Wracamy do sprawy jeziora Wiejskiego w Gałęzowie. Dotarliśmy do dokumentów, które pokazują kulisy decyzji o przekazaniu akwenu Gminie Dębnica Kaszubska. To już nie są tylko relacje zainteresowanych, urzędowe odpowiedzi i pytania o brak przetargu. W rękach mamy korespondencję, zarządzenie starosty, umowę dzierżawy oraz pisma kierowane do osób i instytucji, które również interesowały się jeziorem.
::addons{"type":"only-with-us","color":"black"}
::event{"type":"vertical","item":"310"}
Z dokumentów wyłania się historia znacznie bardziej konkretna niż zwykła urzędowa opowieść o gospodarowaniu majątkiem Skarbu Państwa. O jezioro zabiegał Łukasz Stanisławek, prywatny mieszkaniec z pomysłem na lokalne łowisko. Zainteresowany był także Polski Związek Wędkarski, wcześniejszy dzierżawca akwenu. Ostatecznie jezioro dostała gmina.
Bez przetargu. Bez konkursu. Bez formalnego porównania ofert.
Najmocniej uderza mechanizm, który w dokumentach wygląda chłodno i administracyjnie, ale w praktyce stawia pytania o równość zasad. Gmina jako jeden ze swoich atutów przedstawiła inwestycje wykonane wcześniej nad jeziorem. Były to jednak inwestycje publiczne – zrealizowane z dotacji i pieniędzy podatników.
Prywatny mieszkaniec nie mógł położyć na stole podobnej przewagi. Nie miał za sobą samorządowego budżetu, urzędowego aparatu ani projektów finansowanych ze środków publicznych.
Łukasz Stanisławek wchodził więc do tej sprawy z własnym pomysłem, deklaracją czynszu i pieniędzmi na zarybianie. Gmina wchodziła z całą instytucjonalną siłą samorządu. Z dokumentów wynika, że nie spotkali się w otwartej procedurze, w której każdy miałby takie same warunki.
Starostwo Powiatowe w Słupsku samo przyznaje, że przetargu nie było.
– Nie ogłoszono przetargu ani konkursu ofert na dzierżawę Jeziora Wiejskiego w Gałęzowie – informuje Beata Życka, naczelnik Wydziału Gospodarki Nieruchomościami, działająca z upoważnienia starosty.
W kolejnym fragmencie odpowiedzi pojawia się zdanie, które ustawia całą sprawę.
– Złożone pisma nie były ofertami w związku z brakiem prowadzonego postępowania – przekazuje Beata Życka.
Byli więc zainteresowani. Były pisma. Była korespondencja. Mieszkaniec został poproszony o wskazanie proponowanej kwoty dzierżawy. Nie było jednak otwartej gry, w której mieszkaniec, PZW i gmina startowaliby na tych samych zasadach.
W dokumentach starostwa pojawiają się trzy podmioty.
Najpierw Polski Związek Wędkarski. Pismo Zarządu Okręgu PZW w Słupsku wpłynęło 18 grudnia 2024 roku. Związek był wcześniejszym dzierżawcą jeziora.
Później Łukasz Stanisławek. Jego pismo nosi datę 19 lutego 2025 roku.
Na końcu Gmina Dębnica Kaszubska. Samorząd wystąpił do starostwa 3 kwietnia 2025 roku.
PZW chciał dalej gospodarować wodą, którą wcześniej dzierżawił. Stanisławek chciał stworzyć lokalne łowisko z niskimi opłatami, darmowym łowieniem dla dzieci do 16. roku życia i pieniędzmi przeznaczanymi na zarybianie. Gmina wskazywała, że nad jeziorem wcześniej zrealizowała inwestycje publiczne i chce rozwijać tam funkcje rekreacyjne oraz wędkarskie.
– Opisałem, że będą stanowiska dla wędkarzy, jezioro będzie czyszczone, dzieci do lat 16 będą mogły łowić za darmo, a opłaty będą pobierane głównie na poczet zarybiania – relacjonuje Łukasz Stanisławek.
Starostwo porządkuje korespondencję jednym zdaniem.
– Do Starostwa Powiatowego w Słupsku wpłynęła korespondencja od trzech podmiotów – wskazuje Beata Życka.
Ale te trzy podmioty nigdy nie stanęły w formalnej rywalizacji. Starostwo nie ogłosiło konkursu, nie zebrało ofert w ramach oficjalnego postępowania i nie sporządziło protokołu ich oceny. Urząd wyjaśnia, że pisma nie były ofertami, bo nie prowadzono postępowania.
