Region

Zamknij

Dodaj komentarz

Nie tylko hala. Słupsk chce przejąć całe 18 hektarów przy Grunwaldzkiej

Aleksander Kapusta Aleksander Kapusta 07:00, 07.04.2026 Aktualizacja: 12:59, 06.04.2026
Skomentuj Nie tylko hala. Słupsk chce przejąć całe 18 hektarów przy Grunwaldzkiej Prezydent Słupska zaproponowała zakup całego terenu, czyli 18 hektarów przy ulicy Grunwaldzkiej od prywatnej spółki. Szacunkowy koszt to około 18 milionów złotych

Planowana hala widowiskowo-sportowa w Słupsku przestaje być już wyłącznie projektem jednego obiektu. Najnowsza propozycja władz miasta zakłada bowiem coś znacznie większego — wykup nie tylko fragmentu gruntu pod samą halę, ale całego terenu o powierzchni 18 hektarów. To właśnie ten element staje się dziś najważniejszą nowością i zarazem punktem zapalnym całej dyskusji. Według deklaracji miasta właściciel, czyli prywatna spółka zarządzająca tzw. Piaskulą, schodzi w negocjacjach do poziomu 100 zł za metr kwadratowy, a taka cena ma być oceniana jako korzystna.

::addons{"type":"only-with-us","color":"black"}

::event{"type":"landscape","item":"90"}

To oznacza, że Słupsk nie mówi już tylko o budowie hali. Mówi o przejęciu ogromnego obszaru przy ulicy Grunwaldzkiej, który w przyszłości może zostać wykorzystany nie tylko pod sport i widowiska, ale również pod inne funkcje miejskie. Sama hala ma zająć około pięciu hektarów. Reszta terenu ma pozostać do dyspozycji miasta jako przestrzeń rozwojowa.

Prezydent Krystyna Danilecka-Wojewódzka nie ukrywa, że myślenie ratusza poszło znacznie dalej niż pierwotna koncepcja jednej inwestycji.

Kupno terenu pod halę to może być pierwszy krok do tego, żebyśmy kupili cały ten teren.

To jedno zdanie dobrze pokazuje skalę zmiany. Hala nie jest już jedynym celem. Staje się częścią większej układanki.

NIE TYLKO OBIEKT, ALE NOWY OBSZAR DLA MIASTA

Władze miasta przekonują, że rozmowy o hali otworzyły szansę na przejęcie terenu, który w przyszłości może pełnić także inne funkcje. Z wypowiedzi prezydent wynika, że w tej części Słupska rozważane są kolejne zadania miejskie, a jednym z pomysłów jest nawet ulokowanie tam zaplecza Miejskiego Zakładu Komunikacyjnego, zwłaszcza w kontekście rozwoju transportu elektrycznego.

To jest pierwszy krok i stąd te 5 milionów na budowę hali rzeczywiście plus 18 milionów na zakup pozostałych terenów – mówi Krystyna Danilecka-Wojewódzka.

Właśnie ten fragment najmocniej wybrzmiewa w całej debacie. Bo jeśli miasto rzeczywiście chce przeznaczyć wielomilionowe środki nie tylko na przygotowanie hali, ale również na zakup całego obszaru, to stawka całego przedsięwzięcia rośnie natychmiast i bardzo wyraźnie.

Prezydent zaznacza jednak, że sama hala nie musi ostatecznie stanąć dokładnie w miejscu dziś wskazywanym. Jeśli szczegółowe badania geologiczne wykażą poważne problemy, lokalizacja może jeszcze zostać przesunięta. Dla miasta najważniejsze ma być jednak zabezpieczenie gruntu i uzyskanie realnego wpływu na zagospodarowanie całego obszaru.

SPECJALNA KOMISJA PRZYGOTOWUJE HALĘ

To nie jest projekt prowadzony wyłącznie przez urząd w zaciszu gabinetów. Prace nad halą prowadzi specjalnie powołana komisja doraźna do spraw budowy hali, która od miesięcy analizuje warianty, lokalizacje, potrzeby funkcjonalne i możliwości miasta.

