Region

Zamknij

Dodaj komentarz

PROJEKT Ring. Spór o błędy, odpowiedzialność i miliony z miejskiej kasy

Mateusz Węsierski Mateusz Węsierski 00:42, 14.04.2026 Aktualizacja: 00:44, 14.04.2026
Skomentuj PROJEKT Ring. Spór o błędy, odpowiedzialność i miliony z miejskiej kasy Budowa ringu ma być w tym roku zakończona. FOT. RADNA RENATA STEC

Budowa Ringu Południowego w Słupsku miała stać się symbolem komunikacyjnego przełomu dla miasta i całego regionu. Dziś coraz częściej staje się symbolem ostrego sporu o jakość dokumentacji, nadzór nad inwestycją, odpowiedzialność urzędników i rosnące koszty, których ostatecznej skali nadal nikt nie potrafi precyzyjnie wskazać. 

Komisja Rewizyjna mówi o poważnych nieprawidłowościach i konieczności wyciągnięcia konsekwencji. Władze miasta odpowiadają, że inwestycja ugrzęzła w typowych dla dużych budów problemach, a część zarzutów jest za daleko idąca.

Już sam punkt wyjścia dla tego sporu jest jasny. Część radnych przekonuje, że nie chodzi o zwykłe opóźnienia, które zdarzają się na wielu budowach, ale o łańcuch błędów, zaniechań i decyzji, które sprawiły, że inwestycja zamiast być kontrolowanym przedsięwzięciem, zaczęła wymykać się spod finansowej i organizacyjnej kontroli. Z drugiej strony ratusz utrzymuje, że miasto skorzystało z wyjątkowej szansy na zdobycie ogromnych pieniędzy zewnętrznych, a późniejsze problemy wynikły głównie z niedoszacowanych warunków terenowych i sztywności procedur.

::event{"type":"portrait","item":"151"}

SPÓR NIE O TO, CZY RING JEST POTRZEBNY, ALE JAK ZOSTAŁ PRZYGOTOWANY

Nikt w Słupsku nie kwestionuje, że Ring Południowy jest inwestycją ważną. Ma odciążyć centrum, poprawić dojazd od strony Kobylnicy i Redzikowa, ułatwić ruch w rejonie ul. Westerplatte, Szczecińskiej i węzła Łosino. Spór dotyczy jednak nie celu, ale sposobu dojścia do tego celu.

Przewodniczący Komisji Rewizyjnej Kacper Moroz przekonuje, że kontrola nie dotyczy jednego błędu czy jednego incydentu, ale całego procesu przygotowania i realizacji inwestycji.

– Jeżeli władzom zależy na przyszłości tego miasta, na tym, by podobne sytuacje nie miały miejsca, jeśli chodzi o błędy inwestycyjne, to powinniśmy wyciągać wnioski – podkreśla.

Według niego dokument pokontrolny opiera się nie tylko na opiniach, ale też na raportach, korespondencji i materiałach gromadzonych przez wiele miesięcy. Moroz ujawnił również, że złożył zawiadomienie do prokuratury, o sprawie została powiadomiona także Najwyższa Izba Kontroli.

– Każdy, kto ma wiedzę o możliwości popełnienia przestępstwa, jest zobowiązany, żeby zawiadomić odpowiednie organy – podkreśla.

DOKUMENTACJA POD OSTRZAŁEM

Najcięższy zarzut formułowany przez radnych krytycznych wobec sposobu prowadzenia inwestycji dotyczy dokumentacji projektowej. Ich zdaniem to właśnie tutaj zaczęły się problemy, które później wybuchły na placu budowy.

Przewodniczący rady Paweł Szewczyk ocenia sprawę jednoznacznie.

– Mój generalny zarzut jest taki, że miasto wprowadziło do obiegu prawnego dokumentację bez jakiegokolwiek sprawdzenia. To później spowodowało szereg problemów – przekonuje.

