Paweł Sadowski przy nowym oznakowaniu – mieszkaniec boi się, że przez decyzję gminy zostanie odcięty od dostaw i normalnego życia
To nie jest już tylko zwykły spór o parkowanie przy posesji. W Dobieszewie, w gminie Dębnica Kaszubska, narasta konflikt, który stawia pod znakiem zapytania sposób podejmowania decyzji przez lokalne władze. W centrum wydarzeń znalazł się Paweł Sadowski, przed którego domem nagle wyrósł znak zakazu parkowania. Mieszkaniec uważa, że gmina weszła w sam środek sąsiedzkiego konfliktu, opierając się na jednostronnych relacjach. Jednak urzędnicy mają na tę sprawę zupełnie inny pogląd, poparty konkretnymi dokumentami oraz wizjami przeprowadzonymi w terenie.
::addons{"type":"only-with-us","color":"black"}
::event{"type":"portrait","item":"101"}
::addons{"type":"youtube","url":"https://youtu.be/YvP_LivT_x4?is=gpseYci6FsV4uEUy"}
MIESZKANIEC CZUJE SIĘ OFIARĄ NACISKÓW
Paweł Sadowski przekonuje, że problem został przedstawiony urzędnikom w sposób zmanipulowany i skrajnie jednostronny. Według jego relacji, źródłem zamieszania są skargi jednego z rolników, któremu rzekomo miały przeszkadzać samochody stojące przy posesji Sadowskiego. Mieszkaniec podkreśla jednak z goryczą, że rzekomo poszkodowany sąsiad nigdy nie spróbował wyjaśnić sprawy w twarz.
- Do mnie osobiście nigdy ani razu się nie odezwał, że jemu te moje samochody przeszkadzają – podkreśla Paweł Sadowski.
Mieszkaniec uważa, że gmina zamiast szukać porozumienia, stała się narzędziem w rękach jednej ze stron. Co więcej, Sadowski dysponuje dowodami, które przeczą teorii o blokowaniu drogi. Dzięki kamerze zamontowanej na budynku ma nagrania, na których widać, że traktory i inne maszyny przejeżdżały obok zaparkowanych aut bez żadnego problemu.
- Mam na to kilka nagrań, dowodów, że z różnymi maszynami bezproblemowo przejeżdżał obok samochodów. Na nagraniach widać nawet, iż kierowca ciągnika nie zwalniał przy przejeździe, co pokazuje, że nie obawiał się zahaczenia o pojazdy – wylicza mieszkaniec Dobieszewa.
Sytuacja jest tym bardziej bolesna, że Sadowski wykazywał się dobrą wolą. Przywołuje sytuację z ubiegłorocznych żniw, kiedy to rolnik uprzedził o potrzebie większego miejsca.
- Bezproblemowo, bez jakichkolwiek dyskusji odstawiliśmy wtedy samochody, żeby nie utrudniać pracy – relacjonuje, wskazując, że nigdy nie miał intencji celowego blokowania przejazdu.
KARYGODNE DZIAŁANIA I BRAK KOMUNIKACJI
Największy żal Paweł Sadowski ma jednak do samej gminy. Twierdzi, że po pierwszej próbie ustawienia znaku interweniował i poprosił, by informowano go o ewentualnych dalszych krokach. Tak się jednak nie stało, a urzędnicy mieli działać za jego plecami. O nowym znaku dowiedział się przez telefon od partnerki, gdy pracownicy Zakładu Gospodarki Komunalnej już wkopali słupki.
- O decyzji nie zostałem poinformowany. Działania gminy są po prostu karygodne. Urząd nie wysłuchał obu stron i zareagował wyłącznie na zgłoszenia jednej osoby – ocenia surowo Sadowski.
Dla mieszkańca brak możliwości parkowania przed domem to nie tylko wygoda, ale kwestia przetrwania. Wyjaśnia, że wjazd na posesję bywa utrudniony przez gliniasty grunt, w którym samochody po prostu się topią.
- Nie mogę wjechać na podwórko, bo potem nie mogę z niego wyjechać. Zapadam się – tłumaczy obrazowo.
Dodaje również, że zakaz uderza w codzienne życie całej rodziny i utrudnia podstawowe usługi.
- Jeśli przyjedzie kurier z meblami, to czy będę musiał 200–300 metrów nosić wszystko do domu? – pyta retorycznie, wskazując na absurdalność wprowadzonych ograniczeń.
GMINA BRONI SWOICH RACJI
Urzędnicy z Dębnicy Kaszubskiej, reprezentowani przez zastępcę wójta Karola Żukowskiego, stoją jednak twardo na stanowisku, że interes użytkowników drogi wymagających swobodnego transportu rolnego jest w tym przypadku nadrzędny. W oficjalnym piśmie urząd argumentuje, że parkowanie aut w tym konkretnym miejscu ogranicza tzw. skrajnię jezdni w stopniu uniemożliwiającym swobodny przejazd maszyn wielkogabarytowych.