Paweł Szewczyk wielokrotnie podkreśla, że to właśnie tam powinny zapadać kluczowe ustalenia dotyczące inwestycji.

Szczegóły ustalamy na komisji doraźnej do spraw budowy hali wspólnie z panią prezydent - mówi przewodniczący Rady Miejskiej.

Zwolennicy tego kierunku przekonują, że taki tryb działania jest racjonalny. Najpierw trzeba zdecydować, gdzie hala ma powstać, potem zabezpieczyć teren, później przygotować założenia projektowe, a dopiero wtedy mówić o ostatecznych kosztach budowy i źródłach finansowania. Krytycy odpowiadają, że właśnie taka kolejność może doprowadzić do sytuacji, w której miasto najpierw wejdzie w kosztowny zakup, a dopiero później zacznie mierzyć się z realną skalą ryzyka.

RENATA STEC PODWAŻA NOWĄ LOKALIZACJĘ

Najmocniejszy głos sceptyczny należy do Renaty Stec. Radna nie ogranicza się do technicznych uwag o dokumentach finansowych. Uderza w sam środek nowej koncepcji i zadaje podstawowe pytanie — czy miasto rzeczywiście stać na taki krok, zwłaszcza w obecnych realiach i przy doświadczeniach z innymi dużymi inwestycjami.

Stec wraca do dokumentacji geotechnicznej i porównuje dwa warianty. Pierwotna lokalizacja, którą wcześniej rozważano, miała według badań znacznie lepsze warunki gruntowe. W nowym miejscu sytuacja wygląda inaczej.

Przy pierwszym projekcie wykonano dziewięć otworów geotechnicznych – przypomina radna. – I co stwierdzono? Dobre warunki gruntowe umożliwiające bezpośrednio posadowienie fundamentów projektowanych budynków.

Potem zestawia to z aktualnie rozważanym terenem.

W pozostałych okresach teren charakteryzuje się trwałym podmoknięciem lub okresowym zalewaniem wodą.

To jeden z najmocniejszych cytatów całej debaty, bo nie dotyczy politycznych opinii, ale opisuje bardzo konkretny problem. Radna wskazuje, że dokumentacja mówi również o ryzyku niekontrolowanych nasypów i o konieczności zastosowania drogich rozwiązań konstrukcyjnych.

Pale fundamentowe lub wymiana gruntów, kosztochłonne rozwiązanie – zaznacza.

W jej wypowiedziach bardzo mocno słychać obawę, że miasto może wejść w inwestycję, której pełny rachunek okaże się znacznie wyższy, niż dziś zakładają politycy.

Naprawdę, proszę państwa, my musimy się głęboko zastanowić, czy nas stać w obecnych czasach na taką inwestycję.

To nie jest tylko krytyka hali jako pomysłu. To ostrzeżenie przed powtórzeniem sytuacji, w której ambitny projekt zaczyna się od optymistycznych założeń, a kończy wielokrotnie wyższym kosztem.

CIEŃ RINGU NAD NOWĄ INWESTYCJĄ

W całej tej sprawie stale powraca jeszcze jeden kontekst. To ring, czyli inwestycja, która dla wielu samorządowców i mieszkańców staje się dziś symbolem ryzyka związanego z trudnym terenem, dodatkowymi robotami i rosnącymi kosztami.

Renata Stec nie unika tego porównania.

Mamy przykład ringu południowego, że będziemy płacić wykonawcy w trybie obmiarowym, czyli kolokwialnie można powiedzieć, ile obmierzy, tyle mu zapłacimy.

To właśnie tutaj wybrzmiewa zasadnicza oś sporu. Jedna strona uważa, że bez odwagi inwestycyjnej miasto nie będzie się rozwijało. Druga przypomina, że Słupsk już raz wszedł w trudną inwestycję terenową, której koszty przestały być przewidywalne, i nie chce powtórki tego scenariusza.

CZY MIASTO WIE, PO CO MU TAKA HALA

Renata Stec nie ogranicza krytyki do gruntu i pieniędzy. Zadaje też pytanie o sens i skalę samego obiektu. Jej zdaniem miasto powinno najpierw jasno odpowiedzieć sobie, jaką funkcję ma pełnić nowa hala, zanim rozpocznie tak dużą operację gruntową.

