Współpraca na linii miasto-powiat to temat, który od lat budził w Słupsku emocje, zwłaszcza gdy w grę wchodziły publiczne pieniądze. Podczas ostatniej sesji Rady Miejskiej na tapetę wzięto projekt uchwały dotyczący współfinansowania Powiatowego Urzędu Pracy (PUP). Choć z formalnego punktu widzenia sprawa wydawała się czysta – miasto jako powiat grodzki musiało dokładać się do "pośredniaka" – to radni głośno pytali: co z tego mamy?
::addons{"type":"only-with-us", "color":"black"}
Sprawa dotyczy zawarcia porozumienia, na mocy którego Słupsk przekazuje dotację celową powiatowi słupskiemu. Zgodnie z ustawą o rynku pracy, jeśli urząd obsługuje kilka gmin, koszty są dzielone. Teoria brzmi prosto, jednak praktyka budzi wątpliwości samorządowców.
Głos w dyskusji zabiera wiceprzewodnicząca Rady, Anna Rożek, która nie ukrywa, że jej wypowiedź ma charakter bardziej refleksyjny niż pytający. Radna zwraca uwagę na problem braku realnej kontroli miasta nad tym, jak wydawane są te środki i czy działania urzędu faktycznie odpowiadają na potrzeby słupskiego rynku pracy.
– Zastanawiam się, czy rzeczywiście mamy realny wpływ na działanie tego urzędu. Czy nasze oczekiwania i potrzeby, które wynikają z sytuacji rynku pracy w naszym mieście, są w ogóle brane pod uwagę przez starostę? – pyta Anna Rożek.
Radna podkreśla, że rola miasta nie powinna ograniczać się wyłącznie do roli płatnika. Istnieje obawa, że po podpisaniu porozumienia i wykonaniu przelewu, dialog się urywa, a miasto traci możliwość weryfikacji efektów tej współpracy.
– Nie chodzi o to, żeby Słupsk tworzył własny urząd pracy, ale moim zdaniem współpraca powinna być rzeczywista, a nadzór i dialog pomiędzy miastem a starostwem realny i konstruktywny – dodaje wiceprzewodnicząca.
Jeszcze ostrzej wypowiada się radna Beata Kątnik, która zwraca uwagę na tryb procedowania uchwały. Radni otrzymują projekt w ostatniej chwili, co w przypadku tak ważnej kwestii, jak walka z bezrobociem i wydatkowanie publicznych środków, wydaje się co najmniej niefortunne.
– Moje pytanie brzmi: dlaczego nie mamy załącznika do porozumienia? Ponieważ o tym, że mamy podpisać porozumienie, ewentualnie sami założyć własny urząd pracy, dyskutowaliśmy w zeszłym roku. Uważam za trochę niepoważną sytuację wrzucanie poważnego tematu, dotyczącego mieszkańców Słupska i funkcjonowania urzędu, w ten sposób – punktuje radna Kątnik.
Beata Kątnik podkreśla, że radni zostają "postawieni pod murem", mając głosować nad dokumentem, którego szczegółów w pełni nie znają. Brak załącznika do uchwały uniemożliwia ocenę, jaki wpływ na kształt porozumienia będzie miało miasto.
– Nie widzimy porozumienia, nie widzimy, czego ono dotyczy, ani jaki będziemy mieli wpływ na funkcjonowanie urzędu, o czym mówiła koleżanka radna. Wydaje mi się, że niepoważnie państwo podchodzicie do radnych, wrzucając tak poważne uchwały na pięć minut przed głosowaniem – podsumowuje Kątnik.
Przewodniczący Rady Paweł Szewczyk ucina jednak dyskusję proceduralną, przypominając, że Rada kolegialnie zadecydowała o wprowadzeniu punktu do porządku obrad. To otwiera drogę do merytorycznej debaty o sensowności utrzymywania rozbudowanej struktury urzędniczej w czasach, gdy na rynku brakuje rąk do pracy, a nie ofert zatrudnienia.
Swoimi wątpliwościami dzieli się radny Bogusław Dobkowski, który zestawia obecną sytuację gospodarczą z realiami sprzed lat. Jego zdaniem, skoro bezrobocie przestało być palącym problemem regionu, struktura i koszty urzędu powinny to odzwierciedlać.
