Od 1 stycznia 2026 roku Bolesławice formalnie weszły w granice Słupska. Na mapie to tylko korekta linii. W życiu mieszkańców – obietnica zmiany na lepsze: sprawniejszy dojazd do szkół, urzędów, pracy, częstsze kursy, komunikacja „miejska”, czyli taka, która po prostu działa.
Tyle, że wypłynął szczegół, który dla wielu może brzmieć jak zimny prysznic. Nową linię do Bolesławic ma obsługiwać nie MZK, miejska spółka kojarzona z „autobusami Słupska”, lecz PKS Słupsk.
I właśnie w tym punkcie – zanim padną jakiekolwiek wyjaśnienia o kadrach, taborze i kosztach – pojawia się w przestrzeni wrażenie, którego nikt nie chce nazywać wprost, ale które da się usłyszeć między zdaniami: czy nowa część miasta nie dostaje przypadkiem komunikacji w wariancie „B”?
Bo jeśli Słupsk ma jedną komunikację miejską, to dlaczego jedna część miasta jeździ „naszym”, a druga „czyimś”?
Przewodniczący rady Paweł Szewczyk nie ukrywa zaskoczenia. Mówi wprost, że radni nie mieli wiedzy o tym rozwiązaniu, a on sam ma wątpliwości – nie o teorię, tylko o praktykę.
Pytania, które stawia, są proste. Skąd będzie jechał autobus PKS? Gdzie zawróci? Jak to zostanie wpasowane w miejski układ? Czy standard będzie identyczny? Czy nie jest to eksperyment na mieszkańcach?
W tle tych pytań brzmi coś jeszcze. Bo poczucie „jestem w mieście” rzadko rodzi się z uchwały. Rodzi się z drobiazgów. Z tego, czy autobus przyjeżdża jak w pozostałych częściach Słupska. Czy kierowca zna trasę. Czy rozkład nie jest tylko pobożnym życzeniem. I czy w razie problemu ktoś bierze odpowiedzialność, a nie rozkłada ręce.
Wiceprezydent Marta Makuch tłumaczy, że miasto może zlecać pojedyncze linie na zewnątrz. W tym przypadku chodzi o zupełnie nową linię numer 11, której wcześniej w systemie nie było.
– Czasowo będziemy zlecać na zewnątrz. Zapytania zostały skierowane do zewnętrznych przewoźników i zgodnie z zasadą gospodarności wybraliśmy najlepszą ofertę.
Pada argument finansowy – oferta ma być nawet nieco niższa niż koszt wozokilometra w ramach umowy powierzenia z MZK. Pada też argument organizacyjny – to ma być rok testów: sprawdzić realne obciążenie, potrzeby, liczbę pasażerów, sens rozkładu.
Wersja miasta jest więc następująca: to nie „gorsza komunikacja”, tylko rozwiązanie przejściowe, mające dowieźć system do momentu, w którym MZK będzie w stanie przejąć dodatkowe zadania.
Prezydent Krystyna Danilecka-Wojewódzka dokłada szerszy kontekst. Przypomina, że w wielu miastach współistnieją różni operatorzy, a Słupsk już wcześniej korzystał z usług innych przewoźników w szczególnych sytuacjach.
– To nie jest ewenement - zaznacza.
Wskazuje też przyczynę, którą w tej historii słychać jak refren: brakuje kierowców. I to nie jest tylko problem Słupska.
Prezes MZK Rafał Zieliński sprowadza spór do liczb. Nowa linia to dodatkowe dwa autobusy w ruchu. A to oznacza zmniejszenie rezerwy, czyli marginesu bezpieczeństwa na awarie, kolizje, niesprawności, nagłe braki kadrowe.
– Łatwo policzyć, że wówczas w ruchu musielibyśmy mieć 51 autobusów. Mielibyśmy zbyt małą rezerwę.
Zieliński mówi też, że to rozwiązanie ma być czasowe, a spółka deklaruje wolę odzyskania linii w perspektywie najbliższych 12 miesięcy. Warunek jest oczywisty: tabor i czas – bo autobusu nie kupuje się „na jutro”, a rezerwy nie bierze się z powietrza.
W dyskusji pojawia się niepokój o konsekwencje. Jan Lange zwraca uwagę na logikę „uwalniania linii”: zwykle oddaje się nierentowne, ale tu nie wiadomo nawet, czy linia 11 będzie nierentowna, bo dopiero startuje. I dodaje – zewnętrzny przewoźnik nie wejdzie w usługę po to, żeby dopłacać.
Kacper Moroz idzie w ironię: skoro na zewnętrznym operatorze można oszczędzić, to może da się oddać więcej – i w ten sposób wywraca argument „to tylko incydent”.
Radna Alina Jasiocha stawia pytanie bez ozdobników: jeśli ktoś potrafi zarobić na przewożeniu ludzi, to dlaczego miejskie MZK miałoby tego nie potrafić. I czy zamiast zlecać, nie powinno się wzmacniać własnej spółki.
Władze uspokajają, że standard ma być taki sam, tabor ma spełniać wymagania, w środku ma działać system FALA, a autobus będzie miał pętlę i przystanek końcowy w Bolesławicach.
Tylko że mieszkańcy nie „martwią się” słowami – mieszkańcy oceniają po faktach. Po tym, czy autobus przyjeżdża. Po tym, czy nie wypada z rozkładu. Po tym, czy w zimny poranek ktoś nie słyszy, że „to nie nasza spółka, proszę dzwonić gdzie indziej”. Po tym, czy nowa część miasta nie musi od początku uczyć się, że do Słupska weszła, ale jakby bocznymi drzwiami.
Od 1 stycznia 2026 roku Bolesławice są częścią Słupska. Pierwszym testem tej „miejskiej” tożsamości nie będzie tablica na wjeździe ani konferencja. Będzie poranny autobus.
[ZT]8857[/ZT]
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Egzekucje POZA PRAWEM. Były komornik oskarżony!
Słyszałem że niektórzy z nich doliczali ludziom koszty doręczenia korespondencji . Każda zwrotka bez stempla pocztowego jest na 100 proc doręczona przez pracowników kancelarii a liczona jako doręczenie pocztowe .
On
16:49, 2026-01-02
Egzekucje POZA PRAWEM. Były komornik oskarżony!
Ciekawe jak rozliczał koszty korespondencji ?
Owoc
16:20, 2026-01-02
Awans nauczycieli. Uroczystość w słupskim ratuszu
karierowicze 🤣 🙂 🤣 ... teraz to już usiądą na 4 litery i nic nie będą robić .... właśnie na tym polega dyplomowanie 🙄 - kto ten cyrk zna od środka ten przyzna mi rację 🤠
*%#)!&
00:03, 2025-12-30
W Słupsku UCISZAJĄ NIEWYGODNYCH RADNYCH?
mają rozmach ..... ! 😮 🙁 😥 😡 😠 👎 💩
Rewiński
20:34, 2025-12-28