Szewczyk i Bogusław Dobkowski podnoszą, że dokumentacja miała zostać zaktualizowana po latach właśnie po to, by uwzględnić zmiany, które zaszły w terenie. Ich zdaniem stało się inaczej.

– Nie wpisano wymiany albo wzmocnienia gruntu, a później okazało się, że trzeba to zrobić. Po to zaktualizowaliśmy dokumentację, żeby takie zmiany uwzględnić – mówi Dobkowski.

W jego ocenie zakres poprawek nie był aż tak wielki, by uzasadniać poziom wynagrodzenia za aktualizację.

– Gdyby nałożyć jedną dokumentację na drugą, to zmiany nie wydawałyby się wielkie, a zapłacono praktycznie tyle, co za pierwszą, nawet z naddatkiem – ocenia.

Podobnie sprawę widzi Adam Sędziński, który uważa, że miasto tanio kupiło wadliwy projekt, a dziś ponosi konsekwencje tej decyzji.

KRÓTKI TERMIN, MAŁA KONKURENCJA, WIELKIE PYTANIA

Wiele emocji budził także sam przetarg na aktualizację dokumentacji. Radni krytyczni wobec inwestycji twierdzą, że termin składania ofert był zbyt krótki i mógł ograniczyć konkurencję, w praktyce faworyzując podmiot najlepiej znający już wcześniejszy projekt.

– Zamawiającemu powinno zależeć, żeby termin był jak najdłuższy, żeby wiele firm mogło z tego skorzystać. Im krótszy termin, tym bardziej ogranicza się możliwość przystąpienia różnych podmiotów – mówi Szewczyk.

Bogusław Dobkowski przekonywał, że przy zadaniu obejmującym 4,5 kilometra drogi, most, rzekę i gęstą infrastrukturę miejską, kilka dni roboczych to zbyt mało, by obcy podmiot rzetelnie skalkulował ofertę.

– Jeżeli ktoś ma poprawić cudzą dokumentację na 4,5 kilometra drogi przez miasto, z mostem i rzeką, to cztery dni robocze na pewno nie wystarczą – podnosi.

Miasto odpowiada jednak, że krótki termin dotyczył jedynie przygotowania oferty cenowej, a nie samego wykonania aktualizacji projektu. Sekretarz miasta Tomasz Czuczak przypomina, że późniejsza umowa przewidywała na wykonanie aktualizacji znacznie dłuższy czas.

– To nie był czas na przedstawienie aktualizacji projektu, tylko czas na przedstawienie oferty cenowej, za ile się wykona aktualizację – tłumaczy.

BADANIA GRUNTU. CZY PROBLEM BYŁ ZNANY OD POCZĄTKU?

Jednym z najważniejszych punktów sporu stały się warunki gruntowo-wodne. Ratusz przez długi czas bronił się tezą, że podczas realizacji inwestycji ujawniły się trudne warunki, których wcześniej nie dało się w pełni przewidzieć. Część radnych stanowczo to podważa.

Renata Stec sięgnęła do dokumentów geotechnicznych i wskazała, że już w badaniach z 2013 roku pojawiały się informacje o problemach z wodami podziemnymi, gruntami organicznymi i nasypami niekontrolowanymi.

– Zapisano, że należy liczyć się z agresywnym charakterem wód podziemnych i gruntów organicznych – przypomina.

Radna zestawiła te ustalenia z późniejszymi opracowaniami, z których również miały wynikać niekorzystne warunki gruntowo-wodne, torfy, namuły i grunty organiczne.

– Badania z 2013 roku pokryły się z badaniami późniejszymi. To nie jest tak, że nagle pojawiło się coś całkowicie nowego – przekonuje.

Adam Sędziński idzie jeszcze dalej i mówi wprost, że nie widział dotąd dokumentu, który potwierdzałby, że warunki gruntowe rzeczywiście znacząco się zmieniły względem czasu projektowania.