Ta różnica brzmi urzędowo, ale dla uczestników sprawy oznacza bardzo wiele. Można było pisać, zgłaszać się, deklarować pieniądze i przedstawiać pomysły, ale nie było procedury, która publicznie pokazałaby, kto daje więcej dla jeziora i według jakich zasad zostanie wybrany dzierżawca.
Nowe wątpliwości pojawiają się po przeanalizowaniu korespondencji prowadzonej ze Stanisławkiem. Mieszkaniec podkreśla, że po zgłoszeniu zainteresowania otrzymał dokumenty dotyczące jeziora oraz został poproszony o przedstawienie propozycji wysokości czynszu.
– Jeżeli nie prowadzono żadnego przetargu ani konkursu, to po co wysyłano mi dokumenty i proszono, żebym złożył propozycję kwoty dzierżawy? Dla mnie wyglądało to tak, jakby moja propozycja miała być rzeczywiście brana pod uwagę – mówi Łukasz Stanisławek.
Jak relacjonuje, na dalsze rozstrzygnięcia czekał około trzech miesięcy. Nie otrzymał wówczas informacji, że jezioro od początku ma zostać przekazane gminie z pominięciem otwartej procedury.
– Gdyby od razu przysłano mi pismo, że jezioro nie będzie wystawione do przetargu i zostanie przekazane gminie, sytuacja byłaby jasna. Tymczasem przyjęto moje dokumenty, poproszono o kwotę i prowadzono ze mną korespondencję – zaznacza.
To właśnie ten element sprawy uważa za szczególnie niezrozumiały. Z jednej strony starostwo twierdzi, że nie prowadzono postępowania, a otrzymane pisma nie były ofertami. Z drugiej strony zainteresowani byli pytani o warunki finansowe dalszej dzierżawy.
Z dokumentów starostwa wynika, że Łukasz Stanisławek deklarował 2500 zł netto rocznego czynszu dzierżawnego oraz 2000 zł netto rocznie na zarybianie.
To nie była propozycja sprowadzona wyłącznie do opłaty za dzierżawę. Czynsz miał trafić do właściciela, a dodatkowe pieniądze miały wracać bezpośrednio do wody.
Gmina ostatecznie płaci 2625 zł netto rocznego czynszu. W samym czynszu daje więc o 125 zł więcej niż Stanisławek. W dokumentach nie ma jednak protokołu, który pokazywałby, jak starostwo potraktowało deklarowane przez niego 2000 zł rocznie na zarybianie. Nie ma formalnej oceny, czy pieniądze przeznaczone bezpośrednio na jezioro miały jakiekolwiek znaczenie przy wyborze dzierżawcy.
Stanisławek wskazuje jednocześnie, że pierwotna propozycja finansowa przedstawiona przez gminę miała wynosić około 518 zł rocznie. Dopiero później starosta ustalił czynsz na 2625 zł netto, czyli o 125 zł więcej od propozycji mieszkańca.
– Z tego, co wynika z dokumentów, pierwsza kwota po stronie gminy wynosiła około 518 zł. Ja zaproponowałem 2500 zł. Później ustalono dla gminy czynsz o 125 zł wyższy od mojej propozycji. Chciałbym wiedzieć, dlaczego procedura wyglądała właśnie w ten sposób – mówi Stanisławek.
Nie twierdzi, że sama różnica 125 zł przesądza o nieprawidłowości. Pyta jednak, dlaczego nie umożliwiono zainteresowanym podmiotom przedstawienia ostatecznych warunków w jawnej procedurze.
– Nie mam pewności, kto i na jakim etapie zapoznał się z moją propozycją. Jeżeli jednak końcowa stawka zostaje ustalona zaledwie o 125 zł powyżej mojej kwoty, a plan zagospodarowania jeziora jest podobny do mojego, trudno nie mieć pytań – podkreśla mieszkaniec Niepoględzia.
Beata Życka informuje, że Gmina Dębnica Kaszubska w piśmie z 25 czerwca 2025 roku zaakceptowała wysokość rocznego czynszu dzierżawnego ustaloną przez Starostę Słupskiego na 2625 zł netto.
Nie ma tu konkursowego zwycięstwa. Jest stawka ustalona przez starostę i zaakceptowana przez gminę.
Najbardziej charakterystyczny fragment tej historii znajduje się w pismach podpisanych przez wicestarostę słupskiego Marcina Kowalczyka. To pisma z 5 sierpnia 2025 roku, wysłane do Łukasza Stanisławka i Polskiego Związku Wędkarskiego już po podpisaniu umowy z gminą.
