Wiadomości

Zamknij

Dodaj komentarz

Mechanik ze Słupska walczy o życie. Choroba przyszła nagle

Aleksander Kapusta Aleksander Kapusta 18:21, 06.06.2026 Aktualizacja: 18:27, 06.06.2026
Skomentuj Mechanik ze Słupska walczy o życie. Choroba przyszła nagle Marek Bajer potrzebuje waszego wsparcia

Jeszcze kilka miesięcy temu Marek Bajer ze Słupska pracował, prowadził z żoną warsztat samochodowy i żył zwyczajnym rytmem ojca czwórki dzieci. Nic nie zapowiadało dramatu. Pół roku przed diagnozą wyniki krwi miał bardzo dobre. Miesiąc przed chorobą bawił się z rodziną na imprezie. Potem pojawiły się pierwsze objawy, które wyglądały niepozornie.

Dziś 46-letni mechanik walczy z ostrą białaczką szpikową mielomonocytową. Jest w trakcie ciężkiego leczenia w Gdańsku. Rodzina zbiera pieniądze na dalsze leczenie, rehabilitację, dojazdy, codzienne utrzymanie i wszystko to, co spadło na najbliższych w jednej chwili.

CHOROBA ZACZĘŁA SIĘ OD DZIĄSEŁ

Na początku Marek nie wyglądał jak ciężko chory człowiek. Miał siłę, normalnie funkcjonował, pracował. Niepokojące zmiany pojawiły się w jamie ustnej. Zaczęły boleć dziąsła, pojawił się stan zapalny, opuchlizna i problem z jedzeniem.

Pół roku wcześniej robił wyniki krwi i miał wzorowe. Nic nie wskazywało na to, że coś może się wydarzyć – opowiada Natalia Andrik, siostra Marka Bajera. – Jeszcze miesiąc wcześniej bawiliśmy się razem na rodzinnej imprezie. Też nic nie wskazywało na to, że coś się dzieje.

Marek jeździł do stomatologów. Początkowo usłyszał, że problemem może być kamień nazębny. Zabieg jednak nie pomógł. Dopiero kolejny stomatolog zlecił badania krwi.

– Marek pojechał rano na pobranie krwi, a później normalnie do pracy. Około godziny 12 dostał telefon, że musi natychmiast stawić się u lekarza rodzinnego. Stamtąd dostał skierowanie do szpitala na CITO – relacjonuje Natalia Andrik.

Badania pokazały dramatyczny obraz. Organizm praktycznie nie miał odporności. Po badaniu szpiku przyszła diagnoza: ostra białaczka.

JEDYNA SZANSA TO PRZESZCZEP

Leczenie rozpoczęło się natychmiast. Po pierwszej chemioterapii pojawiła się remisja i nadzieja na przeszczep szpiku. Dawcą ma być młodsza siostra Marka, zgodna w stu procentach. To dla rodziny ogromna szansa, ale choroba nie odpuszcza.

Jedyną szansą jest przeszczep. Nie ma innej drogi, żeby wyzdrowiał – mówi Natalia Andrik. – Ta odmiana białaczki jest bardzo oporna. Choroba rozwija się szybko mimo chemioterapii.

Planowany przeszczep miał dać Markowi możliwość powrotu do życia, ale pojawiła się wznowa. Leczenie trzeba kontynuować. Marek jest obecnie w Gdańsku, przechodzi kolejną chemioterapię i słabnie.

Miał już raz remisję po pierwszej chemioterapii, ale później był nawrót. W ciągu miesiąca. Teraz znowu jest na chemioterapii i czekamy na wiadomość, czy lekarze będą mogli robić przeszczep, czy trzeba będzie jeszcze czekać – dodaje siostra chorego.

WALKA O ZDROWIE I SPRAWNOŚĆ

Choroba uderza nie tylko w układ krwiotwórczy. W trakcie wznowy pojawiły się również nacieki w okolicy kręgosłupa. Skutkiem są problemy z chodzeniem i osłabienie lewej strony ciała od pasa w dół.

– Doszły problemy z mięśniami, stawami, z poruszaniem się. Później potrzebna będzie rehabilitacja. Do tego leczenie stomatologiczne, skutki chemioterapii, radioterapia. To są ogromne pieniądze – mówi Natalia Andrik.