– Jeżeli ktoś twierdzi, że warunki gruntowe znacząco się zmieniły, to niech pokaże na to dowód – podkreśla.

Co istotne, w tej części debaty ważne doprecyzowanie padło także ze strony obecnej dyrekcji ZIM. Z jej wypowiedzi wynikało, że problem nie tyle polegał na tym, iż warunki gruntowe były inne niż kiedyś, ale raczej na tym, że zostały niewłaściwie określone albo zbadane w zbyt małym zakresie i na niewystarczającą głębokość.

– One nie były odmienne, one pewnie były takie, jakie były, natomiast zostały niewłaściwie określone, być może nie zbadano ich w takiej ilości i na taką głębokość, jak powinno się to zrobić – przyznała dyrektorka ZIM.

To zdanie jest jednym z najbardziej znaczących w całym sporze, bo przesuwa akcent z tezy o „nagłej zmianie warunków” na niedostateczne rozpoznanie problemu na etapie dokumentacji.

IGŁOFILTRY, WĄWÓZ, LEŚNA I KOSZTY, KTÓRE ROSNĄ

Symbolem kryzysu wokół inwestycji stały się newralgiczne odcinki w rejonie ul. Leśnej, Słonecznej i tzw. wąwozu. To tam ujawniały się problemy z odwodnieniem, torfami, nasypami i dodatkowymi robotami.

Renata Stec wskazywała, że sam koszt montażu i pracy igłofiltrów na jednym z odcinków wyniósł już ponad 1,1 mln zł.

To jednak tylko część problemu. Z uzyskanych przez nią odpowiedzi miało wynikać również, że zmiany wprowadzane kartami nadzoru autorskiego przełożyły się na wzrost wynagrodzenia wykonawcy.

– Krótki odcinek od rejonu Przemysłowej do połowy Słonecznej kosztował nas dodatkowo ponad 13 milionów złotych – mówi.

Beata Kątnik zwracała uwagę, że długotrwała praca igłofiltrów może świadczyć nie o zwykłym odwodnieniu, ale o stałym napływie wody.

– Jeżeli igłofiltry są tam miesiącami, to znaczy, że mamy do czynienia z wodą żywą, która płynie, a nie z prostym odwodnieniem terenu – ocenia.

Dyrektorka ZIM odpowiadała jednak, że kluczowym problemem na ul. Leśnej były przede wszystkim torfy, a nie sama woda.

PRZEPUSTY, TUNELE I PYTANIE, KTO ZAPŁACI DRUGI RAZ

Dodatkowe emocje wywołała sprawa robót wykonywanych ponownie po wcześniejszym demontażu części już wykonanej infrastruktury, między innymi tunelu dla zwierząt i elementów nawierzchni. Radni opozycyjni przekonują, że mieszkańcy mają prawo pytać, dlaczego miasto ma płacić ponownie za prace, które raz już zostały zrealizowane.

Dyrektorka ZIM odpowiada, że jeden z przepustów został rozebrany przed wykonaniem niezbędnego wzmocnienia gruntu, a potem ma zostać zamontowany ponownie.

– Takie są realia tej budowy – tłumaczy.

To wyjaśnienie nie zamyka jednak sprawy. Radni nadal pytają, czy koszt takich operacji zostanie przerzucony na mieszkańców, czy też będzie dochodzony od podmiotów odpowiedzialnych za błędne rozwiązania projektowe.

CZY MIASTO DOCHODZI ROSZCZEŃ OD PROJEKTANTA?

To pytanie wracało praktycznie przez całą debatę. Beata Kątnik, Adam Sędziński, Kacper Moroz i inni radni domagali się jasnej odpowiedzi, czy miasto prowadzi albo zamierza prowadzić działania odszkodowawcze wobec projektanta?

Sędziński chciał wiedzieć, czy odpowiedzialność będzie dochodzona cywilnie, zawodowo czy w inny sposób.