Wicestarosta tłumaczy w nich, dlaczego starosta wybrał Gminę Dębnica Kaszubska.
W uzasadnieniu pojawiają się wcześniejsze inwestycje samorządu przy jeziorze: wiata edukacyjna, pomost, pomost pływający, pojemniki na odpady, ścieżka edukacyjna, tablice informacyjne, tablice edukacyjne, budki lęgowe i elementy rekreacyjne.
– Wartość projektu współfinansowanego ze środków UE to 180 000 zł – wskazuje w piśmie wicestarosta Marcin Kowalczyk.
Potem pojawia się druga inwestycja.
– Gmina Dębnica Kaszubska poinformowała, że wykonała inwestycję polegającą na budowie punktu czerpania wody do celów przeciwpożarowych z Jeziora Wiejskiego w miejscowości Gałęzów. Wartość tej inwestycji została określona na 85 000 zł – pisze Kowalczyk.
W urzędowym piśmie brzmi to jak racjonalne uzasadnienie. Gmina wcześniej inwestowała w otoczenie jeziora, więc otrzymuje je w dzierżawę. Powstaje jednak pytanie, czy inwestycje zrealizowane ze środków publicznych powinny być traktowane jako przewaga jednego z zainteresowanych podmiotów.
Prywatny mieszkaniec nie mógł wpisać do swojego pisma inwestycji za 180 tys. zł współfinansowanej ze środków Unii Europejskiej. Nie mógł pochwalić się gminnym punktem czerpania wody za 85 tys. zł. Nie mógł rywalizować historią publicznych projektów, bo nie miał do nich dostępu. Mógł przedstawić własną propozycję, pieniądze i plan prowadzenia łowiska.
Gmina mogła pokazać infrastrukturę zbudowaną wcześniej z pieniędzy publicznych.
Tak rodzi się lokalny problem w najczystszej postaci. Nie przy milionowych kontraktach, ale nad małym jeziorem, gdzie nierówność możliwości widać wyjątkowo wyraźnie.
Starostwo wskazuje, że sprawę prowadził Wydział Gospodarki Nieruchomościami. W dokumentach pojawiają się nazwiska Beaty Życkiej, Marcina Kowalczyka i Pawła Lisowskiego.
W odpowiedzi starostwa zapisano, że decyzję o wyborze dzierżawcy podjął starosta.
– Dokumentem potwierdzającym wybór dzierżawcy dokonany przez starostę jest umowa dzierżawy zawarta 29 lipca 2025 roku – przekazuje Beata Życka.
W dokumentach pojawia się również informacja, że decyzja zapadła po rekomendacji wicestarosty Marcina Kowalczyka i naczelnik Wydziału Gospodarki Nieruchomościami.
Nie ma konkursowego arkusza. Nie ma rubryki: czynsz. Nie ma rubryki: zarybianie. Nie ma rubryki: dostępność dla dzieci. Nie ma rubryki: doświadczenie. Nie ma rubryki: plan dla mieszkańców. Nie ma podpisów komisji konkursowej, bo komisji nie było.
Jest decyzja.
Stanisławek przywołuje również rozmowę, którą – jak twierdzi – odbył z wójt Iwoną Warkocką jeszcze przed zakończeniem sprawy.
– Rozmawiałem z wójt dużo wcześniej. Powiedziała mi wtedy, że jezioro będzie gminne. Odpowiedziałem, że zobaczymy, bo ja również złożyłem dokumenty i przedstawiłem swoją propozycję – relacjonuje.
Jest to relacja mieszkańca, której treści nie potwierdza dokument urzędowy. W zestawieniu z późniejszym przebiegiem sprawy rodzi jednak kolejne pytanie: na jakim etapie zapadła faktyczna decyzja, że dzierżawcą ma zostać właśnie gmina?
Czy stało się to dopiero po przeanalizowaniu całej korespondencji, czy przekazanie jeziora samorządowi było zakładane wcześniej? Dokumenty udostępnione przez starostwo nie dają jednoznacznej odpowiedzi.
3 lipca 2025 roku Starosta Słupski Paweł Lisowski podpisał zarządzenie nr 41/2025. Dotyczyło sporządzenia wykazu nieruchomości Skarbu Państwa przeznaczonej do oddania w dzierżawę.
W zarządzeniu zapisano, że nieruchomość ma zostać oddana w dzierżawę w trybie bezprzetargowym.
