Maciej Kobyliński to człowiek-instytucja. Przez wiele lat zasiadał w fotelu prezydenta Słupska, a jego życie to gotowy materiał na pasjonującą opowieść. Właśnie wydał swoją trzecią książkę, w której dzieli się wspomnieniami, kuluarami władzy i refleksjami na temat otaczającej nas rzeczywistości. Z wielką werwą opowiada o swojej miłości do urokliwej Łupawy, surowo ocenia współczesną politykę samorządową i zdradza, jak kiedyś budowało się relacje z największymi rekinami lokalnego biznesu. Zapraszamy na obszerny wywiad, w którym nie brakuje trudnych tematów i zaskakujących anegdot.
::addons{"type":"only-with-us", "color":"black"}
Panie prezydencie, wydał pan kolejną książkę. Z tego co wiem, to publikacja o panu, o pańskich rządach. Proszę o streszczenie dla tych, którzy jeszcze po nią nie sięgnęli.
To jest moja trzecia książka. Przypomnę, że pierwsza to było "Księstwo Słupskie". Rozeszła się dosłownie jak świeże bułki, żałuję, że zrobiłem tylko 400 egzemplarzy. Już dawno nie mam nawet swojego, bo wyrywano mi je z rąk, a szkoły używają jej jako ciekawostki, bo mało kto wie, że dawne Księstwo Słupskie sięgało od rzeki Łeby aż do Odry. Druga książka to "Łupawa Moja Miłość". Anegdotycznie powiem, że kiedy jedna pani ją przeczytała, zapytała mnie, czy chcę, żeby mnie w tej Łupawie pochowano. Odparłem, że grób mam już od dawna wykupiony w Słupsku, a pani niedokładnie czytała. Najbardziej bowiem kocham rodzinę, potem Słupsk, a dopiero na trzecim miejscu jest Łupawa, która po prostu łapie się na podium.
Najnowsza publikacja nosi tytuł nawiązujący do słynnego przeboju.
Tak, "My Way", czyli "Moja Droga". Bardzo lubię tę piosenkę, szczególnie w wykonaniu Sinatry. Żartobliwie kazałem ją nawet grać na swoim pogrzebie. Wiadomo, jak ma się 82 lata, to ile jeszcze można żyć? Oczywiście to też żart, ale książka podsumowuje bardzo wiele. Piszę w niej o całym życiu, nie tylko o prezydenturze. Znajdziecie tam osobne rozdziały o moich rodzicach w czasie okupacji, o rodzeństwie i o naszych korzeniach. Udało mi się cofnąć do osiemnastowiecznej Wielkopolski. Piszę też o pewnym Macieju z Kobylina, który, co ciekawe, był nauczycielem samego Mikołaja Kopernika.
Słupskowi poświęcił pan ogromną część swojego życia zawodowego?
Zgadza się. Przepracowałem tu 45 lat, mimo intratnych propozycji z Warszawy czy Poznania. Jestem stworzony na miarę Słupska. Zaczynałem w 1969 roku. Najpierw, po skończeniu prawa w Poznaniu i aplikacji sędziowskiej, byłem radcą prawnym w słupskim PKS-ie. Później zostałem najmłodszym wicedyrektorem Wydziału Komunikacji Urzędu Wojewódzkiego, dyrektorem WPK, wreszcie prezydentem miasta, a w międzyczasie radnym i wojewodą. Moją wieloletnią prezydenturę zakończyłem, mając 70 lat, bo byłem już po prostu zmęczony.
I wtedy na dobre osiadł pan w Łupawie? Skąd się w ogóle wzięła ta miejscowość w pana życiu?