Moroz zwracał uwagę, że projektant powinien posiadać odpowiednie ubezpieczenie, a miasto – jeśli rzeczywiście uznaje go za odpowiedzialnego za część problemów – nie powinno z tym zwlekać.

W wypowiedziach przedstawicieli miasta pojawiły się deklaracje, że konsekwencje mają zostać wyciągnięte, ale na tym etapie nie padła jeszcze jasna i pełna informacja, w jakim konkretnie trybie i wobec kogo miasto będzie dochodziło roszczeń.

INŻYNIER KONTRAKTU. ZA PÓŹNO CZY WE WŁAŚCIWYM MOMENCIE?

Kolejną osią sporu stał się moment zaangażowania inżyniera kontraktu. Część radnych uważa, że zabrakło go przy weryfikacji dokumentacji, zanim jeszcze rozpoczęto roboty. W ich ocenie właśnie wtedy można było wychwycić część problemów.

– Być może, gdyby inżynier kontraktu był od samego początku, nie mielibyśmy dziś takiego problemu – ocenia Beata Kątnik.

Podobnie mówił Szewczyk, przekonując, że przy tak dużej inwestycji zewnętrzni eksperci powinni zostać włączeni wcześniej, by nie dopuścić do wejścia w fazę wykonawczą na podstawie słabego projektu.

Miasto odpowiada jednak stanowczo, że radni mieszają dwa różne etapy inwestycji. Prezydent Krystyna Danilecka-Wojewódzka przypomina, że przetarg na inżyniera kontraktu został ogłoszony 17 marca 2023 roku, a więc jeszcze przed podpisaniem umowy z wykonawcą robót, do którego doszło 27 czerwca 2023 roku.

– Przetarg na inżyniera kontraktu został ogłoszony trzy miesiące przed podpisaniem umowy. Wyłoniliśmy go wtedy, kiedy rzeczywiście trzeba było – podkreśla prezydent.

Danilecka-Wojewódzka i przedstawiciele ZIM utrzymują, że inżynier kontraktu nie jest od weryfikowania projektu, ale od nadzorowania wykonania robót, analizowania postępu i rozliczeń.

– To jest podmiot, który weryfikuje wykonanie prac, analizuje, wycenia i porównuje – tłumaczy prezydent.

Adam Sędziński odpowiada, że nawet jeśli formalnie rola inżyniera kontraktu była inna, to nic nie stało na przeszkodzie, by miasto powołało dodatkowego specjalistę albo zewnętrzny zespół, który zweryfikowałby dokumentację pod kątem zgodności z realnym stanem terenu i interesem miasta.

PREZYDENT: ALBO BIERZEMY PIENIĄDZE, ALBO CZEKAJMY LATAMI

Kluczowym elementem obrony ratusza pozostaje argument, że miasto stanęło kilka lat temu przed wyborem praktycznie zero-jedynkowym. Krystyna Danilecka-Wojewódzka przekonuje, że gdy pojawiła się realna możliwość pozyskania wielkich środków zewnętrznych, Słupsk nie miał czasu na trzyletnie przygotowywanie nowej dokumentacji od podstaw.

– Była propozycja: jaka inwestycja byłaby wam potrzebna? Odpowiedzieliśmy: ring. Czy jesteście przygotowani? Te pieniądze są już do wzięcia. Nie było czasu, żeby powiedzieć: prosimy o te środki za półtora roku, bo przeprowadzimy nową procedurę i nowe badania – mówi.

Prezydent przyznaje, że czasem sama zadaje sobie pytanie, czy wtedy nie należało odmówić i nie ryzykować realizacji na podstawie starszej dokumentacji. Jednocześnie podkreśla, że nikt nie miał w tamtym momencie podstaw, by z góry założyć, że projekt przygotowany przez specjalistów okaże się wadliwy.

– Możliwe, że powinnam była wtedy powiedzieć: nie. Ale dlaczego miałam zakładać, że dokumentacja przygotowana przez specjalistów nie jest dobra? – pyta.