– Wtedy ponad 20% było u nas bezrobocie i ponad 30% w powiecie. I teraz bezrobocia dzisiaj praktycznie nie ma. Wczoraj widzę na portalu, że brak rąk do pracy, szczególnie w budownictwie, kierowców i tak dalej. Już nie mówię, że szukam nawet do banalnego sprzątania czy koszenia. Nawet nie pytają się za ile, tylko nie ma chętnych – zauważa radny Dobkowski.
Radny przypomina również sytuację sprzed roku, kiedy to próba uzyskania konkretnych danych od dyrektora PUP zakończyła się niepowodzeniem. Dobkowski dopytuje o efektywność wydawanych środków, co – jak relacjonuje – spotkało się z nerwową reakcją szefa "pośredniaka", a odpowiedzi na piśmie radny nie otrzymał do dziś.
W odpowiedzi na te zarzuty, szczegółowe dane dotyczące finansowania i podziału kosztów przedstawia radna Anna Rożek, która uczestniczyła w negocjacjach ze Starostwem Powiatowym. Wyjaśnia, że podstawą do wyliczeń stała się liczba mieszkańców według danych GUS, co uznaje się za najbardziej obiektywne kryterium, eliminujące niejasności związane z meldunkami czy deklaracjami śmieciowymi.
– Uznaliśmy, że najbardziej mierzalnym kryterium jest ilość mieszkańców miasta, ilość mieszkańców powiatu według GUS-u – argumentuje Anna Rożek.
Przedstawione liczby rzucają nowe światło na korzyści płynące ze współpracy dla słupszczan. Okazuje się, że choć bezrobotni z miasta stanowią mniejszość w rejestrach (38% wobec 61% z powiatu), to Słupsk skuteczniej pozyskuje środki na aktywizację zawodową.
– Jeżeli chodzi o działalność gospodarczą tworzoną w ramach wsparcia osób bezrobotnych, to tutaj większe było wsparcie dla mieszkańców naszego miasta, 55%, a w kwotach bezwzględnych to jest 2,3 mln zł, a w powiecie 1,6 mln zł – wylicza radna Rożek.
Padają również zapewnienia o restrukturyzacji samej instytucji. Zatrudnienie w Powiatowym Urzędzie Pracy spadło na przestrzeni lat ze 128 do 84 osób. Miasto w tym roku dołoży do funkcjonowania urzędu około 4,2 miliona złotych. W ocenie negocjatorów, tworzenie własnej, odrębnej jednostki miejskiej za tę kwotę byłoby ryzykowne i niekoniecznie bardziej opłacalne. Porozumienie ma charakter projektu, a radni zapowiadają, że będą bacznie przyglądać się, czy pieniądze podatników faktycznie wracają do miasta w formie wsparcia dla przedsiębiorców i miejsc pracy.
::news{"type":"see-also","item":"9864"}
::addons{"type":"only-with-us", "color":"black"}
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu hej.slupsk.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz
WOLNY STRZELEC. Renata Stec wyrzucona z klubu KO
Pani Radna Stec bardzo angażuje się krytykując prace Rady Miejskiej, słusznie lub nie, pomimo że sama nie przestrzega przepisów Ustawy o Własności Lokali do czego jest zobowiązana będąc administratorem we wspólnotach mieszkaniowych .
Baba
22:08, 2026-02-11
Wieloletnia kierowniczka MOPR oskarża: „Zniszczyli mni"
To nie są kłamstwa. Trzeba na wszystko patrzyć obiektywnie. Niestety wiem co mówię. Wiem do czego jest zdolna ta kobieta aaaaaaa i nikt mi nie każe tego napisać!
Mariusz
15:08, 2026-02-11
Słupscy REKORDZIŚCI z długami
No tak to najlepszym rozwiązaniem jest żeby zamarzli, a może tyle wiszą bo grzać trzeba bo budynek w opłakanym stanie
Moro
21:11, 2026-02-10
Słupscy REKORDZIŚCI z długami
A to nie jest ujawnienie danych przez radną? Albo stygmatyzowanie mieszkańców?
RODO
18:47, 2026-02-10