Czy nam jest potrzebny taki gmach konferencyjny? – pyta radna. – Mamy na Portowej inkubator, bardzo blisko.

I dalej.

Naprawdę musimy się głęboko zastanowić, jaka funkcja ma ta hala widowiskowa pełnić w naszym mieście osiemdziesięciotysięcznym. Co my chcemy osiągnąć? Jaki cel? Co tam ma się odbywać? Na jaką ilość osób?

To są pytania, które wybrzmiewają nie tylko jako głos opozycji, ale jako bardzo praktyczne wątpliwości. Bo jeżeli hala ma być obiektem wielofunkcyjnym z rozbudowaną częścią konferencyjną, to miasto musi jasno wykazać, że taka skala przedsięwzięcia rzeczywiście odpowiada potrzebom Słupska.

PAWEŁ SZEWCZYK BRONI KIERUNKU OBRANEGO PRZEZ MIASTO

Paweł Szewczyk odpowiada na te wątpliwości z wyraźnym przekonaniem, że obecny kierunek jest właściwy. Nie twierdzi, że wszystkie odpowiedzi są już gotowe. Przeciwnie — przekonuje, że nie da się ich dziś mieć, jeśli miasto najpierw nie wykona podstawowego ruchu, czyli nie zabezpieczy gruntu.

Nigdy się nie dowiemy, ile to będzie kosztowało, jeżeli nie zaprojektujemy tego obiektu, a wcześniej nie będziemy mieli terenu, gdzie ten obiekt powstanie.

W podobny sposób odnosi się do pytania o dofinansowanie.

Też nie będziemy wiedzieć, bo jeżeli nie mamy miejsca, nie mamy projektu, to skąd możemy wiedzieć, jaki projekt będzie możliwy rządowy za kilka lat, aby była możliwość sfinansowania budowy.

To bardzo ważna linia argumentacji zwolenników hali. Oni nie mówią dziś, że znają dokładny koszt i pełny montaż finansowy. Mówią raczej, że bez pierwszego kroku nie da się dojść do etapu, na którym takie dane w ogóle będą możliwe do policzenia.

Szewczyk jasno broni również samej idei nowego obiektu.

Mieszkańcy zasługują na nową halę widowiskowo-sportową w Słupsku.

Potem dodaje jeszcze, jaki cel ma ta inwestycja.

Mamy halę Gryfia, która była wybudowana w 1981 roku. Chcemy żeby był nowoczesny obiekt wielofunkcyjny dla naszych mieszkańców. Taki jest cel.

To wypowiedź, która pokazuje, że dla przewodniczącego rady spór nie dotyczy już tego, czy hala jest potrzebna. W jego ocenie to kwestia oczywista. Dyskusja ma dotyczyć wyłącznie sposobu dojścia do realizacji.

PREZYDENT PRZYZNAJE, ŻE ZMIENIŁA ZDANIE

Jednym z najmocniejszych momentów całej dyskusji jest przyznanie przez Krystynę Danilecką-Wojewódzką, że rzeczywiście zmieniła wcześniejsze stanowisko co do lokalizacji inwestycji.

To bardzo ważna deklaracja, bo wcześniej prezydent była kojarzona raczej z ostrożnością wobec wariantu przy Grunwaldzkiej. Teraz mówi wprost, że uznała argumenty przemawiające za tą lokalizacją. Wyjaśnia też, dlaczego.

Przekonano, także mnie, że ze względu na to, że inwestycja ewentualnie zaburzyłaby w funkcjonowanie na dwa lata hali Gryfia.

Jednocześnie wskazuje atuty nowego miejsca.

Przy Grunwaldzkiej, bo jest świetnie skomunikowana, bardzo szeroka jezdnia, obecność parku wodnego, więcej możliwości rozwojowych tego terenu.

W ten sposób prezydent nie tylko potwierdza zmianę podejścia, ale próbuje ją uzasadnić argumentami praktycznymi i urbanistycznymi, a nie wyłącznie politycznymi.