Danilecka-Wojewódzka nie ucieka też od odpowiedzialności politycznej. W pewnym momencie stawia sprawę wręcz wprost.

– Ja jestem tym trenerem. Ja biorę odpowiedzialność. To mnie odwołujcie, a nie proponujcie jakąkolwiek inną osobę – mówi.

Dodaje przy tym, że jeśli pojawią się przewinienia formalne, prawne lub karne, ona także będzie musiała tę odpowiedzialność ponieść.

OPOZYCJA: NIE CHODZI O TO, CZY RING JEST POTRZEBNY, TYLKO JAK WYGLĄDA DZIŚ

Radni krytykujący inwestycję przekonują, że ratusz nie może zasłaniać się jedynie tym, iż ring jest potrzebny. Według nich nikt nie podważa sensu samej budowy, ale mieszkańców interesuje dziś przede wszystkim to, dlaczego inwestycja kosztuje coraz więcej, trwa coraz dłużej i wciąż generuje nowe problemy.

Anna Rożek ujęła to w prostej metaforze.

– Dyskusja o budowie ringu przypomina mi sytuację po przegranym meczu, kiedy trener zamiast uczciwie przeanalizować błędy zespołu mówi, że to wina murawy – stwierdziła.

Jej zdaniem mieszkańcy zasługują nie na wymówki, ale na przejrzystość i jasne nazwanie błędów.

– Zasługują przede wszystkim na przejrzystość – mówi.

Podobnie uważa Beata Kątnik, która podkreśla, że raport i spór polityczny dotyczą wyłącznie Słupska, a nie innych inwestycji w kraju.

– Przedmiotem debaty jest ring południowy. Raport nie dotyczy innych terenów, tylko tej konkretnej inwestycji – zaznacza.

Kacper Moroz również ostro krytykuje porównywanie słupskiej budowy do innych opóźnionych zadań.

– Jeżeli nauczyciel stawia jedynkę, a uczeń odpowiada, że kolega też nie miał lepiej, to nauczyciel powie: kolega mnie nie interesuje, ja stawiam ocenę tobie – mówi.

MIESZKAŃCY, PRZEDSIĘBIORCY I KOSZT SPOŁECZNY

W tej debacie wielokrotnie wracał też temat mieszkańców i przedsiębiorców funkcjonujących przy rozkopanej trasie. Radni zwracali uwagę, że miasto patrzy głównie na własny budżet, a zbyt mało mówi o realnych stratach firm, objazdach, korkach i wielomiesięcznym chaosie komunikacyjnym.

Beata Kątnik mówi o ludziach wyczerpanych psychicznie i finansowo.

– Wielu z nich prowadzi działalność gospodarczą na tym terenie i przez wiele miesięcy nie może prowadzić jej normalnie – relacjonuje.

Kątnik zaznacza również, że nawet jeśli niektóre odcinki rzeczywiście są trudne, to część fragmentów można było wcześniej udrożnić, by ograniczyć codzienne straty mieszkańców i firm.

ZIM POD PRESJĄ. BRAKI KADROWE I POMYSŁ NA REORGANIZACJĘ

Z całego sporu wyłania się jeszcze jeden, bardzo ważny wątek – czy Słupsk w ogóle był organizacyjnie gotowy do prowadzenia inwestycji o takiej skali. Tadeusz Bobrowski nie ma co do tego pewności.

– Cała ta sytuacja pokazała, że miasto nie do końca było przygotowane na skonsumowanie tak dużych środków finansowych – ocenia.

Jego zdaniem pion inwestycyjny magistratu powinien zostać kadrowo wzmocniony, by podobne sytuacje nie powtórzyły się przy kolejnych zadaniach.

Beata Kątnik przekonuje, że ZIM od dawna wymaga realnego wzmocnienia i że o brakach kadrowych mówi się od wielu miesięcy.

