Wiadomości

Zamknij

Dodaj komentarz

KRYZYS w MZK Słupsk: Między „kabaretem” a widmem upadku

Wojciech Nowicki Wojciech Nowicki 07:00, 04.01.2026 Aktualizacja: 19:39, 03.01.2026
Skomentuj KRYZYS w MZK Słupsk: Między „kabaretem” a widmem upadku FOT. MATERIAŁY PRASOWE

​Sytuacja w Miejskim Zakładzie Komunikacji w Słupsku przestała być lokalnym sporem o podwyżki, stając się pełnowymiarowym kryzysem wizerunkowym i operacyjnym. 

Na naszych oczach ścierają się dwie skrajne wizje rzeczywistości. Z jednej strony mamy związkowców mówiących o rozpaczy i celowym demontażu spółki, z drugiej – zarząd i ratusz, które bronią swoich działań, nazywając je niezbędną optymalizacją. W tle tej batalii są pasażerowie, skazani na niepewność i tabor, który – według alarmujących relacji – dawno powinien przejść na emeryturę.

​Nominacja, która podzieliła załogę

​Zalążki obecnego konfliktu sięgają połowy 2024 roku, kiedy to ówczesna prezes Anna Szabłowińska zapowiedziała wzmocnienie struktur o eksperta ds. elektromobilności. Do zarządu dołączył Rafał Zieliński, który ostatecznie w kwietniu 2025 roku przejął stery w firmie, spychając Szabłowińską na stanowisko wiceprezesa. Z perspektywy Zakładowej Rady Kierowców ta zmiana była punktem zwrotnym. Przewodniczący związku, Piotr Wanowski, opisuje moment nominacji jako wydarzenie, o którym załoga dowiedziała się z mediów, co od początku pogrzebało szanse na partnerski dialog.

​Największym punktem zapalnym okazały się pieniądze. W maju 2025 roku, gdy kierowcy żądali 900 zł brutto podwyżki, zarząd zaproponował zaledwie 1% wzrostu wynagrodzenia.

- ​Jest to niezwykle arogancki i upokarzający ruch. Kierowcy odebrali to jako policzek – ocenia Piotr Wanowski.

​Wspomniane 1% przekładało się na kwotę zaledwie 55–57 złotych brutto, co w zestawieniu z remontami biur zarządu i zatrudnianiem nowej kadry dyrektorskiej wywołało wściekłość załogi. Choć późniejsze negocjacje przyniosły ofertę 400 złotych od 2026 roku, dla wielu pracowników była to propozycja spóźniona.

​Linia obrony: 18 milionów przychodu i błędy formalne

​Zarząd spółki, na czele z prezesem Zielińskim, konsekwentnie budował inny obraz sytuacji. Według oficjalnych wyjaśnień powołanie drugiego członka zarządu nie podniosło kosztów, a wynagrodzenia kierownictwa pozostały niezmienione. Jedyna korekta płacowa (376,50 zł brutto) dotyczyła nowo utworzonego stanowiska dyrektora operacyjnego, który nadzoruje stację paliw, myjnię i wynajem – segment generujący ponad 18 milionów złotych przychodu rocznie.

​Prezes Zieliński odnosił się również do zarzutów o złą atmosferę, tłumacząc rotację kadr zmianą pokoleniową i trendami rynkowymi. Jednak to, co zarząd nazywa dbałością o standardy – czyli noty obciążeniowe dla kierowców za stłuczki (łącznie 27 decyzji do listopada 2025 r.) – pracownicy widzą jako formę represji. Gdy do akcji wkroczyła Komisja Rewizyjna, pisząc o „chaosie organizacyjnym”, ratusz przeszedł do kontrataku. Sekretarz Tomasz Czuczak w ostrych słowach skrytykował rzetelność kontrolerów, zarzucając im przekroczenie uprawnień oraz rażące błędy formalne.

​Techniczna agonia i kontrowersyjny outsourcing

​Kryzys osiągnął apogeum jesienią 2025 roku. W październiku, z powodu fali zachorowań i braku około 12 kierowców, MZK musiało odwołać dziesiątki kursów. Sytuacja była tak dramatyczna, że zarząd rozważał wysłanie za kółko pracowników administracyjnych posiadających uprawnienia.