MIASTO CHCE HALI, ALE TYLKO PRZY ŚRODKACH ZEWNĘTRZNYCH

Krystyna Danilecka-Wojewódzka mocno akcentuje również, że Słupsk nie zamierza budować tak dużego obiektu wyłącznie z własnych pieniędzy. Jej zdaniem właśnie skuteczne pozyskiwanie środków zewnętrznych decyduje o tym, że miasto w ogóle może myśleć o dużych przedsięwzięciach.

Nie ma inwestycji w tej chwili w Słupsku, a tych inwestycji jest bardzo wiele od wielu lat, które byłyby finansowane tylko z naszych środków.

I dalej.

Dlaczego nas stać? Bo skutecznie pozyskujemy środki.

Prezydent wskazuje też wyraźnie, że hala ma być realizowana tylko wtedy, gdy pojawi się realne zewnętrzne wsparcie.

Będziemy wtedy budowali halę sportową, kiedy pozyskamy środki zewnętrzne, o co zabiegamy.

Dodaje przy tym, że są już sygnały, iż takie pieniądze mogą się pojawić.

To kluczowy element stanowiska władz miasta. Miasto nie deklaruje dziś finansowania całej hali z własnego budżetu. Pokazuje raczej, że chce przygotować teren i projekt pod moment, w którym otworzy się możliwość zdobycia dużego dofinansowania.

JAN LANGE PRZECHODZI DO OFENSYWY

Po stronie zdecydowanych zwolenników inwestycji staje też Jan Lange. Jego wypowiedź jest znacznie ostrzejsza politycznie niż wyważone argumenty prezydent czy przewodniczącego rady. Lange atakuje sceptyczne stanowisko Renaty Stec i przedstawia je niemal jako sprzeciw wobec sportu i samej idei hali.

Dała jednoznaczny sygnał, kto jest przeciwko sportowi słupskiemu, przeciwko koszykówce, kto jest przeciwko budowie hali sportowej.

Potem dodaje jeszcze mocniej.

Mieszkańcy usłyszeli bardzo dokładnie i będą z tego panią radną rozliczać.

W jego wypowiedzi pobrzmiewa przekonanie, że po latach dyskusji i przygotowań pojawia się wreszcie realna szansa na ruszenie z projektem, więc podważanie go teraz jest działaniem niezrozumiałym.

Większość społeczeństwa, jak i większość radnych jest za tym, aby ta hala sportowa tam powstała. I teraz, kiedy światełko w tunelu się pokazało, że możemy to zrealizować.

Lange broni również samej idei zadłużania się na cele rozwojowe.

Problem nie jest w zadłużaniu. Problem jest w tym, żeby była realna szansa spłaty zadłużenia.

SPÓR NIE DOTYCZY JUŻ TYLKO HALI

W pewnym momencie staje się jasne, że w Słupsku nie toczy się już wyłącznie debata o jednym budynku. To spór znacznie szerszy. O model rozwoju miasta, o odwagę inwestycyjną, o granice zadłużania, o wiarygodność prognoz i o sposób podejmowania decyzji przy projektach, których pełny koszt nie jest jeszcze znany.

Jedna strona mówi wyraźnie: najpierw trzeba mieć grunt, potem projekt, później pieniądze. Druga odpowiada: najpierw trzeba wiedzieć, czy miasto w ogóle stać na taki rozmach, zwłaszcza gdy teren już dziś zapowiada kosztowne komplikacje.

W tym sensie propozycja wykupu całych 18 hektarów przy Grunwaldzkiej staje się dużo ważniejsza niż sama hala. Bo to ona pokazuje, że miasto myśli już nie o pojedynczej budowie, lecz o dużym obszarze strategicznym, który może kształtować rozwój tej części Słupska przez wiele lat.

::news{"type":"see-also","item":"9831"}

::addons{"type":"only-with-us","color":"black"}

 

Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
Nie przegap żadnego newsa, zaobserwuj nas na
GOOGLE NEWS
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu hej.slupsk.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

0%