Według relacji urzędu, rolnicy wielokrotnie zgłaszali, że pojazdy nie są przestawiane niezwłocznie, co paraliżuje prace polowe. Gmina zapewnia, że cała procedura odbyła się zgodnie z obowiązującymi przepisami, a projekt organizacji ruchu został zaopiniowany przez Starostwo Powiatowe w Słupsku. Urzędnicy twierdzą również, wbrew słowom mieszkańca, że kontaktowali się z nim wielokrotnie.
PRAWNY PAT I SEZONOWA NADZIEJA
W sprawę włączyło się także Starostwo Powiatowe, jednak Robert Gutarowicz z wydziału komunikacji wyjaśnia, że droga na działkach nr 199 i 180 w Dobieszewie nigdy nie stała się drogą publiczną. To sprawia, że gmina jako zarządca drogi wewnętrznej ma niemal pełną autonomię w stawianiu znaków, a starosta nie posiada kompetencji do oceny ich zasadności.
Paweł Sadowski zwraca jednak uwagę na jeszcze jeden paradoks. Szerokość drogi po ustawieniu znaku może wkrótce stać się problemem dla samego rolnika.
- Patrząc na tę szerokość, którą zostawiła gmina, to chyba będzie miała znowu problem, bo będzie musiała znak przestawiać, gdy w żniwa wyjedzie szeroki kombajn – przewiduje mieszkaniec.
Gmina Dębnica Kaszubska, widząc narastający opór, rozważa obecnie zmianę trybu obowiązywania zakazu na sezonowy. Oznaczałoby to, że ograniczenia obowiązywałyby wyłącznie w okresach intensywnych prac polowych. Czy to jednak wystarczy, by ugasić pożar w Dobieszewie?
::news{"type":"see-also","item":"12122"}
::addons{"type":"only-with-us","color":"black"}
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu hej.slupsk.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz
Nowoczesne radiostacje trafiły do 7 Pomorskiej Brygady
Jak się nie usłyszą to się chociaż zobaczą z tą 2 metrową anteną!!! Masakra jeszcze białą chustę niech na niej zawieszą, faktycznie nowoczesny sprzęt.
Jon
07:58, 2026-04-18
Tragedia w Kępicach. Śledczy ujawniają ustalenia
Zgadzam się z poprzednikiem. Dziecko zostało osierocone a oni jeszcze chcą zabrać matkę bo mieli wypadek, niesamowite... Taka trauma a prawo swoje, im raczej już wystarczy kłopotów...
Grzesiu
21:12, 2026-04-16
Paweł Szewczyk - strażnik interesów Rady?
To nie jest kwestia opinii. To jest kwestia prawa potwierdzona orzecznictwem. W Statucie Miasta Słupska jest zapis, że przewodniczący "reprezentuje Radę na zewnątrz". Problemem jest to, że zapis nie daje dowolności interpretacyjnej. Sąd administracyjny w tej sprawie jest jednomyślny. Wyrok WSA w Gliwicach (IV SA/Gl 396/08) wskazał wprost, że przewodniczący nie ma uprawnień wykraczających poza ustawę, zaś statut nie może rozszerzać jego kompetencji. O tym samym mówi linia nadzorcza i orzecznicza: uprawnienia przewodniczącego muszą wynikać z ustawy, a nie z DOWOLNEJ INTERPRETACJI STATUTU!!! Ustawa mówi jednoznacznie: - organizuje pracę rady - prowadzi obrady I nic więcej!!!! Sądy też podkreślają, że reprezentacja na zewnątrz w sensie działania jednostki samorządu należy do organu wykonawczego (czyli prezydenta), a nie do przewodniczącego rady! To prowadzi tylko do jednego wniosku: "NIE MA UCHWAŁY - NIE MA STANOWISKA RADY!!!" Rada wypowiada się wyłącznie przez: - uchwały - stanowiska - rezolucje - apele (Coś pominąłem Pawle?) Rolą przewodniczącego jest: - informowanie o sesji - komunikaty organizacyjne ale przedstawianie własnych ocen, narracji czy interpretacji jako głos rady NIE MA PODSTAWY PRAWNEJ!!! PODKREŚLAM!!! To nie jest kwestia sporu personalnego! To jest kwestia, czy przestrzegamy zasad działania organu kolegialnego?! Bo jeśli jedna osoba zaczyna mówić w "imieniu Rady" bez uchwały, to przestaje działać jako organ, a zaczyna działać jako JEDNOOSOBOWA INTERPRETACJA PRAWA!!! A na to - zgodnie z orzecznictwem - po prostu NIE MA ZGODY!!!!
Robert Chomicki
19:28, 2026-04-16
Słupsk: Umowa na Fundusze Szwajcarskie PODPISANA!
Raczej zazielenianie. Wystarczy przeczytać.
Kiwi
11:38, 2026-04-15