Miał być tylko szczęśliwy początek nowego rozdziału w życiu. Dla Sylwii i Michała Kolasińskich z Potęgowa narodziny drugiego dziecka były spełnieniem marzeń. Szybko jednak okazało się, że ich syn będzie musiał zmierzyć się z poważnym wyzwaniem już od pierwszych dni życia.
::news{"type":"see-also","item":"12242"}
27 lutego 2026 roku na świat przyszedł Miłosz. Wkrótce po narodzinach rodzice usłyszeli diagnozę, która całkowicie zmieniła ich codzienność – chłopiec urodził się z wadą wrodzoną prawego ucha.
– Początkowo lekarze nie potrafili jednoznacznie nazwać tej wady. Zaczęliśmy szybko działać, szukać informacji i chwytać się każdej deski ratunku. Trafiliśmy na wspaniałą kobietę, która kilka lat wcześniej urodziła córeczkę właśnie z taką wadą. Za jej namową zapisaliśmy się na prywatną konsultację w klinice w Kajetanach. Miłosz nie miał wtedy jeszcze skończonych nawet dwóch tygodni – mówi Sylwia Kolasińska, mama Miłosza.
Specjalistyczna konsultacja potwierdziła, że u chłopca występuje jednostronna mikrocja, czyli niedorozwój małżowiny usznej, połączona z atrezją – zarośnięciem przewodu słuchowego. W praktyce oznacza to brak słuchu w prawym uchu oraz realne zagrożenie dla prawidłowego rozwoju dziecka.
Rodzice podkreślają, że konsekwencje tej wady wykraczają daleko poza kwestie estetyczne. Problemy z lokalizowaniem dźwięków, rozumieniem mowy w hałasie czy reagowaniem na zagrożenia mogą wpływać na codzienne funkcjonowanie, rozwój i poczucie bezpieczeństwa. Rodzina ma za sobą także inne, bardzo trudne doświadczenia. Po narodzinach pierwszego dziecka – córeczki – pan Michał zmagał się z nowotworem złośliwym. Dziś jest w remisji, jednak tamten czas na długo odcisnął się na życiu całej rodziny.
– Profesor powiedział, że istnieje szansa, aby uratować naszego synka przed tymi wszystkimi konsekwencjami. Można otworzyć lub poszerzyć kanał słuchowy i zrekonstruować uszko. Najpierw jednak konieczne będzie aparatowanie, a dopiero później operacja. Jedynym miejscem, jakie rekomenduje do jej przeprowadzania jest klinika w Stanach Zjednoczonych. Tylko tam dysponują najlepszym sprzętem i największym doświadczeniem w tego typu operacjach. Niestety w Europie takie operacje nie są wykonywane lub ich efekty nie są zadowalające. Brak jest również odpowiedniego sprzętu – dodaje Michał Kolasiński, tata Miłosza.
Przełomem okazał się udział w międzynarodowej konferencji poświęconej mikrocji i atrezji, która odbyła się w Warszawie. Miłosz został tam zbadany przez specjalistów z USA, którzy wykonują jednoczesne operacje rekonstrukcji ucha i udrożnienia przewodu słuchowego, dające szansę na odzyskanie słuchu.
Zabieg może zostać przeprowadzony po ukończeniu przez chłopca trzeciego roku życia w Los Angeles. Do tego czasu konieczne będzie odpowiednie przygotowanie, w tym aparatowanie. Największą barierą są jednak koszty leczenia.
– Operacja jest przeznaczona dla dzieci po ukończeniu 3. roku życia i odbywa się w Los Angeles. Niestety jej koszt jest kosmicznie wysoki i zdecydowanie przekracza nasze możliwości finansowe. Do tego dochodzą koszty lotów, pobytu, zakwaterowania… Sam pobyt w USA musi trwać około 4-6 tygodni, ponieważ po operacji jest jeszcze kilka wizyt kontrolnych, których nie można pominąć. Do czasu wykonania operacji mamy do zebrania minimum pół miliona złotych. Jesteśmy przerażeni, ale musimy spróbować – podkreśla mama chłopca.
Rodzina z Potęgowa apeluje o wsparcie. Jak podkreślają, każda wpłata i każde udostępnienie przybliżają ich syna do szansy na normalne, bezpieczne życie. Zbiórkę można wesprzeć TUTAJ.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu hej.slupsk.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz
Tysiąc sztuk bydła i wiele pytań. Wójt zabrał głos
Pan wojt chyba ma nas mieszkańców za tępych ludzi którzy nadają sie tylko do gnoju. Dlaczego nie zabiega o ściągnięcie pracodawcy który zatrudni kilka dziesiat osób. Najgorsze jest to ze nawet nie próbuję,skończy sie kadencja będziemy mieli pod domem świniarnie, obory,kurniki i biogazownie gdzie nie bedzie można oddychać,wystarczy pojechać do szadułek i poczuć zapach gazu. Tak w gminie zatrudnia w swojej kadencji osoby z poza naszej gminy lub rodziny juz pracujących. Czyżby nie było u nas osób godnych urzędniczego stanowiska? Zapewne nie ma czasu na rozwoj gminy bo nagrywa kolejna rolkę.🤠
Swój czlowiek
11:39, 2026-06-25
Główczyce: Urzędnik ma reagować na krzywdę dzieci
Niech się lepiej zajmą sobą ci urzędnicy, tam powinien zadziałać najlepszy psycholog
Haha
10:23, 2026-06-25
Bilety autobusowe w Słupsku droższe?
Z jaką konkretnie datą będą obowiązywały podwyższone ceny biletów. Piszecie, że od czerwca 2026, ale od pierwszego czy może 30 czerwca ???
[email protected]
10:42, 2026-06-24
Tysiąc sztuk bydła i wiele pytań. Wójt zabrał głos
Jeżeli mieszkasz na wsi, to licz się z tym że będzie tu działalność rolnicza. Jeżeli nie pasuje, to do Słupska, proste 😏 raczej nikt nie buduje już obór w systemie jak za PGR. Człowieka związanego ze wsią zapach obornika wywożonego jesienią na Pola nie rusza. Takiego gniota może napisać tylko społeczniak ze wsi któremu wszystko przeszkadza. Jeżeli przeszkadza to jak pisałem, przeprowadzić się do miasta i wdychać zapachy miejskie
Nick
00:15, 2026-06-24