Prezydent odpowiada, że miasto rzeczywiście analizuje zmiany organizacyjne. W grę wchodzi zarówno nowy model funkcjonowania ZIM, jak i nawet powołanie spółki inwestycyjnej miasta, która mogłaby sprawniej prowadzić duże zadania.

– Analizujemy, czy nie powołać spółki inwestycyjnej miasta Słupska, bo dużo łatwiej byłoby wtedy zarządzać takimi zadaniami – zapowiada.

Z kolei obecna dyrekcja ZIM przyznaje, że jednostka otrzymuje wsparcie kadrowe, kolejne etaty i zgody na nowe zatrudnienia, ale mimo to bardzo trudno znaleźć specjalistów.

– Nie jesteśmy konkurencyjni. Osoby z uprawnieniami budowlanymi nie chcą z nami pracować za te pieniądze – słyszymy.

Dyrekcja zwraca też uwagę, że atmosfera ciągłego politycznego ostrzału i społecznej presji może prowadzić do kolejnych odejść pracowników.

– Ten negatywny społeczny przekaz powoduje, że ludzie będą nam odchodzić z pracy – alarmuje.

MIASTO MÓWI: INWESTYCJA JEST JUŻ NA KOŃCÓWCE

Mimo całej krytyki ratusz i obecna dyrekcja ZIM przekonują, że najtrudniejsze fragmenty są już rozwiązane, a inwestycja weszła w końcową fazę.

– Mamy rozwiązane najważniejsze problemy, mamy rozwiązany wąwóz, ulicę Leśną – zapewnia dyrektorka ZIM.

Krystyna Danilecka-Wojewódzka dodaje, że choć inwestycja trwa zbyt długo i kosztuje więcej, nie można mówić, że wszystko zostało wykonane źle.

– Przejechałam cały ring. On fragmentami robi imponujące wrażenie, więc proszę nie mówić, że tam jest tylko źle – przekonuje.

Władze miasta deklarują też, że cały proces zostanie ostatecznie rozliczony, w tym także odpowiedzialność projektanta, jeśli okaże się, że po jego stronie rzeczywiście doszło do błędów.

NAJWAŻNIEJSZE PYTANIA NADAL POZOSTAJĄ BEZ PEŁNEJ ODPOWIEDZI

Po tej wielogodzinnej debacie obraz sytuacji wcale nie staje się prostszy. Wręcz przeciwnie – jeszcze wyraźniej widać, że wokół Ringu Południowego nakładają się na siebie co najmniej cztery problemy naraz.

Po pierwsze, jakość dokumentacji projektowej, która według wielu radnych miała być słaba, niedostatecznie zweryfikowana i nieprzygotowana do realnych warunków terenowych.

Po drugie, brak odpowiednio wczesnego i wystarczająco silnego systemu kontroli, który pozwoliłby wychwycić część ryzyk, zanim zaczęły generować milionowe koszty.

Po trzecie, niedobory kadrowe i organizacyjne miasta, które mogły utrudnić prowadzenie inwestycji tej skali.

Po czwarte, presja czasu i pokusa sięgnięcia po ogromne zewnętrzne pieniądze, gdy pojawiła się rzadka szansa na realizację przedsięwzięcia, o którym Słupsk mówił od lat.

Dziś jedno wydaje się pewne. Spór o Ring Południowy nie skończy się na samej wymianie politycznych ciosów. Prędzej czy później miasto będzie musiało odpowiedzieć mieszkańcom na kilka prostych pytań: kto popełnił błędy, ile ostatecznie kosztuje ta inwestycja, czy będą dochodzone roszczenia od projektanta i czy Słupsk wyciągnie z tej historii wnioski przed kolejnymi wielkimi zadaniami.

::news{"type":"see-also","item":"11865"}

 

Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
Nie przegap żadnego newsa, zaobserwuj nas na
GOOGLE NEWS
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu hej.slupsk.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

0%