotych. Koszt komunikacji to ok. 37 milionów - wylicza.
Jeśli system nie pobiera opłat, te 13 milionów może okazać się „na papierze”, a różnicę trzeba będzie pokryć z budżetu miasta. Wtedy pojawia się słowo, które na sesjach działa jak zimny prysznic: rekompensata. Bo komunikacja musi jeździć nawet wtedy, gdy wpływy z biletów spadają.
Radny stawia pytanie – czy brak wpływów z FALI przełoży się na większą dopłatę z pieniędzy mieszkańców?
Prezydent Krystyna Danilecka-Wojewódzka nie pudruje tematu. Przyznaje, że miasto nie jest zadowolone z systemu.
– Nie jesteśmy usatysfakcjonowani z tego systemu. Nie tak sobie wyobrażaliśmy jego działanie.
I dodaje coś, co ma brzmieć jak usprawiedliwienie, ale jest też sygnałem, że problem jest szerszy.
– Jesteśmy w jednej drużynie ze wszystkimi innymi miastami.
Tyle że pasażer, który jedzie „za darmo”, nie myśli o drużynach. Myśli o tym, że jego przejazd właśnie się odbył, a aplikacja nic nie pobrała.
W tle dyskusji pojawia się operator systemu – InnoBaltica. Wiceprezydent Marta Makuch tłumaczy mechanizm miasta: firma raportuje, miasto może mieć uwagi, ale jeśli brak jest zgłoszeń, trudno wstrzymywać płatności za usługę.
– Jeżeli nie mamy zgłoszeń od użytkowników tej usługi, poprzez chociażby składane reklamacje, trudno nam jakkolwiek nie wypłacać pieniędzy za usługę.
I tu wraca paradoks tej historii: jeśli błąd systemu daje ludziom darmowe przejazdy, liczba reklamacji naturalnie nie rośnie. A jeśli nie rośnie – miasto ma mniej argumentów do twardego rozliczania wykonawcy.
W całym zamieszaniu radna Renata Stec próbuje uspokoić tych, którzy nie korzystają z aplikacji lub nie mają odpowiednich telefonów. Chodzi o to, by w mieście nie poszła w świat plotka, że „tylko FALA i koniec”.
– Uspokójmy mieszkańców, bo gdzieś tam jest w przestrzeni, że tylko system FALA i koniec kropka.
Ta część dyskusji jest jak przyznanie, że nowoczesność może się zacinać, ale stary bilet – nawet jeśli mniej wygodny – działa zawsze.
Punkt wyjścia jest komiczny: jedziesz, przykładasz telefon, nie płacisz. Kropka. Tylko że finał już nie jest zabawny, bo dotyczy mechanizmu finansowania komunikacji.
Słupsk ma dziś system, który miał pobierać opłaty sprawnie, a według radnego – potrafi zamienić przejazd w darmowy kurs. Jeśli tak jest, pytanie nie brzmi już „czy pasażer zapłaci”. Pytanie brzmi: kto dopłaci?
[ZT]6762[/ZT]
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu hej.slupsk.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz
Chirurgia w Słupsku POD LUPĄ. Pacjenci pytają
Droga Pani nie chodzi o pieniądze. Ryba psuje się od głowy i w tym przypadku również tak jest. Wszystko zepsuł zarząd szpitala i nadal to robi, twierdząc że wszystko jest pod kontrolą. Są to kłamstwa, bo w tym miejscu nic nie jest pod kontrolą, a obecny ordynator bierze 4 doby pod rząd ponieważ nie ma komu pracować. Proszę się zainteresować tematem ze J.F o którym było tak głośno znów wraca do szpitala, bo Pani prezesa wszystko potrafi zanieść pod dywan. Zostało zwolnionych dużo pracowników z powodu „cięcia kosztów” a były ordynator dostaje 450tys odprawy. To o czym my rozmawiamy ..
Były pracownik.
18:58, 2026-02-16
Wieloletnia kierowniczka MOPR oskarża: „Zniszczyli mni"
Wytrwałości p. Iwono, proszę nie odpuszczać. Ten smród spod kołderki śmierdzi coraz bardziej.
ttt
16:37, 2026-02-16
Słupscy REKORDZIŚCI z długami
A czemu my mamy odpowiadać za kogoś jak ktoś nie płaci czynszu ja płacę
Jola
16:38, 2026-02-15
Chirurgia w Słupsku POD LUPĄ. Pacjenci pytają
Jak nie wiadomo o co chodzi ( odejście lekarzy chirurgów) to chodzi o .... pieniądze . Poszli tam gdzie dostali więcej
Grace Mary
12:07, 2026-02-15