Wykaz miał zostać wywieszony na tablicy ogłoszeń w Starostwie Powiatowym w Słupsku, opublikowany w BIP powiatu oraz na stronie BIP Pomorskiego Urzędu Wojewódzkiego.
To był urzędowy komunikat o nieruchomości przeznaczonej do oddania w dzierżawę w trybie bezprzetargowym.
29 lipca 2025 roku umowa była już zawarta.
Umowę podpisano między Skarbem Państwa reprezentowanym przez starostę a Gminą Dębnica Kaszubska reprezentowaną przez wójt Iwonę Warkocką.
Dzierżawa trwa od 29 lipca 2025 roku do 29 lipca 2028 roku.
Czynsz wynosi 2625 zł netto rocznie.
W umowie zapisano obowiązki gminy. Ma utworzyć łowisko specjalne, prowadzić racjonalną gospodarkę rybacką, utrzymywać czystość, zapewnić bezpieczeństwo osobom korzystającym z terenu, przestrzegać przepisów i korzystać z nieruchomości zgodnie z przeznaczeniem.
Starostwo zostawiło sobie prawo kontroli sposobu korzystania z jeziora. Może żądać wyjaśnień, reagować na naruszenia i w określonych przypadkach wypowiedzieć umowę.
Jezioro zostało przekazane gminie, ale odpowiedzialność starostwa nie kończy się z chwilą podpisania dokumentu.
Wicestarosta Marcin Kowalczyk w piśmie do Łukasza Stanisławka pisze, że gmina planuje stworzyć na jeziorze łowisko specjalne.
– Gmina Dębnica Kaszubska na jeziorze Wiejskim planuje stworzyć łowisko specjalne, na którym będzie obowiązywała zasada NO KILL – wskazuje wicestarosta.
To samo uzasadnienie trafia do PZW.
Na papierze brzmi dobrze. Łowisko specjalne, regulamin, ochrona ryb, zasada wypuszczania złowionych okazów. Tylko że wędkarze mówią, że ryb brakuje. Nie widzą zarybiania ani zapowiadanych zmian.
– Mija praktycznie rok, odkąd gmina dostała dzierżawę. Do dziś nie widzę zarybiania. Jezioro wygląda tak samo. Nawet patyk nie został wyciągnięty z wody – wskazuje Łukasz Stanisławek.
Gmina we wcześniejszych odpowiedziach przyznała, że zarybiania jeszcze nie było. Operat rybacki dopiero ma zostać przygotowany. Obowiązek racjonalnej gospodarki rybackiej istnieje już w umowie, ale w praktyce jego wykonanie przesuwa się na później.
Stanisławek zapowiada, że będzie sprawdzał, czy gmina wywiązuje się z przyjętych obowiązków.
– Trzeba będzie wystąpić o informacje dotyczące zarybiania: faktury, rachunki, miejsce zakupu narybku, daty przewozu i protokoły. Skoro jezioro zostało przekazane gminie, mieszkańcy mają prawo wiedzieć, czy warunki umowy są wykonywane – zaznacza.
Nad wodą papier nie wystarcza. Ryba albo jest, albo jej nie ma.
5 sierpnia 2025 roku starostwo wysyła pisma do Łukasza Stanisławka i Polskiego Związku Wędkarskiego. Umowa z gminą została podpisana 29 lipca.
W piśmie do Stanisławka wicestarosta Marcin Kowalczyk opisuje, że starosta przeanalizował jego wniosek, pismo PZW i wniosek gminy.
– Biorąc powyższe pod uwagę, Starosta Słupski podjął decyzję o wydzierżawieniu przedmiotowej nieruchomości gruntowej na rzecz Gminy Dębnica Kaszubska – pisze Marcin Kowalczyk.
Podobną informację otrzymuje Polski Związek Wędkarski.
Dla przegranych nie jest to etap rozmowy. To zawiadomienie, że sprawa jest zakończona. Bez konkursu, bez dogrywki, bez możliwości poprawienia propozycji i bez publicznego porównania tego, co każdy z zainteresowanych chciał zrobić dla jeziora.
Polski Związek Wędkarski był wcześniejszym dzierżawcą. Teodor Rudnik, prezes Zarządu Okręgu PZW w Słupsku, już wcześniej mówił, że sposób prowadzenia sprawy był dla związku niezrozumiały.