Poznałem Łupawę jako dwudziestojednoletni chłopak, gdy przyjechaliśmy tam bryczką z ojcem. Zachwyciła mnie. Wiele dekad później, gdy byłem prezydentem, nadarzyła się okazja kupienia dawnego parku. Budynku już nie było, została tylko dziura w ziemi po przepięknym, siedemnastowiecznym barokowym pałacu. W tym samym miejscu, dokładnie na obrysie dawnych fundamentów, wybudowałem dom – taki typowy polski dwór, choć ludzie potocznie mówią na to pałac. Dziś to nasze wielopokoleniowe gniazdo. Mieszkam tam ja, mój syn, synowa i wnuki. Jakiś czas temu napisałem dla mojego wnuczka wiersz, który zakończyłem słowami: "Niech los ci będzie łaskawy i nie sprzedawaj Łupawy". Mam nadzieję, że weźmie to sobie mocno do serca.
Obserwuje pan dzisiejszy Słupsk z pewnego dystansu. Jak pan ocenia obecne zarządzanie miastem i Radę Miejską?
Nie powinienem się źle wypowiadać o aktualnej władzy, a za dobrze niestety mówić nie mogę. Kiedy odchodziłem, chciałem, żeby prezydentem został mój ówczesny zastępca, ale wybory wygrał Robert Biedroń. Zrobił on bardzo dużo zła w ratuszu – preferował swoich, masowo wyrzucał doświadczonych dyrektorów i likwidował wydziały. Z kolei z obecną panią prezydent, którą znam od lat siedemdziesiątych, wiązałem ogromne nadzieje, ale okazały się one w praktyce płonne. Największym błędem obecnych władz jest brak kierunkowego wykształcenia. Za moich czasów zatrudniałem na stanowiskach wiceprezydentów doświadczonych inżynierów i budowlańców. Dziś inwestycje prowadzone są tak, że z braku fachowców mamy do czynienia z olbrzymimi wpadkami, jak pomyłka o 80 milionów złotych przy budowie kolejnego etapu ringu. Nawet zazwyczaj potulna Rada Miejska powoli już tego nie wytrzymuje.
Jeśli mówimy o inwestycjach infrastrukturalnych, nie sposób pominąć gorącego tematu dróg ekspresowych. Jak pan widzi układ komunikacyjny w naszym regionie?
Od lat nie mamy dobrego, bezpośredniego połączenia ze wschodem i południem. Ustka i Słupsk bezwzględnie powinny być skomunikowane z Bydgoszczą. Uważam, że nowa droga ekspresowa na południe powinna być poprowadzona w kierunku Szczecinka, a odnoga w stronę Bydgoszczy powinna iść przez Bytów, a nie przez Miastko. Bytów to rozwinięta stolica powiatu z wielkim potencjałem gospodarczym. Cieszy nas oczywiście budowa nowej S6, choć mam żal, że poprowadzono ją tak daleko od starej trasy, co wymaga budowy niesamowitej liczby wiaduktów. Gdyby szła bliżej starej szóstki, byłoby znacznie taniej. Z punktu widzenia mieszkańca gminy Potęgowo będę musiał i tak nadkładać drogi, ale najważniejsze, że zyskamy sprawny łącznik komunikacyjny z Trójmiastem i Szczecinem.
Wspomniał pan o Bytowie. Zawsze miał pan świetne relacje z wielkim biznesem, w tym również z lokalnymi gigantami.
Znałem i bardzo lubiłem nieodżałowanego Leszka Gierszewskiego, prezesa Drutexu. Bytów dzięki jego firmie stał się znany i bogaty. Niestety, w rodzinie pojawiły się ogromne niesnaski. Uważam jednak, że zachowali się bardzo nieładnie wobec twórcy tej potęgi. Cieszę się jednak, że dziś firma pod rządami pani Kamili radzi sobie świetnie. Co do samego biznesu w Słupsku, zawsze wyznawałem zasadę, że władza przede wszystkim nie może przedsiębiorcom przeszkadzać. Wiedziałem, że to biznesmeni są producentami pieniędzy i to z ich podatków się utrzymujemy. Gigantów formatu świętej pamięci Waldemara Pawlaka z Plastboxu, pana Dębowskiego z firmy Dom Plast i innych przyjmowałem w ratuszu zawsze od ręki. Dziś też mamy się kim chwalić. Pięknie rozwija się firma Perla w Głobinie, a absolutnym patriotą lokalnym jest Sławomir Gojdź, właściciel Pauli i Kaiser Patisserie. Inwestuje u nas olbrzymie pieniądze i dba o miasto jak mało kto.