​Prawdziwym wstrząsem była jednak decyzja o oddaniu obsługi nowej linii nr 11 do Bolesławic zewnętrznemu przewoźnikowi – PKS-owi. Prezydent miasta tłumaczyła to brakiem wolnych mocy przerobowych w MZK, ale dla radnych to niebezpieczny precedens. Spółka płaci rekordowe kary za niezrealizowane kursy – w 2025 roku kwota ta wzrosła do 53 tysięcy złotych, podczas gdy rok wcześniej wynosiła zaledwie 3 tysiące.

- ​To wstyd dla miasta, że własna spółka miejska nie jest w stanie obsłużyć nowej linii na terenie miasta – grzmieli radni podczas obrad.

​Nagła dymisja i pytania o przyszłość

​Finał tego etapu konfliktu przyniósł niespodziewaną dymisję prezesa Rafała Zielińskiego w grudniu 2025 roku. Choć oficjalnie powody odejścia nie zostały podane, prezes zamierza kierować spółką tylko do końca marca 2026 roku. Mimo odejścia szefa problemy MZK nie zniknęły. Stan techniczny floty – autobusy z przebiegami blisko miliona kilometrów oraz awaryjne „elektryki” – wciąż budzi przerażenie kierowców i pasażerów. Bez radykalnej poprawy płac, która zniweluje 800-złotową różnicę względem zarobków w PKS, „duma Słupska” może trwale ustąpić miejsca zewnętrznym firmom.

::news{"type":"see-also","item":"1118"}

Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
Nie przegap żadnego newsa, zaobserwuj nas na
GOOGLE NEWS
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu hej.slupsk.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

Tragedia w Kępicach. Śledczy ujawniają ustalenia

Zgadzam się z poprzednikiem. Dziecko zostało osierocone a oni jeszcze chcą zabrać matkę bo mieli wypadek, niesamowite... Taka trauma a prawo swoje, im raczej już wystarczy kłopotów...

Grzesiu

21:12, 2026-04-16

Paweł Szewczyk - strażnik interesów Rady?

To nie jest kwestia opinii. To jest kwestia prawa potwierdzona orzecznictwem. W Statucie Miasta Słupska jest zapis, że przewodniczący "reprezentuje Radę na zewnątrz". Problemem jest to, że zapis nie daje dowolności interpretacyjnej. Sąd administracyjny w tej sprawie jest jednomyślny. Wyrok WSA w Gliwicach (IV SA/Gl 396/08) wskazał wprost, że przewodniczący nie ma uprawnień wykraczających poza ustawę, zaś statut nie może rozszerzać jego kompetencji. O tym samym mówi linia nadzorcza i orzecznicza: uprawnienia przewodniczącego muszą wynikać z ustawy, a nie z DOWOLNEJ INTERPRETACJI STATUTU!!! Ustawa mówi jednoznacznie: - organizuje pracę rady - prowadzi obrady I nic więcej!!!! Sądy też podkreślają, że reprezentacja na zewnątrz w sensie działania jednostki samorządu należy do organu wykonawczego (czyli prezydenta), a nie do przewodniczącego rady! To prowadzi tylko do jednego wniosku: "NIE MA UCHWAŁY - NIE MA STANOWISKA RADY!!!" Rada wypowiada się wyłącznie przez: - uchwały - stanowiska - rezolucje - apele (Coś pominąłem Pawle?) Rolą przewodniczącego jest: - informowanie o sesji - komunikaty organizacyjne ale przedstawianie własnych ocen, narracji czy interpretacji jako głos rady NIE MA PODSTAWY PRAWNEJ!!! PODKREŚLAM!!! To nie jest kwestia sporu personalnego! To jest kwestia, czy przestrzegamy zasad działania organu kolegialnego?! Bo jeśli jedna osoba zaczyna mówić w "imieniu Rady" bez uchwały, to przestaje działać jako organ, a zaczyna działać jako JEDNOOSOBOWA INTERPRETACJA PRAWA!!! A na to - zgodnie z orzecznictwem - po prostu NIE MA ZGODY!!!!

Robert Chomicki

19:28, 2026-04-16

Słupsk: Umowa na Fundusze Szwajcarskie PODPISANA!

Raczej zazielenianie. Wystarczy przeczytać.

Kiwi

11:38, 2026-04-15

Tragedia w Kępicach. Śledczy ujawniają ustalenia

Straciła panowanie nad pojazdem i niestety skutki są tragiczne Ale żeby wiezienie?? I tak już jej ciężko będzie żyć ze świadomością że mąż nie żyje Przecież nie zrobiła tego specjalnie,nie powinno to kończyć się więzieniem Nieumyślne,to samo mówi za siebie

Ja

07:16, 2026-04-15

0%