– Nie było oficjalnego przetargu. Nie było ogłoszenia, nie było normalnej procedury, jaką stosuje się przy takich wodach. Nas zapytano mailowo, ile dalibyśmy za dalszą dzierżawę. To nie była forma przetargu – mówi Teodor Rudnik.
Dokumenty starostwa potwierdzają brak przetargu i konkursu. Potwierdzają też, że pisma nie były formalnymi ofertami.
– Powinno być obwieszczenie o organizowanym postępowaniu, warunki, termin składania ofert i jasna procedura. Wtedy wiadomo, o co chodzi. To dotyczy Skarbu Państwa, a z majątkiem Skarbu Państwa nie powinno się postępować w taki sposób – zaznacza Rudnik.
Dla PZW ta historia również kończy się pismem po fakcie. Jezioro przejmuje gmina.
Sprawa nie kończy się wraz z podpisaniem umowy. Dokumenty i opis procedury zostały przekazane do Pomorskiego Urzędu Wojewódzkiego. Urząd poinformował o podjęciu czynności zmierzających do sprawdzenia sprawy.
Stanisławek podkreśla, że oczekuje przede wszystkim odpowiedzi, czy sposób prowadzenia korespondencji z zainteresowanymi podmiotami oraz późniejsze ustalenie czynszu dla gminy były prawidłowe.
– Dla mnie ta sprawa nadal budzi bardzo poważne wątpliwości. Nie rozumiem, dlaczego poproszono mnie o dokumenty i kwotę, skoro później uznano, że żadnego postępowania nie było. Dlatego chcę, żeby sprawdził to organ niezależny od starostwa – mówi.
Informacja o sprawie została również skierowana do Urzędu Zamówień Publicznych. Na razie nie ma jednak rozstrzygnięcia, które potwierdzałoby naruszenie prawa. Do czasu zakończenia sprawdzania nie można przesądzać, że doszło do nieprawidłowości.
Można natomiast pytać, czy przy kilku zainteresowanych podmiotach tryb bezprzetargowy był rozwiązaniem najbardziej przejrzystym i najlepiej zabezpieczał interes Skarbu Państwa.
25 sierpnia 2025 roku Gmina Dębnica Kaszubska odesłała do starostwa podpisane egzemplarze umowy dzierżawy oraz protokół zdawczo-odbiorczy.
5 września 2025 roku starostwo wysłało pismo do Wojewody Pomorskiego. Podpisała je z upoważnienia starosty Beata Życka, naczelnik Wydziału Gospodarki Nieruchomościami. Starostwo poinformowało o zawarciu umowy dzierżawy jeziora Wiejskiego na okres trzech lat.
Dokumenty układają się w równą teczkę: zarządzenie, wykaz, umowa, protokół, zawiadomienie wojewody, odpowiedzi do zainteresowanych.
Ale życie tej sprawy nie jest równe jak urzędowa teczka.
Po jednej stronie jest gmina, która pokazuje inwestycje wykonane ze środków publicznych. Po drugiej prywatny człowiek, który przedstawia własną propozycję i własne pieniądze. Obok PZW, wcześniejszy dzierżawca, który również nie dostał otwartej procedury. Nad wszystkim starostwo, które wybiera tryb bezprzetargowy.
A pod spodem jezioro, które miało mieć gospodarza.
Nie chodzi o milionowe kontrakty. Nie chodzi o wielkie hale, obwodnice, przetargi budowlane ani inwestycje, które rozpalają polityczne gabinety. Chodzi o jezioro w Gałęzowie.
O akwen, który dla urzędników jest działką, obrębem, numerem i kategorią w ewidencji gruntów. Dla wędkarzy jest miejscem, w którym powinny być ryby. Dla mieszkańców – fragmentem lokalnego krajobrazu. Dla Stanisławka – sprawą, której nie chce zostawić.
– To jest jezioro mieszkańców. Jeżeli ktoś dostał je w dzierżawę, powinien się z tego rozliczyć. Chcę wiedzieć, jak przeprowadzono całą procedurę i czy wszystko odbyło się uczciwie – mówi Łukasz Stanisławek.
Wielkie mechanizmy często najlepiej widać w małych sprawach. Prywatny mieszkaniec może napisać pismo, zaoferować czynsz, zadeklarować zarybianie i przedstawić pomysł. Gmina może wejść do tej samej historii z inwestycjami zrealizowanymi wcześniej za publiczne pieniądze, z instytucjonalnym zapleczem i urzędową ciągłością.
Starostwo nie ogłasza konkursu. Nie porównuje propozycji w formalnej procedurze. Nie zaprasza wszystkich do jednej gry. Wybiera gminę.