Na rozwój Słupska wpływ mają też politycy centralni. Uważa pan, że posłowie odpowiednio walczą o nasz region?
Wbrew temu, co mogłoby się wydawać, bardzo dobrze oceniam Zbigniewa Konwińskiego z PO. To świetnie, że mamy kogoś ze Słupska na tak wysokim stanowisku jak przewodniczący klubu rządzącej partii. Rozumiem, że nie ma zbyt wiele czasu na bywanie na miejscu, ale to, co może, to dla Słupska załatwia. Trzeba też obiektywnie przyznać, że bardzo dużo pieniędzy i inwestycji w poprzedniej kadencji ściągnął do nas Piotr Müller z PiS. Zdecydowanie słabiej na tym polu wypada senator Kleina, z którym wprawdzie łączą nas kaszubskie korzenie, ale on znacznie mocniej angażuje się w sprawy swojej Łeby niż Słupska.
Na zakończenie zapytam, gdzie można nabyć pańską najnowszą książkę i czego życzy pan Słupskowi na kolejne dekady?
Książki sprzedaję zazwyczaj osobiście podczas spotkań promocyjnych – to zawsze świetna okazja, by zdobyć autograf. Można je też dostać w słupskim "Cepelinie" oraz w księgarni "Ziemi Słupskiej" u zbiegu ulic Tuwima i Starzyńskiego. A moje życzenia dla miasta? Przede wszystkim, by przestało się wyludniać. Choć obiektywnie trzeba zaznaczyć, że wielu słupszczan, tak jak ja, przenosi się po prostu tuż za rogatki, ale całe ich centrum życiowe i praca pozostają tutaj. Marzy mi się również, abyśmy wzorem Darłowa, które nazywa się miastem królewskim, docenili naszą wspaniałą historię. Księstwo Słupskie trwało 111 lat, więc uważam, że najwyższy czas, aby zacząć oficjalnie nazywać Słupsk Miastem Książęcym.
[ZT]2807[/ZT]
::addons{"type":"only-with-us", "color":"black"}
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu hej.slupsk.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz
Słupsk stolicą politycznej debaty. Morawiecki i Horała
Dlaczego propaganda PIS odbywa się na naszej uczelni
Danuta
19:21, 2026-02-20
Chirurgia w Słupsku POD LUPĄ. Pacjenci pytają
Droga Pani nie chodzi o pieniądze. Ryba psuje się od głowy i w tym przypadku również tak jest. Wszystko zepsuł zarząd szpitala i nadal to robi, twierdząc że wszystko jest pod kontrolą. Są to kłamstwa, bo w tym miejscu nic nie jest pod kontrolą, a obecny ordynator bierze 4 doby pod rząd ponieważ nie ma komu pracować. Proszę się zainteresować tematem ze J.F o którym było tak głośno znów wraca do szpitala, bo Pani prezesa wszystko potrafi zanieść pod dywan. Zostało zwolnionych dużo pracowników z powodu „cięcia kosztów” a były ordynator dostaje 450tys odprawy. To o czym my rozmawiamy ..
Były pracownik.
18:58, 2026-02-16
Wieloletnia kierowniczka MOPR oskarża: „Zniszczyli mni"
Wytrwałości p. Iwono, proszę nie odpuszczać. Ten smród spod kołderki śmierdzi coraz bardziej.
ttt
16:37, 2026-02-16
Słupscy REKORDZIŚCI z długami
A czemu my mamy odpowiadać za kogoś jak ktoś nie płaci czynszu ja płacę
Jola
16:38, 2026-02-15