Rodzina wie, że nawet jeśli przeszczep się odbędzie, droga do powrotu będzie długa. Nie chodzi o kilka tygodni. Chodzi o miesiące leczenia, kontroli, wyjazdów do Gdańska i życia w reżimie bezpieczeństwa, bo po przeszczepie każda infekcja może być groźna.

– To nie będzie tak, że wyzdrowieje i po miesiącu wróci do pełni sił. Najprawdopodobniej do sierpnia będzie w szpitalu w Gdańsku, jeśli przeszczep zostanie wykonany – słyszymy.

WARSZTAT STOI, RODZINA ZOSTAJE BEZ DOCHODU

Marek przez lata był filarem rodzinnego warsztatu samochodowego. Pracował fizycznie, obsługiwał klientów, utrzymywał firmę razem z żoną. Dziś zakład praktycznie nie funkcjonuje.

Firma jest nadal otwarta, ale dochody są zerowe – mówi Natalia Andrik. – Żona Marka jest na macierzyńskim, wychowuje najmłodszą córkę. Mają czwórkę dzieci.

Najstarsza córka jest na pierwszym roku studiów. Dwaj synowie mają 15 i 14 lat. Najmłodsza córeczka kończy dopiero rok.

Sytuacja jest szczególnie trudna, bo po przeszczepie rodzina będzie musiała bardzo uważać na infekcje. Najmłodsze dziecko nie będzie mogło normalnie trafić do żłobka, bo kontakt z innymi dziećmi oznacza większe ryzyko chorób, które dla Marka mogą być niebezpieczne.

– Na tę chwilę nie wiadomo, kiedy to się skończy i jak długo będą obowiązywać te ograniczenia. Jego żona zostaje z dziećmi, warsztat nie zarabia, a koszty cały czas są – dodaje Natalia Andrik.

NAWET DOJAZDY DO GDAŃSKA TO DUŻE OBCIĄŻENIE

Rodzina pomaga, jak może. Do Gdańska trzeba jeździć regularnie. Trzeba dowozić rzeczy, jedzenie, wspierać Marka w trakcie leczenia. Chemioterapia zmienia smak, odbiera apetyt i siły. Bliscy starają się przygotowywać domowe posiłki, żeby chory nie tracił jeszcze bardziej na wadze.

– Przez chemię ma problem ze smakiem. Staramy się gotować mu swojskie, domowe, odżywcze jedzenie, żeby cokolwiek jadł. Jeśli teraz mocno spadnie z wagi, a później po przeszczepie znowu, to będzie bardzo źle – mówi siostra Marka.

Do tego dochodzą koszty paliwa, leczenia, rehabilitacji, leków, wizyt kontrolnych i utrzymania domu.

– Raz w tygodniu trzeba jechać do Gdańska, czasem częściej. Po przeszczepie, gdy Marek wyjdzie ze szpitala, też będzie musiał co tydzień jeździć do Gdańska. To są ogromne koszty – podkreśla Andrik.

RODZINA PROSI O POMOC

Dla bliskich to szok. Jeszcze niedawno Marek był aktywny, pracował, jeździł za granicę, utrzymywał rodzinę. Teraz walczy o życie.

To dla nas wszystkich bardzo mocny szok. Pełen życia chłopak. Pracował do końca, dopóki nie trafił do szpitala – mówi Natalia Andrik. – Teraz wszyscy się martwimy. Jest stres, czy przeżyje, czy nie.

Rodzina uruchomiła zbiórkę, bo sama nie jest w stanie udźwignąć wszystkich kosztów. Pomoc ma wesprzeć leczenie, rehabilitację, leczenie stomatologiczne, dojazdy i codzienne funkcjonowanie rodziny, która z dnia na dzień straciła główne źródło utrzymania.

Każda wpłata ma znaczenie. Każde udostępnienie może sprawić, że historia Marka dotrze do kolejnych osób.

Zbiórka dla Marka Bajera znajduje się tutaj:
 

46-letni mechanik ze Słupska walczy o życie. Marek Bajer, tata czwórki dzieci, jeszcze niedawno normalnie pracował i prowadził z żoną warsztat samochodowy. Dziś jest po kolejnych chemioterapiach, czeka na szansę przeszczepu szpiku i potrzebuje pomocy.

::news{"type":"see-also","item":"10232"}

 

Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
Nie przegap żadnego newsa, zaobserwuj nas na
GOOGLE NEWS
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu hej.slupsk.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

0%