Jezioro, które miało być lepiej prowadzone, wciąż czeka na realną opiekę, zarybianie i przejrzyste zasady.
I tu pojawia się porównanie, które trudno zignorować.
Podczas gdy w powiecie słupskim jezioro w Gałęzowie trafiło do gminy bez przetargu, w sąsiednim powiecie bytowskim podobne sprawy prowadzi się zupełnie inną ścieżką. Starosta bytowski Leszek Waszkiewicz podpisał zarządzenie dotyczące dzierżawy jezior należących do Skarbu Państwa. Nie w drodze wymiany pism zakończonej uznaniową decyzją, ale poprzez przetarg ustny nieograniczony.
Już tytuł dokumentu brzmi jak odpowiedź na pytania, które pojawiły się przy Gałęzowie.
– W sprawie przeznaczenia do dzierżawy w drodze przetargu ustnego nieograniczonego nieruchomości stanowiących własność Skarbu Państwa – zapisano w zarządzeniu Starosty Bytowskiego.
Wykaz ma wisieć przez 21 dni na tablicy ogłoszeń starostwa. Ma pojawić się na stronie internetowej urzędu, w BIP starostwa i BIP Wojewody Pomorskiego, a informacja o jego wywieszeniu ma trafić także do prasy.
To znaczy, że każdy zainteresowany może zobaczyć, co jest przeznaczone do dzierżawy, na jak długo i za jaką cenę wywoławczą. Może zapoznać się z warunkami i wystartować. Tu nie trzeba domyślać się, czy można napisać pismo. Procedura wychodzi na zewnątrz.
W wykazie znalazły się grunty pod jeziorami przeznaczone do dzierżawy na 10 lat. Chodzi m.in. o jezioro „bez nazwy” w obrębie Łąkie w gminie Studzienice, o powierzchni 1,54 ha, z czynszem wywoławczym 1460 zł netto rocznie, oraz jezioro Karneckie w obrębie Prądzonka, również w gminie Studzienice, o powierzchni 28,55 ha, z czynszem wywoławczym 1650 zł netto rocznie. W obu przypadkach wskazano przeznaczenie: prowadzenie gospodarki rybackiej.
Ten bytowski dokument nie rozstrzyga sprawy Gałęzowa. Pokazuje jednak standard, który można było wybrać.
Publiczny wykaz. Ogłoszenie. Prasa. BIP. Przetarg ustny nieograniczony. Jasna cena wywoławcza. Dziesięcioletnia dzierżawa. Możliwość rywalizacji.
W Gałęzowie było inaczej.
::news{"type":"see-also","item":"12525"}
::addons{"type":"only-with-us","color":"black"}
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu hej.slupsk.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz
NAJDROŻSI. Delegacje słupskiej oświaty
Dyrektorce SP9 ten wyjazd się należał za przyłączenie Bolesławic do Słupska. Ciekawe, czy po doświadczeniach zdobytych w Londynie, jej szkoła przestanie być jedną z najgorszych placówek w Słupsku...
Leon
20:38, 2026-06-22
NAJDROŻSI. Delegacje słupskiej oświaty
Kingusia Gajewska wiedziałaby jak to wszystko rozliczyć .... i jeszcze kartofli by dała a wy tu marudzicie... i te grosze - jeden tylko poseł nie raz w ciągu jednego miesiąca ma więcej kilometrówek niźli te wszystkie delegacje ..... POszaleli ci "turyści" .... POszaleli 🤣🙂🤣
delega-tura
19:53, 2026-06-22
Poseł Konwiński wrócił do rodzinnej gminy
Najgorszy poseł ten Konwinski jaki do tej pory miała ziemia Słupska leń obibok nie interesuje się w ogóle regionem w przeciwieństwie do Mullera ale wyborcy POmamrancow głosują dalej na niego
Wyborca POmamrancow
03:47, 2026-06-22
Hodowla pod Główczycami? W planach 10 budynków
Wspaniały pomysł, w Drzeżewie i Będzichowie zawsze była HODOWLA BYDŁA, zwłaszcza teraz gdy sz-KO-py PO-wzięły plan karmić Polaków zatrutą PADLINĄ z dżungli od swoich uciekinierów hitlerowskich z A. Pd. z toksynami i stymulatorami wzrostu. Niech sobie stworzą w NIEMCZECH LAGRY i żrą sami tę mniej wartościową TANIĄ JATKĘ.
Rolnik
15:40, 2026-06-21